Mocne spotkanie z Mariuszem Zielke w Przasnyszu!

Z opowieści Mariusza Zielke, byłego dziennikarza śledczego i uznanego autora książek, który urodził i wychował się w Przasnyszu, wyłania się przerażający obraz Polski na wskroś przeżartej korupcją i układami. Obraz tym bardziej mroczny, że bohaterowie publikacji śledczych dziennikarza nie ponieśli odpowiedzialności za swoje czyny. Okazją do rozmowy z autorem powieści kryminalnych opartych na faktach, w których działania na styku biznesu i władz, przerastają najbardziej demoniczny polityczny thriller, było spotkanie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Przasnyszu, które odbyło się 28 maja.

Mariusz Zielke od zawsze chciał pisać. Pierwszą książkę, która zaginęła w pomroce dziejów, napisał w wieku 7 lat. Do dziś pamięta, że jeszcze będąc uczniem przasnyskiego technikum, rzucał monetą, aby dowiedzieć się, czy uda mu się napisać jakąś książkę. Za pierwszym rzutem wypadło, że tego celu nie zrealizuje, ale rzucił po raz drugi i tym razem wynik okazał się zadowalający. Dziś Mariusz Zielke jest autorem wielu poczytnych książek, choć nie wszystkie sygnował własnym nazwiskiem. Bywało, że pisał na zlecenie, wcielając się w rolę ghostwritera, czyli pisarza widmo. Ujawniał kulisy biznesów najbogatszych Polaków i firm, opisywał podłoże największych afer, miał informatorów wśród najważniejszych ludzi w państwie, mafiozów i przedstawicieli służb specjalnych. Był zastraszany, spotykał się z próbami korumpowania na gigantyczne sumy, wytaczano mu procesy. Wszystkie z nich wygrał i nigdy się nie ugiął.

Polską rządzą biznesmeni i służby specjalne

Zaczynał jako dziennikarz „Pulsu Biznesu”. W 2005 r. zdobył prestiżową nagrodę  Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za ujawnienie, że zarządzający największymi funduszami na Giełdzie Papierów Wartościowych stworzyli nielegalne porozumienie , w celu wpływania na kursy akcji.

– To były 2 lata ciężkiej, ryzykownej i niebezpiecznej pracy śledczej na temat zmów funduszy emerytalnych. Gdyby wówczas – w 2005 r. – moje teksty potraktowano poważnie, można byłoby ten system naprawić i nie utopiono by tylu pieniędzy. To są miliardy złotych. Ujawniłem, że zarządzający funduszami zaczynają tworzyć swoiste zmowy i coś na kształt struktur mafijnych, które, mając do dyspozycji ogromne pieniądze, przyciągały przestępczość zorganizowaną i poważniejszych gangsterów. Nie były to mafie trzepakowe – opowiada Mariusz Zielkę dodając, że w tamtym czasie zabito m.in. Piotra Głowalę – młodego inwestora giełdowego, który zginął od ciosów maczetą.

Mniej więcej w tym okresie dziennikarz zaczął się obracać w kręgu ludzi bardzo wpływowych. Poznał m.in. Ryszarda Krauze i Jana Kulczyka, dla którego pisał przemówienia. Obecność w tego typu środowiskach była znakomitym sposobem na zdobycie informacji, niedostępnych dla większości dziennikarzy.

– Warto wiedzieć, że w tamtym czasie obaj biznesmeni rządzili naszym krajem. Zresztą w tej kwestii nic się nie zmieniło. Do dziś Polską nie rządzą politycy, ale biznesmeni i służby specjalne – ocenia pisarz, puszczając oko do obecnego na spotkaniu burmistrza Przasnysza, dopowiadając, że ma nadzieję, że na szczeblu lokalnym wygląda to inaczej.

Kraj przesiąknięty korupcją i mafijnymi układami

– Nie jestem fanem teorii spisku, ale wiem, że ludziom, którzy dochodzą do władzy w Polsce, bardzo trudno jest sprawować rządy w zgodzie z własnym sumieniem. Znam wielu polityków, którzy zrezygnowali z jakiejkolwiek walki. Większość z nich godzi się na zastany stan rzeczy. Nie chciałbym się wdawać w dywagacje polityczne, ale bardzo liczyłem na to, co się stanie, kiedy do władzy dojdzie PiS. Liczyłem, że rozliczą patologie, które widziałem i opisywałem, ale tak się nie stało. Do dziś mamy kraj przesiąknięty układami korupcyjnymi i strukturami mafijnymi. Mówię to z całą odpowiedzialnością, bo jestem to w stanie udowodnić. Moim krzykiem protestu była książka „Dyktator”, która miała zwrócić uwagę czołowych polityków, na to, co się dzieje w Polsce. Wydawało mi się, iż z Nowogrodzkiej nie widać, że między ministerstwami przechadzają się rozmaici lobbyści i organizują wyprowadzanie pieniędzy. „Dyktator” był głosem protestu, ale jak się okazało głosem, którego nikt nie chciał usłyszeć. Tworzenie prawa w Polsce polega na cudownym znikaniu lub pojawianiu się określonych zapisów, korzystnych dla lobbystów. Na takim mechanizmie opiera się większość afer ujawnianych w naszym kraju. Wśród nich głośna afera reprywatyzacyjna, która była możliwa dzięki zapisom prawnym korzystnym dla jednego z przedsiębiorców – ujawnia autor.

 Sądów w Polsce nie interesuje sprawiedliwość

Mariusz Zielke dostrzega także patologie w systemie sprawiedliwości. Te sytuacje również zna z autopsji, ponieważ jako pozwany ścierał się z największymi kancelariami prawnymi w Polsce. Wielokrotnie udowodnił, że pisze prawdę, a na poparcie swoich tez miał niepodważalne dowody. Jedną z książek, którą Mariusz Zielke napisał na temat patologii w systemie sądownictwa jest „Sędzia”.

