Zapraszamy na kolejne spotkanie Klubu Filmowego Kina Światowid ! – Moje życie beze mnie

moje życie beze mnie - plakatCzas: 106 min.

Gatunek: Dramat

Produkcja: Hiszpania, Kanada

Premiera: 2003

Reżyseria: Isabel Coixet

Scenariusz: Isabel Coixet

 

Umierająca Ann sporządza listę rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią – m.in. poznać mężczyznę, który się w niej zakocha.

 

Opowieść o młodej kobiecie, która we wczesnym wieku zachodzi w ciążę i wychodzi za mąż za kolegę ze szkoły. Mieszkając w przyczepie kempingowej z mężem i dwójką dzieci, w ogródku swojej matki, pewnego dnia mdleje. W szpitalu dowiaduje się, że ma raka i nie pozostało jej zbyt wiele czasu. Sporządza więc listę rzeczy, które chciałaby zrobić przed śmiercią. Jednym z wielu podpunktów jest spotkanie mężczyzny, który by się w niej zakochał. Przez ten krótki czas, jaki jej pozostał, stara się załatwić sprawy ze swojej listy.

NIKT NIE MYŚLI O ŚMIERCI W SUPERMARKECIE

Raz na jakiś czas, trafia się film, który sprawia, że widz nie chce wracać do rzeczywistości. Film, który nie pozwala się oderwać od ekranu nawet gdy są na nim już tylko napisy końcowe. Później, jeszcze długo po obejrzeniu nie chce on widza opuścić i usilnie powraca, nie dając o sobie zapomnieć. Właśnie takim filmem jest „Moje życie beze mnie” w reżyserii Isabel Coixet. Autorka ta jest znana w Polsce głównie za sprawą filmu „Życie ukryte w słowach”, który gościł na naszych ekranach kilka miesięcy temu. W obu tych obrazach główną rolę zagrała Sarah Polley. „Moje życie…” to wcześniejsze dzieło Coixet, które zdążyło zdobyć na całym świecie olbrzymią ilość nagród, a do Polski trafia z prawie czteroletnim opóźnieniem.

Główna bohaterka filmu – Ann, mieszka wraz z mężem i dwiema małymi córkami na przedmieściach, w przyczepie kempingowej stojącej obok domu jej matki. Ann pracuje nocami jako sprzątaczka, jej mąż ciągle szuka pracy, ojciec od dziesięciu lat siedzi w więzieniu, a matka jest smutną i zgorzkniałą kobietą. Pewnego dnia Ann mdleje, w szpitalu w trakcie rutynowych badań okazuje się, że kobieta ma raka i zostały jej dwa miesiące życia. Bohaterka przyjmuje wiadomość ze spokojem, postanawia maksymalnie wykorzystać czas jaki jej pozostał. Ann nie mówi nikomu ze swoich bliskich o chorobie. Nie chce, aby zapamiętali ją chorą i umierającą. Całą swoją energię wykorzystuje, aby dokończyć wszystkie niezałatwione sprawy. Sporządza listę rzeczy, które musi zrobić. Nagrywa życzenia urodzinowe dla córek, szuka nowej żony dla swojego męża, jednocześnie stara się spełnić własne pragnienia. Nawiązuje romans, aby poznać smak innego mężczyzny i po raz ostatni wzbudzić w kimś miłość.

Perspektywa bliskiej i nieuniknionej śmierci sprawia, że bohaterka zaczyna rozmyślać o sprawach najważniejszych. Jak sama zauważa do tej pory nie znajdowała na to czasu. Ann uważnie przygląda się otaczającemu ją światu. Obserwuje wystawy sklepowe, restauracje, krzątającym się pośród nich ludziom. „Nikt nie myśli o śmierci w supermarkecie” – zdanie wypowiedziane w pewnym momencie przez bohaterkę w doskonały sposób ilustruje jej przemyślenia. Cała otaczająca ją rzeczywistość próbuje sprawić, aby człowiek oddalił się od śmierci, zapomniał o niej. Ostatecznie ta sztuczka nigdy się nie udaje, śmierć nie pozwala o sobie zapomnieć.

Bardzo interesujący staje się wątek romansu bohaterki. Jej kochankiem zostaje Lee, spotkany w pralni samotny mężczyzna. Przypadkowy związek przemienia się powoli w silne uczucie. Dla obojga kochanków oznacza ono łzy i smutek, ale jednocześnie przynosi intensywne poczucie bliskości. Dla Ann jest to jedyna, ostatnia szansa na gwałtowne i namiętne uczucie. Lee ten związek przynosi wiarę w sens życia i nadzieję na przyszłość. Rozstanie boli, ale ból oznacza życie, nie odczuwają go tylko umarli. Ostatnie tygodnie życia, okazują się najpełniej, najświadomiej przeżytymi. Bohaterka zostawia po sobie taśmy magnetofonowe z nagraniami dla swoich najbliższych, w których prosi, aby żyli tak by cieszyć się każdą chwilą, bo czas szybko ucieka. Ann może odejść w spokoju, pogodzona ze światem. Życie będzie się toczyć dalej, tyle że już bez niej. „Nie żałujesz życia, którego nie będziesz mieć, ponieważ będziesz już martwy, a martwi nie czują nić – nawet żalu” – to jedno z jej ostatnich zdań. Widz który to wszystko obserwuje daje się porwać tej melancholijnej opowieści, a smutny uśmiech Sarah Polley na długo zagości w jego pamięci.

