Interwencja! Śnięte ryby w zalewie Łoje. Co ustaliliśmy?

Nasz Czytelnik powiadomił nas, że w zalewie Łoje znajduje się całe mnóstwo śniętych ryb. Dostaliśmy także zdjęcia obrazujące rozmiar klęski. Zajęliśmy się tym tematem. Oto co udało nam się ustalić.

Pierwsze kroki kierujemy do SANEPID-u. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Przasnyszu, zajmuje się badaniem wody konsumpcyjnej oraz oceną kąpielisk. Na zalewie Łoje kąpiel jest zabroniona, więc odesłano nas do ostrołęckiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Środowiska. Kierownik Delegatury WIOŚ Monika Sobczak poprosiła nas o przesłanie wiadomości o śniętych rybach wraz ze zdjęciami, ponieważ przed nami nikt w tej sprawie inspektoratu nie zawiadomił. W takich sytuacjach w pierwszej kolejności sprawdza się, czy w zlewni zbiornika lub w jego sąsiedztwie znajduje się zakład produkcyjny, który mógłby doprowadzić do zatrucia. W sąsiedztwie zalewu w Łojach takich zakładów nie ma.

Winna przyducha?

Jak poinformowała nas pani kierownik, dość wysokie temperatury utrzymujące się w ostatnich dniach oraz gwałtowne zjawiska pogodowe, mogły doprowadzić do tzw. przyduchy, czyli gwałtownego spadku tlenu w wodzie, powodującego śmierć ryb. To dość prawdopodobne, ponieważ Łoje są zbiornikiem niewielkim (o powierzchni około 5 hektarów), płytkim (jego głębokość nie przekracza 3 m) i zamulonym. Oczywiście na podstawie przypuszczeń nie można wykluczyć zatrucia spowodowanego działalnością rolniczą.

Jednak WIOŚ okazuje się częściowo bezradny. Jak poinformowała nas kierownik Monika Sobczak w sytuacji, kiedy podmiot, który może być odpowiedzialny za zanieczyszczenie zbiornika wodnego, jest nieznany, wówczas takim tematem zajmuje się Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie.

Od Annasza do Kajfasza

Telefon zespołu prasowego Wód Polskich milczy. Kontaktujemy się zatem z sekretariatem, ale zostajemy odesłani do biura prasowego, które ponownie nie podnosi słuchawki. Sekretariat Wód Polskich poleca nam podjąć kontakt z Regionalnym Zarządem Zlewni, ale ostatecznie staje na tym, że uzyskujemy obietnicę, że służby prasowe Wód Polskich w trybie pilnym do nas oddzwonią. Tak się dzieje, ale aby uzyskać informacje w tej sprawie, biuro prasowe potrzebuje uzyskać szereg danych od rozmaitych pionów, a to musi potrwać. Wszystko wskazuje jednak na to, że sprawa kompetencyjnie jednak do Wód Polskich nie należy, ponieważ Łoje są zbiornikiem niewielkim, o lokalnym znaczeniu.

Swoje kroki kierujemy także do policji (na miejsce wysłano patrol) oraz gminy Krzynowłoga Mała, na terenie której leży zalew. Kierownik Referatu Inwestycji, Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Milena Nowicka poleca podjąć kontakt z Polskim Związkiem Wędkarskim, ponieważ zalew Łoje ma pod swoją opieką Koło Wędkarskie nr 70 w Przasnyszu.

Są wstępne ustalenia przyczyny śnięcia ryb

Prezes Koła Adam Kryszczak podszedł do sprawy profesjonalnie i jako jedyny udzielił nam wyczerpujących informacji. Już wcześniej zapoznał się ze śnięciem ryb, a sprawa została przekazana do ichtiologa okręgu mazowieckiego PZW. Wstępne ustalenia wskazują na to, że do śmierci ryb nie doszło na skutek zatrucia zalewu, ani przyduchy.

– Śniecie dotyczy zasadniczo jednego gatunku – płoci – mówi Adam Kryszczak – Dodatkowo padłe ryby są z jednego rocznika, ponieważ liczą po 15 -16 centymetrów. Jeśli doszłoby do zatrucia wody w zbiorniku lub przyduchy, to śnięcie dotyczyłoby wszystkich gatunków. Zjawisko, które miało miejsce, wynika z dużej liczby płoci. Podczas ostatniego odłowu kontrolnego kazano nam wręcz zabierać odłowione sztuki, bo płoci jest tam za dużo. Bezpośrednią przyczyną ich śnięcia było najprawdopodobniej tarło, które osłabiło płocie i uczyniło je bardziej wrażliwymi na działanie patogenów i niekorzystnych czynników. Prócz płoci znaleziono także dwa martwe karpie, które najprawdopodobniej padły przypadkiem, np. na skutek urazu. Dlatego uspokajam: płocie żyjące w zalewie w Łojach są niezagrożone, a padłe ryby stanowią jedynie margines tamtejszej populacji – zapewnia prezes Koła nr 70 w Przasnyszu.

Jak dodaje, martwe ryby zostaną usunięte z wody jeszcze dziś, a koło wędkarskie wraz z ichtiologiem z PZW stale monitorują sytuację.

Skomentuj artykuł

avatar