Żyć można wszędzie, najważniejsze by mieć obok bliskich – o muzyce i planach na przyszłość rozmawiamy z Bogumiłą Ostrovnoi

Bogumiła Ostrovnoi, z domu Jaworska ma 41 lat i pochodzi z Przasnysza. Tu spędziła pierwsze lata swojego życia. Uczęszczała do Szkoły Podstawowej nr 3 im. Tadeusza Kościuszki, potem swoje kroki skierowała do Liceum Ogólnokształcącego im. KEN. Na kilkanaście dobrych lat wyjechała z rodzinnego miasta, aby powrócić z nowymi pomysłami na siebie.

 

Jak wspominasz czas szkoły podstawowej, przasnyskiej „Trójki”?

Pierwszym moim wychowawcą była Gabriela Kuligowska, znana jako bardzo surowy nauczyciel. Następnie przejął nas Piotr Jeronim. Wszyscy go bardzo lubiliśmy. Taka prawdziwa, artystyczna dusza. Były to bardzo spokojne lata.

 

Myśl o zajęciu się muzyką na poważnie pojawiła się w szkole średniej?

W tym czasie zmarła moja mama. Przestało mnie wszystko interesować. W tych najtrudniejszych chwilach pomogli mi przyjaciele. Pomagamy sobie do dziś. To był także czas, kiedy poznałam Marka Karolskiego. Na początku był moim nauczycielem, ale z czasem stał się także przyjacielem. Zaszczepił we mnie taką myśl, że muzyka jest takim czymś, co mogę robić w dalszej przyszłości.

 

Wiem, że potem wyjechałaś do Warszawy. Pojawiły się nowe możliwości i chyba nie będzie przesadą jeśli powiem – prawdziwa kariera…

Na początku mojego przyjazdu do Warszawy muzyka została odprawiona na boczny tor. Trwało to wiele lat, aż do urodzenia drugiej córki. Wtedy zatęskniłam za muzyką. Na mojej drodze stanęła Aneta Figiel, która dała mi możliwość zaśpiewania z takimi zespołami jak Bajm, De Mono, czy też Stan Borys.

 

Jak to jest występować z gwiazdami takiego formatu?

Nigdy nie zapomnę uczucia, kiedy stałam na scenie, a ona cała drżała od instrumentów w piosence „Biała armia”. Wówczas pomyślałam, że jest to niesamowite móc z nimi stanąć na scenie i śpiewać. Podobnie było z innymi gwiazdami. To czas, kiedy ponownie otworzyłam się na muzykę. W moim sercu była tylko ona i tak zostało do dziś.

 

Co było dalej?

Doszkalałam się u Bartka Cabonia, pisałam własne utwory, a teksty do nich układała Anna Wojciechowska. Opowiadałam jej historię, a ona tworzyła słowa piosenki. Utwory powstawały czasem w trakcie trwania rozmowy telefonicznej, a ja układałam do nich swoja melodię, aż do czasu, kiedy poznałam swoja miłość, Denysa Ostrovnoi.

 

Czyli swojego przyszłego męża…

Denys od zawsze związany jest z muzyką. Człowiek wielkiej pracy od maleńkiego dziecka. Pokazał mi, że siła tkwi, nie w marzeniach, w pragnieniach, a właśnie we wspólnym działaniu na rzecz wspólnej sprawy. W rodzinie, która dając oparcie buduje i realizuje tę przestrzeń marzeń i pragnień. Mamy wiele planów, które powoli realizujemy. Poznaliśmy się, kiedy zostałam zatrudniona do zespołu eventowego, w którym on grał.

 

Twój mąż pochodzi z Ukrainy. To nie jest łatwy czas dla was i dla waszych rodzin…

Ostatni czas jest dla nas dość trudny ze względu na wojnę, która się toczy w kraju, z którego pochodzi mój mąż. Mimo polskiego obywatelstwa, które dostał jeszcze zanim się poznaliśmy za zasługi dla polskiej kultury, zostali tam nasi bliscy, rodzice, dziadkowie, przyjaciele. Człowiek jest trochę tu, trochę tam. W kwestii pomocy Ukrainie, pomagaliśmy jak potrafiliśmy. Zresztą teraz też cały czas trzeba coś zrobić, pojechać, przetłumaczyć. Chciałoby się potrafić zakończyć tę wojnę, ale niestety nie mamy takich możliwości, więc działamy tu gdzie możemy. Na swoim podwórku. Zresztą chyba tak to jest i tak to przyjmujemy, że każdy ma przeznaczoną jakąś ścieżkę, którą idzie i my żyjemy na swojej.

 

Kiedy pojawiła się myśl, by wrócić do Przasnysza?

Pandemia, wojna. To wszystko sprawiło, że zatęskniłam za swoim miastem. Mam takie wrażenie, że można żyć wszędzie, tylko, żeby byli tam bliscy. Rodzina, przyjaciele, te wszystkie miejsca. Przasnysz mnie odrzucał przez wiele lat. Nigdy nie zaśpiewałam tam żadnego koncertu. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

Zdradzisz nam swoje pomysły?

Otwieramy szkołę musicalową „Ostrovnoi Musical School”. Będziemy przygotowywać w niej dzieci uzdolnione muzycznie, aktorsko lub tanecznie do musicalu, który napisaliśmy właściwie rodzinnie, bo każdy z nas miał udział w scenariuszu. Denys był kierownikiem muzycznym musicalu „Prześliczna wiolonczelistka”. Aranżował utwory do musicalu. W Przasnyszu brakuje takiej placówki. Ja odczułam to jako dziecko i postanowiłam stworzyć takie miejsce dla zdolnych i aktywnych dzieci. Uwieńczeniem tego przedsięwzięcia będzie występ, który mam nadzieję będzie atrakcją dla wszystkich mieszkańców, bo musical jest naprawdę ciekawy.

 

 

j.b.

Sprawdź również
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
jana
jana
1 miesiąc temu

Bogusiu , pięknie wyglądasz , cieszy fakt powrotu do Przasnysza .Wiele ludzi chętnie wysłuchałoby Waszego mini koncertu .Pomyślcie .

Waldemar
Waldemar
1 miesiąc temu

Pełen szacunek. Postawa godna naśladowania. Życzę powodzenia..

Krzysztof Wesołowski
Krzysztof Wesołowski
1 miesiąc temu

No w sumie jest to jakiś pomysł. W Warszawie jest się jednym z wielu, którzy marzą o sukcesie, karierze czymś więcej. A w takim Przasnyszu, nawet będąc nieudacznikiem można osiągnąć bardzo wiele. Można na przykład być dyrektorem, redaktorem, burmistrzem, starostą, radnym powiatowo-miejsko-gminnym, można być kimś w spółce miejskiej o na przykład wodociągach.
I to absolutnie nie jest uwaga dotycząca tej Pani. Ja wręcz podziwiam, że będąc wiele lat poza Przasnyszem jest chęć powrotu. Życzę spełnienia marzeń!

jana
jana
1 miesiąc temu

Jest pan żenujący ,przykre.