Adam Uryniak

O umieraniu bez sentymentalizmu

„Moje życie beze mnie” pojawia się w polskich kinach prawie rok po „Życiu ukrytym w słowach”, jednak chronologicznie jest to film wcześniejszy. I mam wrażenie, że jest pewnego rodzaju wprawką przed „Życiem”, porusza bowiem podobną tematykę, reżyserka stosuje podobny rodzaj narracji i nawet aktorka odtwarzająca główną rolę jest ta sama. Chociaż film, jak to z wprawkami bywa, jest nieco gorszy niż „Życie”, warto go zobaczyć, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi niespieszne historie skupiające się na przeżyciach bohaterów.

Ann, chociaż ma dopiero 23 lata, jest matką dwóch całkiem już sporych córeczek. Mieszka wraz z nimi i z mężem w przyczepie kempingowej na podwórku domu swojej matki. Pewnego dnia Ann dowiaduje się, że niedługo umrze. Zaczyna więc robić rzeczy, których wcześniej by nie zrobiła, a jednocześnie poszukuje nowej matki dla swoich dzieci i żony dla ukochanego męża.

Zazwyczaj filmy o umieraniu są ckliwe i sentymentalne. Często, paradoksalnie, bywają pogodne, mówią o godzeniu się z życiem przed odejściem ze świata. Tymczasem historia Ann nie jest ani taka, ani taka. Bohaterka filmu nie traktuje bowiem ostatnich chwil jako szansy na naprawienie świata. Jej umieranie to zadanie do wykonania. Kiedy dowiaduje się, że niedługo odejdzie, tworzy listę rzeczy, które musi zrobić zanim to się stanie. Wśród zapisanych punktów znajdują się zarówno rzeczy trywialne, takie jak „obciąć włosy i zrobić sobie tipsy”, jak i całkiem poważne „rozkochać w sobie mężczyznę”. Ale Ann nie stara się na próżno nadrobić czasu „straconego” na wychowywanie dzieci. Na jej liście znalazły się w końcu także takie pozycje jak „mówić dziewczynkom jak najczęściej, że je kocham”. Ann stawia na miłość- chce jej dać i otrzymać jak najwięcej, zanim umrze. Tutaj, podobnie jak w „Życiu ukrytym w słowach” właśnie miłość jest siłą, która pozwala bohaterce iść dalej i zmierzyć się z własnym lękiem. Poznajemy świat bohaterki poprzez obserwację jej codziennego życia. Z czasem budzi się w nas sympatia do Ann i chociaż być może sami zachowalibyśmy się inaczej w jej sytuacji, dalecy jesteśmy od potępiania. Tematem tego filmu jest także samotność. Samotna jest Ann i jej matka, jej kochanek i jej znajomi z pracy. Nie ma rozróżnienia na problemy ważniejsze i mniej ważne. Autorka filmu pokazuje, że każdy człowiek ma prawo do swoich zmartwień i problemów, choćby innym wydawały się błahe. Właśnie dlatego, że w gruncie rzeczy każdy z nas jest samotny i musi sam radzić sobie z codziennością.

Film toczy się w niespiesznym, melancholijnym tempie. To opowieść składająca się z malutkich scenek, takich jak ta, w której Ann nagrywa dzieciom kasety na kolejne urodziny, albo ta, w której jej córki kłócą się jak szalone podczas śniadania. Jest to jeden z powodów, dla których tak świetnie wypadają w nim aktorzy w rolach epizodycznych. Pojawiają się wśród nich Alfred Molina w roli ojca, czy Amanda Plummer jako żarłoczna przyjaciółka z pracy. Główny ciężar spoczywa jednak na barkach Sarah Polley, która, być może z powodu osobistych doświadczeń (straciła matkę, kiedy miała 11 lat), świetnie radzi sobie z rolą Ann.

Isabel Coitex ma oko do szczegółów i potrafi w nawet najbardziej przeciętnym bycie dostrzec wyjątkowość. Życie sprzątaczki czy kucharza wydaje jej się tak samo ciekawe, jak życie gwiazd i wybitnych osobowości. Swoich zwyczajnych bohaterów stawia w nie całkiem zwyczajnych okolicznościach i pozwala im wybrnąć z kłopotów z godnością. Ludzie w jej świecie są szczerzy i troskliwi. Ich mroczne tajemnice nie zatruwają nikomu życia. I dlatego jej filmy tak dobrze się ogląda. Opowiadają o bohaterach, z którymi z łatwością możemy się identyfikować, a jednocześnie oglądając dowiadujemy się tego i owego o sobie. I zazwyczaj jest to coś dobrego.

Agata Żbikowska


Sprawdź również

Teatr Trzech Pokoleń – premiera sztuki -„Drewniany talerz” – wg. Edmunda Morrisa – fotorelacja

Wczoraj Przasnyszanom niewątpliwej uczty kulturalnej dostarczyła premiera sztuki „Drewniany talerz” wg. Edmunda Morrisa w adaptacji …

error: ZAKAZ KOPIOWANIA!!!!