O rozbrajaniu ekologicznej bomby. Weszliśmy do oczyszczalni ścieków w Przasnyszu! [FOTO]

Kanalizacja ściekowa w naszym mieście obsługuje około 15 tys. osób, co oznacza, że oczyszczalnia przy ul. Makowskiej w Przasnyszu musi przerobić 2,5 tys. metrów sześciennych ścieków dziennie. Jaka to ilość? Wyobraźmy sobie basen pływacki o długości 25 metrów, szeroki na 10 i głęboki na dwa metry. Takich basenów nasza oczyszczalnia przerabia około 5 dziennie. Jak to się odbywa, jak wygląda i jak pachnie? Nie musicie sprawdzać, zrobiliśmy to za Was!

 

Pod przasnyskimi ulicami, chodnikami i zieleńcami biegnie ponad 67 km sieci kanalizacyjnej, która obsługuje ponad 90% mieszkańców miasta. Dodatkowo do oczyszczalni w Przasnyszu trafiają ścieki z terenów gminy Przasnysz i gminy Czernice Borowe.

Ścieki płyną do oczyszczalni głównie z wykorzystaniem siły grawitacji, jednak ze względu na rozległy układ sieci, obejmujący najdalsze zakątki miasta, niezbędne jest zastosowanie przepompowni. Ich zadanie to zbieranie ścieków z danego obszaru i przepompowywanie do dalszej części sieci kanalizacyjnej. Takich przepompowni na terenie miasta znajduje się 29 szt., obsługują one poszczególne osiedla. Do oczyszczalni ścieki trafiają z dwóch głównych kierunków, granicą podziału miasta jest rzeka Węgierka. Ścieki z części południowej dopływają do oczyszczalni od ul. Leszno, natomiast z części północnej od ul. Makowskiej. Na etapie wpływania do oczyszczalni średnica rury zbiorczej ma 80 cm.

Początkiem oczyszczalni jest budynek pompowni głównej, do którego trafiają ścieki z całego miasta. Obiekt jest wyposażony w urządzenie zwane kratą, pozwalające na wstępne oczyszczanie ścieków z najgrubszych zanieczyszczeń.

– Chodzi o nierozkładające się nawilżane chusteczki, ręczniki papierowe, części mopów, szmaty i podpaski, które niestety często wrzucamy do naszych sedesów. Choć nie stwarzają większych problemów w oczyszczalni, mogą zapychać kanalizację na terenie miasta. Takie zanieczyszczenia mogą stwarzać problemy w przepompowni ścieków, gdzie zapychają lub wręcz mogą uszkodzić pompy. Bywało, że w naszej sieci znaleźliśmy przedmioty, których spuszczenie w sedesie było wykluczone. Natrafiliśmy np. na firankę albo opakowania po piance montażowej, dlatego przypuszczamy, że ktoś pozbył się ich, wrzucając wprost do studzienki – relacjonuje prezes MZGKiM sp. z o.o. w Przasnyszu Marcin Jakubowski.

 

Pierwszy kontakt z bombą biologiczną

Z prezesem Marcinem Jakubowskim postanowiliśmy zwiedzić budynek przepompowni. Aby zobaczyć miejsce wpływu ścieków surowych do oczyszczalni, trzeba zejść po schodach około 6 metrów pod ziemię. Jak nietrudno się domyślić, zapach nie jest przyjemny. Budynek jest jednak wyposażony w czujniki, które ostrzegają czy w powietrzu unoszą się trujące gazy. Takie sytuacje są sporadyczne, jednak zabezpieczenia muszą być. Czujniki wskazują, że jest bezpiecznie, więc schodzimy na sam dół.

To sport dla poszukiwaczy ekstremalnych wrażeń, bowiem panuje tu hałas, generowany przez płynące ścieki, i ciężki odór ścieków surowych. Tu możemy zobaczyć wlot głównej rury oraz kratę, na której filtrowane i oddzielane są grubsze frakcje. Dłuższe przebywanie w tym miejscu jest uciążliwe, ale szczęśliwie proces wstępnego oczyszczania ścieków jest zautomatyzowany i nie wymaga ingerencji człowieka.

– Grubsze frakcje, oddzielane na kracie, tzw. skratki, są prasowane i transportowane do kontenerów, po czym trafiają na składowisko odpadów. W ciągu roku takich odpadów jest około kilkunastu ton. Zajmuje się tym specjalne urządzenie zwane praską do skratek – wyjaśnia nasz rozmówca.

W pomieszczeniu obok znajduje się hala przepompowni głównej. Panuje tutaj lżejszy klimat, ścieki surowe są już zamknięte w rurociągach. Znajduje się tu zestaw trzech pomp, pobierających ścieki wstępnie oczyszczone przez kratę i tłoczących je na ciąg technologiczny oczyszczalni. Schodami wchodzimy na górę; robi się nieco ciszej. Jest tu sterownia odpowiadająca za pracę pomp, które mogą pracować naprzemiennie lub w różnych konfiguracjach, w zależności od potrzeb, tj., od ilości ścieków dopływających do oczyszczalni. Wielkie pokrętła znajdujące się na podłodze służą do sterowania zaworami (zasuwami) na poszczególnych rurociągach tłocznych. Po wyjściu z budynku można zaczerpnąć świeżego powietrza, atmosfera robi się przyjemniejsza.

