ZUS NA DNIE!?

Polski system emerytalny jest niewydolny, obciąża finanse publiczne, a emeryci, których składki trafiały do ZUS, dostają mniej, niż gdyby oszczędzali na własną rękę za pomocą kont oszczędnościowych. Niewielu z nas ma jeszcze złudzenia, że dostaną na starość godną emeryturę. Rząd zamiast porządnie reformować system emerytalny, tylko przedłuża jego agonię. Oto jak państwo próbuje ratować ZUS.

Emerytura na kredyt

Emerytury wypłacane są z tego, co uda się pożyczyć. Wypłaty świadczeń emerytalnych, rentowych i chorobowych realizowane są z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przychody FUS pochodzą ze składek na ubezpieczenia społeczne, dotacji z budżetu państwa oraz krótkoterminowych kredytów komercyjnych (tzw. pożyczki płynnościowe).

Według wiceprezes ZUS Mirosławy Boryczki środki ze składek pokrywają około 68 proc. zapotrzebowania FUS. Społeczeństwo wpłaca ok. 120 mld zł składek, a FUS wydaje 180 mld zł. Taka jest wydolność systemu. Resztę dorzuca państwo.

Tylko w ubiegłym roku dotacje z budżetu, refundacje składek do OFE i środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej przekazane do FUS-u wyniosły łącznie 50,5 mld zł. Najbardziej optymistyczny wariant na 2015 rok zakłada, że zapotrzebowanie FUS na środki z budżetu i kredyty, wyniesie 61,58 mld zł; najgorszy, że 74,92 mld zł. Cztery lata później może już brakować 90,7 mld zł!

Dzieci do szkoły i do pracy

O tym projekcie mówi się głównie w kategoriach edukacyjnych, ale ta sprawa ma drugie dno.

Próby wysłania sześciolatków do szkół są podejmowane od sześciu lat. Niezależnie od tego, czy z punktu widzenia rozwoju dzieci jest to decyzja dobra, czy zła, to ma ona także istotne znaczenie dla gospodarki państwa.

Dzieci, które pójdą do szkoły wcześniej, szybciej wejdą na rynek pracy i szybciej zaczną płacić podatki oraz składki ZUS. A im więcej podatników, tym dla państwa lepiej.

Inna sprawa, że dzietność w Polsce jest zbyt mała, by można było mówić o zastępowalności pokoleń, a ta właśnie jest warunkiem wypłacalności ZUS-u. Niestety nasze państwo wciąż nie dorobiło się przemyślanej polityki prorodzinnej, która zachęcałaby młodych do zakładania rodzin i posiadania dzieci.

Likwidacja OFE

„Nasz system emerytalny jest niewydolny, pogłębia dziurę budżetową, reforma jest konieczna” – przekonuje rząd. Jednak to, co proponuje nam w zamian, trudno nazwać naprawą. Kosztem emerytur kapitałowych zamierza bowiem dofinansować niewydolny Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

W chwili obecnej mamy trzy filary: ZUS, OFE i dobrowolne oszczędzanie. De facto funkcjonują tylko pierwsze dwa. Mało kogo stać na oszczędzanie na własną rękę, zresztą narzędzia stworzone przez państwo (IKE i IKZE), które miały to ułatwić, są nieskuteczne i wręcz do tego zniechęcają.

Jakie są propozycje rządu? Cóż, wszystkie dobre dla budżetu, ale nie dla przyszłych emerytów. Rząd stwierdził, że funduszy emerytalnych likwidować nie będzie, lecz – jak podsumowują to ekonomiści – wszystkie jego propozycje do tego się sprowadzają.

Eksperci z Komitetu Obywatelskiego ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego twierdzą, że w efekcie proponowanych przez rząd zmian emerytura tych z nas, którzy mają przed sobą jeszcze perspektywę oszczędzania przez kilkadziesiąt lat, będzie niższa o ok. 15 proc.

Dr Maciej Bukowski, ekonomista, porównał wybór dany nam przez rząd do wyboru między grypą hiszpanką, cholerą, dżumą, albo bardzo zaawansowanym zapaleniem płuc. Nic atrakcyjnego.

