fot. archiwum MKS Przasnysz
MKS Przasnysz to klub sportowy liczący sobie prawie 100 lat. Został założony w 1923 roku jako „Węgierka” i przechodził arcyciekawe koleje losów. Właśnie powstaje książka, będąca zbiorem wspomnień — wywiadów z ludźmi związanymi z klubem i naszym miastem, którzy wypłynęli na szerokie piłkarskie wody. Będzie co poczytać i powspominać, bowiem z przasnyskim klubem związane były prawdziwe sławy futbolu.
Autorem książki jest Przemysław Prekiel, który w tę inicjatywę zaangażował się jako pasjonat piłki nożnej. Wydawcą będzie Miasto Przasnysz, pracami edytorsko-korektorskimi zajmie się burmistrz Łukasz Chrostowski, a wstęp właśnie wychodzi spod pióra Jacka Kilingera. Wywiady są już napisane i czekają na korektę, a drukiem zajmie się lokalna firma. Koszt przedsięwzięcia powinien zamknąć się w 2-3 tysiącach złotych.
– Książka nie będzie miała formy monografii, ale będzie zbiorem wywiadów — ciekawych wspomnień ludzi, którzy stawiali swoje kroki na przasnyskiej murawie – mówi Przemysław Prekiel.
– Udało mi się zebrać wspomnienia około 20 piłkarzy grających w MKS w od lat 60. XX wieku do czasów współczesnych. Pomysł powstania książki zrodził się w mojej głowie, ale do jej napisania nakłonił mnie burmistrz Łukasz Chrostowski. Znajdą się tam opowieści piłkarzy związanych niegdyś z MKS, którzy później odnosili znaczne sukcesy. Wśród nich będą między innymi przasnyszanie np. Grzegorz Wędzyński – wychowanek MKS. Zawodnik ten w 1987 r. został sprzedany do Polonii Warszawa, potem odnosił sukcesy w Legii Warszawa za czasów Pawła Janasa, zdobywając Mistrzostwo i Puchar Polski. Za czasów Janusza Wójcika grał także z orzełkiem na piersi w reprezentacji Polski. W książce znajdą się również wspomnienia ludzi, którzy w naszym klubie grali jedynie przez krótki czas. Jednym z nich jest Jarosław Matusiak, grający w MZKS w sezonie 1982/1983, który potem został trenerem bramkarzy „Podbeskidzia” – opowiada autor wywiadów.
Choć książka nabiera jeszcze ostatecznych kształtów, dotarliśmy do przedpremierowego fragmentu wywiadu z Cezarym Kiszkurno, który daje przedsmak tego, czym będzie publikacja. Okazuje się, że wspomnieniowe wątki nie będą dotyczyły wyłącznie piłki nożnej, ale również dawnego życia w Przasnyszu. Będzie co powspominać!
Skąd się brały złote czasy dla piłki nożnej w Przasnyszu?
Henrykowi Mockowi trafił się cudowny rocznik, właściwie dwa roczniki. Oba „kurczaki”, czyli Sławek Krzykowski i Janek Suwiński. Co ciekawe, ci chłopcy byli z okolicznych wsi. Byli urodzonymi piłkarzami. Heniu był nauczycielem w Zespole Szkół, a ci chłopcy byli później u niego w szkole. On tam rządził. Miał ich na oku. Był też okres ZWAR-u Przasnysz, czyli zakładu pracy, który przejął klub. To ważne, bowiem ZWAR gwarantował wszystkim absolwentom ZSP w Przasnyszu pracę. Piłkarze mieli więc zapewnione zatrudnienie na miejscu. Dyrektorem ZWAR-u był w tym czasie Szwed, też zapalony kibic. Lepsze zakłady pracy chciały mieć swoją drużynę. To była reklama.
Dziś to się nazywa PR…
No tak, marketing. ZWAR dawał dużo pieniędzy, miasto dawało dużo pieniędzy i można było tę drużynę utrzymać. ZWAR miał nawet swój ośrodek, do którego jeździliśmy na obozy.
Jednym słowem, piłka nożna w Przasnyszu była na wysokim poziomie, gdyż miała świetne zaplecze?
Otóż to. Miała zaplecze zakładów pracy. To jest ekonomiczne źródło sukcesu.
Gdy rozmawia się z byłymi piłkarzami i wymienia się Pana nazwisko, to wszyscy „jak jeden mąż”, podkreślają, że był Pan łowcą talentów młodych piłkarzy. Jak Pan ich wypatrywał?
Byłem nauczycielem. To na pewno pomagało.
Było widać na treningach, który z chłopców się nadaje?
Tak. Zawsze robiłem dokładne sprawdziany. To był slalom z piłką i bez piłki, to była koperta. Chodziło o różnicę czasu. Razem bieg wynosił około 40 m. Mierzyłem czas, wiedziałem jak dalece danemu piłkarzowi piłka „przeszkadza”. Decydującą kwestią była szybkość. Takim zawodnikiem był Wojciech Idźkowski. Wspaniały piłkarz, wielki talent. Jedyną szkółką w okręgu ciechanowskim — byłem ja.
Takim talentem był również Grzegorz Wędzyński? To jedyny piłkarz z Przasnysza, który zrobił taką karierę i grał w reprezentacji Polski.
Zdecydowanie. Bardzo mądry i poukładany piłkarz. Wiedział, czego chce. Bardzo inteligentny gracz na boisku, dużo widział. Miał niezły drybling. Był zawodnikiem, który potrafił kreować grę. Miał mnóstwo asyst. Robił różnicę na boisku, bo był dobrym technicznie zawodnikiem. Był też Michał Kołakowski, który zapowiadał się świetnie.

M. Jabłońska