Po dość intensywnych doznaniach na wstępie, zapachy wyczuwalne na dalszych etapach oczyszczania nie są już tak uciążliwe. Przed wydobywaniem się ich na teren miasta chroni bujna zieleń, która otacza oczyszczalnię wokół szczelnym szpalerem zadbanych drzew i krzewów.

 

Niewielki gejzer ścieków

Kolejnym etapem oczyszczania jest pozbawienie ścieków najdrobniejszych frakcji, w tzw. piaskowniku. Proces oddzielania piasku możemy zobaczyć dopiero po wspięciu się na „wzgórze”, dominujące nad oczyszczalnią. Dzięki pracy pomp, które widzieliśmy na dole, ścieki muszą pokonać około 10 metrów wysokości pomiędzy wlotem a szczytem góry.

Przepływające tu ścieki wyglądem przypominają brudną wodę i wzbijają się w niewielki gejzer. W piaskowniku ścieki są wprowadzane w ruch okrężny wspomagający sedymentację, a ziarna piasku opadają na dno piaskownika. Ścieki po wytrąceniu piasku i innych ciał stałych trafiają do dalszego procesu oczyszczania. Oddzielony piasek jest odbierany z piaskownika poprzez specjalne urządzenie ślimakowe i trafia wprost na podstawione taczki, znajdujące się w budynku na poziomie gruntu.

Ścieki, po usunięciu najdrobniejszych frakcji, trafiają do ogromnych zbiorników starego ciągu technologicznego, którego połacie rozciągają się w dalszej części “wzgórza”.

– Choć zbiorniki te nadal są użytkowane, powstały jeszcze przed 2000 rokiem, kiedy przasnyska oczyszczalnia przeszła modernizację i zupełnie zmieniła sposób działania. Dziś dawne zbiorniki wykorzystywane są jako zbiorniki retencyjne, których głębokość sięga prawie poziomu gruntu. Dają możliwość bardzo wstępnego oczyszczenia i uśrednienia ładunku zanieczyszczeń w ściekach dopływających do oczyszczalni – opowiada prezes.

 

Bakterie robią robotę

Ze zbiorników ścieki przepływają w dół i trafiają do najważniejszego ogniwa ciągu technologicznego oczyszczalni – reaktora biologicznego, w którym zachodzi największa, najbardziej spektakularna i najważniejsza część roboty. Schodzimy po schodach na poziom gruntu, gdzie ścieki trafiają najpierw do tak zwanego selektora, którego rolą jest poprawa działania osadu biologicznego, znajdującego się w sercu oczyszczalni ścieków – reaktorze. Tam, dzięki procesowi napowietrzania, toczy się życie biologiczne, a bakterie namnażając się, pochłaniają zanieczyszczenia, znajdujące się w ściekach.

– Ogół żyjących w reaktorze biologicznym mikroorganizmów nazywamy osadem czynnym. Mikroorganizmy znajdujące się w reaktorze biologicznym, mówiąc najprościej, żywią się tym, co znajduje się w ściekach. Dzięki ich pracy, w procesach nitryfikacji i denitryfikacji, zanieczyszczenia w ściekach ulegają rozkładowi, powstają neutralne gazy (np. azot) – wyjaśnia kierownik wycieczki.

W przasnyskiej oczyszczalni znajduje się reaktor typu „Carrousel”, gdzie symultanicznie zachodzą procesy tlenowe i beztlenowe, którymi zajmują się dwa rodzaje bakterii. Na tym etapie ścieki wyglądają, jak niezbyt czysta, wzburzona rzeka o bystrym nurcie, wspomaganym znajdującymi się na dnie reaktora mieszadłami. Ścieki są tu natleniane przez aeratory i dodatkowe ruszty napowietrzające, sprzyjające wydajniejszej reakcji biologicznej.

– Aerator to duże śmigło, które obraca się, miesza zawartość, jednocześnie natleniając ścieki, co ułatwia bakteriom pracę w procesach tlenowych. Podczas oczyszczania biologicznego ścieków w reaktorze następuje ciągły przyrost mikroorganizmów. Powstaje wówczas tzw. osad nadmierny, który musi być usuwany z reaktora biologicznego, w celu zachowania równowagi dla skuteczności procesu oczyszczania ścieków – dodaje.

 

Rozbrojenie bomby biologicznej – zostaje czysta woda

Po opuszczeniu reaktora biologicznego mieszanina ścieków oczyszczonych i osadu nadmiernego przepływa do tzw. osadnika wtórnego.

– Zadaniem osadnika wtórnego jest rozdzielenie ścieków oczyszczonych i osadu. Osad opada na dno osadnika, skąd kierowany jest do dalszej obróbki. W zależności od potrzeb, część osadu jest zawracana z powrotem do reaktora biologicznego – wyjaśnia prezes.

Osadnik wtórny to zbiornik o kształcie okrągłego basenu z obracającym się wokół niego podestem, pełniącym rolę zgarniacza dla gromadzącego się na dnie osadu, który pompy kierują do zagęszczacza. Zapach na tym etapie jest niewyczuwalny, a najlepszym dowodem na czystość znajdujących się tutaj ścieków oczyszczonych jest kaczka, która zażywa tu kąpieli. Z osadnika wtórnego wypływają ścieki oczyszczone, które mają postać czystej wody i odprowadzane są wprost do rzeki.

To, co pozostaje na terenie oczyszczalni to osad. Rocznie powstaje tu około 500 ton suchej masy. Ostatnim ogniwem oczyszczalni jest ciąg odwadniania i higienizacji osadu. Najważniejszym urządzeniem jest tutaj tzw. prasa osadowa, która, dzięki systemowi taśm i wałków, odwadnia masę osadu, wyciskając z niej wodę. Jest to jedyne ogniwo działania obiektu, które wymaga stałej obecności pracownika.

– Prócz odwadniania osadu, zachodzi tu jeszcze jeden ważny proces. Dzięki połączeniu mokrej masy osadu z palonym wapnem, osad zostaje podgrzany do temperatury kilkudziesięciu stopni, dzięki czemu podlega higienizacji, i może stanowić doskonały nawóz, który nieodpłatnie oddajemy rolnikom, dowożąc go wprost na pole – tłumaczy prezes Jakubowski.

Odwodniony i zhigienizowany osad podajnikiem ślimakowym trafia na przyczepę i jest przewożony do ogromnej wiaty, gdzie czeka na odbiór. W tym czasie ścieki oczyszczone dawno zdążyły przepłynąć systemem kanałów, a następnie rowem melioracyjnym do rzeki Węgierki, znajdującej się nieco ponad 100 metrów dalej. W ten sposób kończy się proces rozbrajania bomby biologicznej, którą każdy z nas produkuje we własnym domu, nie zastawiając się, co się z nią dalej dzieje.

Na koniec dodajmy, że choć na terenie obiektu przy ul. Makowskiej w Przasnyszu oczyszczane jest codziennie 2,5 tys. metrów sześciennych ścieków, obiekt nie wyczerpuje swoich możliwości przerobowych, ponieważ średnia przepustowość oczyszczalni wynosi 4 tys. metrów sześciennych na dobę, a maksymalna może wynieść aż 6,5 tys. metrów. Choć zachodzą tu niezwykłe procesy, nigdy w historii jej istnienia nie zdarzyło się, aby do rzeki trafiły nieoczyszczone ścieki.

Opuszczające oczyszczalnię ścieki oczyszczone, są regularnie badane i nie stanowią zagrożenia dla środowiska.

– Problemem są przedmioty wyrzucane do sedesu, a które nie powinny tam trafić, takie jak patyczki do uszu, zużyte ścierki czy ręczniki papierowe, które stwarzają nam problemy na przepompowniach, zatykając pompy. W celu szybszej reakcji na stany awaryjne wszystkie przepompownie wyposażone są w ciągły monitoring; wiemy więc, czy pompy pracują, jaki jest poziom ścieków, a o jakichkolwiek stanach alarmowych jesteśmy powiadamiani. Korzystając z okazji, chcę jednak prosić, aby nie wyrzucać do sedesu niedegradowalnych odpadów, które muszą zostać wyłowione i trafić na składowisko, stwarzając przy tym niemało problemów – apeluje prezes Marcin Jakubowski.

To dzięki jego uprzejmości mógł powstać ten reportaż.

 

M. Jabłońska

guest
8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysiek
Krzysiek
1 miesiąc temu

Ekstra 🙂

siup
siup
1 miesiąc temu

Z przyjemnością czyta się reportaż, obiekt świetnie utrzymany , zieleń cudowna.

Moje imię 44
Moje imię 44
1 miesiąc temu

Fajnie to wygląda. A star asenizacyjny gdzie zlewa ścieki??? Nie ma nic w artykule na ten temat

Edyta
Edyta
1 miesiąc temu
odpowiada  Moje imię 44

To nie wóz asenizacyjny. Ten wóz czyści zapchane rury. Mądra jestem, bo pytałam, kiedy byli na ul. Świerczewo.

booster
booster
1 miesiąc temu
odpowiada  Edyta

to ja wiem . ale ja sie pytam o stara nie o dafa

Wiola
Wiola
1 miesiąc temu

Przyznać się kto tyłek firanką podtarł

Moje imię 44
Moje imię 44
1 miesiąc temu
odpowiada  Wiola

Tobie to firanka nie potrzebna .wyznajesz zasadę jak się wysuszy to się wykruszy

Mieszkaniec
Mieszkaniec
1 miesiąc temu

Cytat “Odwodniony i zhigienizowany osad podajnikiem ślimakowym trafia na przyczepę i jest przewożony do ogromnej wiaty, gdzie czeka na odbiór.” A następnie osad wysypywany jest na okoliczne pola i co kilka miesięcy przez okres około tygodnia w całym Przasnyszu śmierdzi ludzkim g…m że nie można wytrzymać!!!