Żegnajcie przywileje mundurowe

Rząd Donalda Tuska już częściowo ukrócił przywileje mundurowe. Do tego czasu policjanci często przechodzili na emeryturę po 15 latach pracy. Podobne przywileje mieli zarówno antyterroryści, którzy byli narażeni w czasie akcji na stres i ryzyko utraty zdrowia i życia, jak funkcjonariusze, którzy pracowali głównie za biurkiem.

W maju Sejm zadecydował, że funkcjonariusze i żołnierze, którzy wstąpią do służby od 2013 r., będą nabywać uprawienia emerytalnej dopiero po 55. roku życia i odbyciu 25 lat służby.

Decyzję Sejmu skrytykowała Federacja Związków Zawodowych Służb Mundurowych. Związkowcy nie chcą zaakceptować równoczesnego obowiązywania dwóch warunku dla osiągnięcia uprawnień emerytalnych. Federacja chciałaby, by było to 25 lat służby i 50 lat życia, albo 25 lat służby bez określenia limitu wieku.

– Zasada jest bardzo prosta. Wszyscy docelowo powinni być w systemie powszechnym. My powoli, stopniowo wprowadzamy kolejne służby i ogranicza się to tylko i wyłącznie do nowo wstępujących. Nie ma możliwości, aby iść w drugą stronę – tak wicepremier Rostowski skwitował propozycje włączenia kolejnych służb, m.in. celnych, do systemu emerytur mundurowych.

Górnicy, czas na was

Kolejny punkt na naprawę systemu emerytalnego to zniesienie przywilejów górniczych.

I w sumie ciężko się dziwić, jeśli zwróci się uwagę na niedawne wyliczenia „Pulsu Biznesu”. Gazeta podała, że sama dopłata do świadczeń górniczych odpowiada wartością składce przekazanej do OFE w zeszłym roku, zaś dopłata do KRUS była dwa razy wyższa. Z budżetu na emerytury górnicze wypłacono 8 mld zł.

– Czy będzie reforma emerytur górniczych w tej kadencji? Ja bym bardzo chciał. Ale gdyby ona miała miejsce w następnej kadencji, też nie będzie katastrofy – powiedział szef resortu finansów Jacek Rostowski w radiowej Trójce.

Według rządowych obliczeń w 2030 r. 1/10 deficytu funduszu emerytalnego będzie wynikała z przywilejów górniczych. Jak zaznaczył Rostowski byłoby to około 3 mld dzisiejszych złotych.

Następny będzie KRUS

O tym, że rząd zamierza bliżej się przyjrzeć KRUS-owi, minister Rostowski zapowiedział 3 lipca, dzień później wspomniał także o konieczności zreformowania systemu emerytur górniczych.

Omawiając kwestię rolniczych ubezpieczeń społecznych, szef resortu finansów zaznaczył, że chciałby przeprowadzić reformę racjonalną, spokojną, a nie dogmatyczną. Jego zdaniem dobrze by było, gdyby do zmiany w systemie doszło jeszcze w tej kadencji.

– KRUS jest absurdalnie demonizowany przez niektóre osoby. Nie łudźmy się, 80 proc. beneficjentów KRUS-u to są osoby, które gdyby nie były beneficjentami KRUS-u, byłyby beneficjentami pomocy społecznej, niestety – powiedział Rostowski dla PAP-u.

W 2011 budżet KRUS-u wynosił 16,5 mld zł, z tego jedynie 1,4 mld zł pochodziło ze składek ubezpieczeniowych wpłacanych przez rolników. Reszta pochodziła z podatków. Dotacja do kasy stanowiła ponad 4,5 proc. wydatków budżetowych państwa.



Sprawdź również

NIEBEZPIECZNE KLESZCZE – KLESZCZOWE ZAPALENIE MÓZGU

Od ponad 20 lat w Polsce rośnie liczba zachorowań na kleszczowe zapalenie mózgu (KZM), chorobę, …