14 PSS Przasnysz: Browina – 99 lat po I Wojnie Światowej.

Pochmurny październikowy dzień w małej wiosce zagubionej pośród lasów i jezior na Mazurach… Wieś Browina niemal 100 lat temu była świadkiem starcia dwóch potężnych armii. Na polach tej wsi doszło do zaciekłych walk pomiędzy cofającymi się z rejonu Olsztyna wojskami rosyjskiej 2 Armii gen. Samsonowa, a zastępującymi im drogę wojskami niemieckimi.

Kilkunastogodzinne zmagania przyniosły sukces armii niemieckiej, Rosjanie nie mogą przełamać oporu przeciwnika zaczęli kierować się na wschód w stronę Nidzicy. Otoczone tam wojska XIII i XV korpusów skapitulowały, dwa inne korpusy mocno przetrzebione cofnęły się na południe, zaś głównodowodzący gen. Samsonow albo zmarł na atak serca, albo popełnił samobójstwo.

W sobotę 12 października 14 Pułk Strzelców Syberyjskich z Przasnysza w sile 4 strzelców, wsparty dwoma kolejnymi carskimi żołnierzami z GRH „Marienburg” zainscenizował mała potyczkę pomiędzy armią carską a wojskami niemieckimi. Mieliśmy odtwarzać wydarzenia z sierpnia 1914 roku, niestety pogoda trochę pomieszała nam szyki, i bez płaszczy trudno było wytrzymać. Na położnym w środku wsi placu urządzono miejsce dla publiczności, a my ruszając spod odbudowanej niewielkiej dzwonnicy maszerowaliśmy na spotkanie Prusaków. Pobieżnie przetrząśnięto wieś, i ruszyliśmy dalej. Niestety, umocnieni na wzgórzu za wsią Prusacy dali się nam mocno we znaki, odpierając wszystkie ataki, a na koniec kontratakując na zdezorganizowane oddziały rosyjskie. Zarządzono odwrót, zwycięzcy zostali panami pola bitwy. Po inscenizacji obie strony stanęły w szyku po polską flagą. Nawiązywało to do wydarzenia sprzed niemal wieku. Wieś Browina zamieszkana przez ludność mazurską, mówiącą językiem polskim, ukryła i przechowała żołnierza w rosyjskim mundurze, mówiącego po polsku. Żołnierz ten po przejściu frontu udał się na południe, do swoich. Paradoks polskich dziejów… Z jednej strony Polacy w carskich mundurach, z drugiej Mazurzy w pruskich uniformach, a pomiędzy nimi zwykli ludzie, poddani cesarza niemieckiego, też mówiący po polsku…
Po inscenizacji zostaliśmy ugoszczeni miejscowymi wypiekami, tradycyjną grochówką, zapoznani z historią wsi i wydarzeniami związanymi z Wielką Wojną. Trafiła się nawet okazja porozmawiania z przebywającymi w okolicy Anglikami, obie strony porozumiały się w miarę dobrze. Wracając do domu odwiedziliśmy położony tuz przy drodze cmentarzyk z okresu I Wojny Światowej.

We wsi jest gospodarstwo agroturystyczne, niewielki skansen dawnych maszyn rolniczych, za wsią cmentarzyk ewangelicki, w pobliżu jeziora i lasy, a bardzo blisko pole historycznej bitwy
z 1410 roku.

Dziękujemy kolegom z GRH „Marienburg” za zaproszenie i wsparcie, a mieszkańcom wsi za gościnne przyjęcie. Do zobaczenia w przyszłym roku!


Mariusz Mocek


Sprawdź również

Harcerski Klub Ratowniczy Renibus szkolił z metod udzielania pierwszej pomocy

16 października, każdy kto chciał mógł przećwiczyć zasady ratowania ludzkiego życia. Udzielania pierwszej pomocy uczyli …