– Nigdy nie przegrałem żadnego procesu. Wszystkie wygrałem, mimo że potykałem się z największymi kancelariami prawnymi w Polsce, specjalizującymi się w prawie prasowym i zagadnieniami z dziedziny ochrony dóbr osobistych. Żądano ode mnie gigantycznych odszkodowań – opowiada pan Mariusz.

Jeden z pozwów pochodził m.in. od Marka Falenty, milionera skazanego za udział w tak zwanej aferze podsłuchowej, mającego zlecać nagrania w „Sowie i Przyjaciołach”.

– Pisałem o nim, kiedy biznesmen chciał z Giełdy Papierów Wartościowych „pożyczyć” około 100 milionów zł. Pozwał mnie, bo moje teksty mu to uniemożliwiły. Marek Falenta wytoczył mi 5 procesów, wszystkie z nich wygrałem. Dzięki temu mogłem przyjrzeć się od środka systemowi sądowniczemu i wiem jak bardzo jest ułomny. Wygrałem dlatego, że miałem rację, ale co równie ważne, potrafiłem wykorzystać ten system, aby wygrywać sprawiedliwie. Niestety przeciętny człowiek w sądzie bardzo często jest skazany na porażkę, jeśli opiera się tylko się na wierze we własną uczciwość i ufa w to, że sąd zapewni mu uczciwy proces. Sędziego w polskim systemie prawnym nie interesuje czy ktoś jest winny, czy nie. Interesuje go czy są dowody, czy ich nie ma – ocenia pisarz.

Mariusz Zielke wie o czym mówi, ponieważ podczas dziennikarskiej pracy napisał kilka tysięcy opartych na faktach tekstów śledczych.

– Nie miałem żadnych wpadek dziennikarskich, nie zdarzyło mi się, abym musiał przepraszać, ani prostować. Mimo tego, żaden z bohaterów moich tekstów za swoje czyny nie poniósł żadnych konsekwencji. Był czas, kiedy pisałem o Andrzeju M, który jest uznawany za największego łapówkarza w historii polski. Chodzi o miliony złotych – opowiada pisarz.

Z doniesień medialnych wynika, że Andrzej M. był wysokim rangą policjantem, odpowiadającym za informatyzację w Komendzie Głównej Policji, a następnie dyrektorem w Centrum Projektów Informatycznych MSWiA. Według prokuratury miał przyjmować łapówki od wielkich firm informatycznych w zamian za ustawianie przetargów.

Żyjemy w kartonowym państwie

– Andrzej M. w MSWiA zarządzał kwotą prawie 4 miliardów złotych. Zarządzał bezpośrednio, bez nadzoru ministra, który mu ufał. Osobiście przestrzegałem ministra tego resortu, że to będzie wieki problem. Pisałem o Andrzeju przez wiele lat; pierwsze zarzuty korupcyjne wobec niego pojawiły się w 2006 roku. Pisałem o tym jeszcze w Pulsie Biznesu, a jego po moich tekstach awansowano do ministerstwa. Dano mu tam władzę zarządzania gigantycznymi pieniędzmi – mówi Mariusz Zielke. Zdaniem pisarza, człowiek ten doprowadził do problemów całego państwa, kłopotów z realizacją programów unijnych i wdrożeniem systemów informatycznych np. usprawniających obsługę służby zdrowia.

– Nasz kraj uniknąłby wielu problemów. Andrzej M. zarządzał projektami już wtedy, kiedy Polska wchodziła do UE i na każdym kroku brał łapówki. Nie można było tego w żaden sposób udowodnić.  Do czasu. Podczas jakiejś imprezy pokłócił się ze swoim przyjacielem z CBA, który obiecał  mu, że go dorwie. I dorwał. Tylko co z tego? Dziś Andrzej M. jest na wolności, zamieszani w te sprawy odsiedzieli rok w areszcie, a dziś nadal uczestniczą w bardzo dziwnych rozgrywkach. Andrzej M. był człowiekiem tak rozpasanym, że swoje biuro zorganizował na podobieństwo gabinetu ojca chrzestnego. Była tam ogromna kanapa i telewizor na ścianie, gdzie puszczano erotyczne filmy. Wszędzie panował półmrok, a odwiedzający go biznesmeni mieli, prócz łapówki, przynieść paczkę cygar. Petent miał tyle czasu na rozmowę, ile trwało wypalenie cygara. Człowiek ten kupił działkę na Mazurach i postawił tam dom. Wystawił na to faktury, które wysłał do firm, aby zapłaciły za te inwestycje. Kiedy brał ślub na Malediwach, wszystko finansowała jedna z firm. Ten człowiek do dziś jest na wolności – opowiada Mariusz Zielke i przywołuje znaną definicję ministra Sienkiewicza o kupie kamieni, która wprost oddaje słabość i „kartonowość” Polski, ponieważ cieszących się bezkarnością „Andrzejów” na naszej scenie jest więcej.

Podczas spotkania z Mariuszem Zielke sporo dowiedzieliśmy się o kulisach funkcjonowania naszego państwa, gdzie prawo obowiązuje tylko przeciętnego obywatela, a kpiący z przepisów notable, politycy i postaci wielkiego biznesu mogą spać spokojnie. Pisarz ukazał jak łatwo manipulować rzeczywistością i rozpowszechniać fake newsy. Więcej diabolicznych faktów Mariusz Zielke ujawnił nam podczas wywiadu, którego udzielił tuż po spotkaniu. Rozmowa z autorem ukaże się już wkrótce.

M. Jabłońska


guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Konrad
Konrad
1 rok temu

A idź Pan pisać felietony dla wyborczej