Małe sklepy padają jak muchy.

Jednym z efektów niedzielnego zakazu handlu miało być wsparcie drobnych przedsiębiorców w konkurencji z zagranicznymi sieciami handlowymi. Jak informuje GUS – grudzień był najgorszym miesiącem od lat. 9,5 tysiąca małych firm handlu detalicznego zniknęło z rynku. Przez poprzednich jedenaście miesięcy ubyło ich zaledwie 1,5 tys. Mali przegrywają z gigantami, a to oznacza, że sklepiki mogą odjeść w przeszłość. Niebawem cały handel w Polsce i w Przasnyszu zdominują zagraniczne sieci.

Mali handlowcy, których pozostało niewielu, z trudem utrzymują się na powierzchni. W Przasnyszu małych sklepów spożywczych, gdzie za ladą w niedzielę staje sam właściciel, jest coraz mniej. Pozostały nam jeszcze: „Zagaj”, wykorzystujący lokalizację na terenie najgęściej zaludnionego przasnyskiego osiedla, sklep spożywczy na ul. Piłsudskiego na wylocie na Mławę i Ciechanów. Pojedyncze maleńkie sklepiki są także na ul. Żwirki i Wigury, na osiedlu Wojskowym oraz przy torach na ul. Szosa Ciechanowska. Być może niedobitki są jeszcze czynne w pawilonach na ul. Orlika. To ostatni przedstawiciele tego, licznego kiedyś w naszym mieście, gatunku.

Ustawa o zakazie handlu miała pomóc małym firmom prywatnym, którym pozwolono handlować w niedziele. Stało się inaczej. Grudzień, kiedy supermarkety notowały gigantyczne wzrosty sprzedaży, okazał się gwoździem do trumny dla blisko 10 tys. małych polskich detalistów.

Oddamy niemal cały handel w obce ręce

Osiedlowe sklepiki nie wytrzymują konkurencji i to pomimo zakazu handlu. Ludzie zaczęli chodzić na większe zakupy pod koniec tygodnia do supermarketów, które kuszą rabatami, promocjami i programami lojalnościowymi. Natomiast mali sklepikarze nie wytrzymują tej presji. Trend jest wieloletni, ale w ostatnich latach przyśpieszył. Liczba podmiotów w branży skurczyła się od 2018 r. (będącym pierwszym rokiem z zakazem handlu w niedziele) o 22 tys.

Aby niebawem nie być skazanymi na Biedronki, Lidle i Żabki, kupujmy częściej u naszych małych, przasnyskich sprzedawców. Jeśli padną nieobjęte niedzielnym zakazem „maluchy”, a rząd dokręci śrubę otwartym w niedzielę Żabkom i sklepom na stacjach benzynowych, jedzenie w siódmy dzień tygodnia w Przasnyszu kupimy jedynie w punktach gastronomicznych. W celu kupna artykułów spożywczych możemy też próbować odbyć wycieczkę na wieś, ale także tam zawitała plaga upadłości.

Wraz z małymi sklepami padną małe hurtownie i niewielkie polskie firmy produkujące i przetwarzające żywność, których skala produkcji nigdy nie pozwoli, aby pojawiły się na półkach handlowych gigantów. To oznacza tylko jedno – zależność od kaprysów zachodnich koncernów.


 

guest
5 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments