Czy wiaty przystankowe należą do najważniejszych potrzeb Przasnysza?

Radny Jarosław Włodarczyk wystąpił z propozycją wybudowania w Przasnyszu wiat przystankowych. Pomysł przypomina nieco budowanie domu od komina, ponieważ jedną z największych bolączek naszego miasta są problemy komunikacyjne i słaba dostępność do transportu zbiorowego.

Przasnyszanie od lat borykają się z niedostateczną możliwością korzystania z komunikacji publicznej. Kolej nie istnieje, a kursy PKS były regularnie likwidowane. Ostateczny transportowy krach nastąpił w wakacje, po wycofaniu się z naszego powiatu spółki Mobilis. Przez dwa miesiące trwał komunikacyjny armagedon. Wraz z nastaniem roku szkolnego sytuacja uległa nieznacznej poprawie, ale wciąż daleko jej do normalności, ponieważ siatka połączeń jest szczątkowa.

Sytuacja wygląda dobrze jedynie w przypadku najbardziej opłacalnych kursów – np. do Warszawy lub Olsztyna. Nieliczne wyjątki nie zmieniają faktu, że nasze miasto zalicza się do nieszczęśliwców w znacznym stopniu borykających się z komunikacyjnym wykluczeniem.

Dworzec PKS nie dość, że znajduje się w katastrofalnym stanie, to jest własnością prywatnej firmy, a jego przyszłość pozostaje niepewna. Znajdujemy się także w niechlubnym gronie około 30% miast powiatowych całkowicie pozbawionych komunikacji miejskiej. Nie mamy autobusów, choć pod względem rozległości niewiele ustępujemy Ciechanowowi. Rodzi to określone problemy, zwłaszcza wśród naszych seniorów, dla których jedynym sposobem na dotarcie do szpitala jest taksówka. Poprzednie władze miasta pozostawały na apele mieszkańców kompletnie głuche. Nowy burmistrz dopiero rozpoczął urzędowanie i trudno oczekiwać, że wszelkie bolączki Przasnysza rozwiąże w okamgnieniu.

Podsumowując: kłopoty komunikacyjne istnieją i szybko się ich nie pozbędziemy. Wobec powyższych problemów, brak wiat przystankowych wydaje się jedynie drobną niedogodnością. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. Podczas sesji rady miejskiej 28 grudnia, pilną potrzebę budowy przystanków zgłosił radny Jarosław Włodarczyk. Prośbę swoją skierował bezpośrednio do burmistrza Łukasza Chrostowskiego.

– Pomimo, że mamy mało komunikacji, bardzo potrzebne są wiaty przystankowe – stwierdził radny – Wiaty przystankowe dla wsiadających trzeba zrobić jak najszybciej. Powinny stanąć na ul. Baranowskiej przy cmentarzu (parafialnym – przyp. red.), druga wiata na Słowackiego dla wsiadających w kierunku na Chorzele oraz, mimo, że jest tam mało miejsca, na drodze krajowej 57 – ulicy Makowskiej w kierunku Warszawy. Wiaty są tam bardzo potrzebne  – stwierdził. Na tym nie koniec propozycji, ponieważ Jarosław Włodarczyk zastanawiał się również nad kolejnymi lokalizacjami.

 – Trzeba także porozumieć się z dyrektorami szkół nr 1 i 3, czy tam też nie są potrzebne wiaty przystankowe, bo ludzie czekają na autobus i mokną – powiedział.

Radny zaobserwował też pewien absurd. – Na ul. Makowskiej jest wiata przystankowa; niby jest – uzupełnił, dodając, że dotyczy ona przystanku dla wysiadających. – Przecież jeśli ktoś wysiada, to nie czeka na przystanku, tylko odchodzi i idzie do domu – zauważył  Jarosław Włodarczyk.

Kontynuując swój wywód wspomniał, że z przepisów wynika, że budowa wiat należy  do zadań samorządów gminnych.

– Do zarządcy drogi – sprostował burmistrz.

– Prawo się zmieniło i w tej chwili za wiaty przystankowe odpowiadają samorządy, a nie zarządca drogi. Zarządca drogi ma prawo jedynie dyskutować na temat usytuowania wiaty. Z zarządcą trzeba to tylko uzgodnić. Zarządca ma obowiązek nieodpłatnie udostępnić teren, a samorząd ma takie wiaty wykonać. Z tego, co pamiętam, to mam rację. Ustawa zmieniła te zadania i należą teraz do samorządów gminnych – dowodził.

Doceniamy aktywność radnego i bardzo nas ona cieszy. Uważamy jednak, że brak wiat przystankowych nie jest najpilniejszym problemem naszego miasta. Warto jednak zauważyć, że nie wszystkie postulaty Jarosława Włodarczyka dotyczyły spraw drugorzędnych. Kolejna interpelacja miała bardzo solidne podstawy, ponieważ dotyczyła jednej z najważniejszych potrzeb. Chodzi o budowę rond i rozwiązanie istotnej komunikacyjnej bolączki.

– Druga bardzo ważna sprawa, to ronda na skrzyżowaniu Słowackiego z Zawodziem i Świerczewem, a drugie z Orlika – kontynuował Jarosław Włodarczyk. – Z tego, co wiem, ogłoszono już trzy przetargi, jednak z uwagi na to, że najniższa oferta była dużo wyższa niż zaplanowany budżet, zostały unieważnione. Ostatnio obiecywali, że budżet zostanie zwiększony, a ronda wykonane. Wykonane nie zostały, a dla naszych mieszkańców jest to bardzo ważne. Chcemy, aby ronda te powstały, bo problemy z wyjazdem z ul. Świerczewo, Zawodzie, Orlika i Królewieckiej są naprawdę poważne. Nie czarujmy się – droga nr 57 dla Dyrekcji Dróg jest mało ważna i tylko lobbowanie w tym kierunku może przynieść skutek. Dlatego bardzo proszę pana burmistrza, aby podjął rozmowy z GDDKiA oddział w Warszawie, bo to Warszawa ogłasza takie przetargi, w sprawie spotkania, dotyczącego ogłoszenia przetargu. Jeśli nie będziemy lobbować w tym kierunku, to taki przetarg w 2019 roku nie zostanie ogłoszony. Chciałbym, aby w spotkaniu wziął udział pan burmistrz i pan starosta, wtedy rozmowy będą owocne. Rozmawiałem z kierownikiem rejonu dróg w Przasnyszu i on też jest zainteresowany; ja też – o ile moja skromna osoba pomoże. Musimy intensywnie lobbować, aby te dwa ronda powstały, bo inaczej nie będzie na nie szans – trafnie zauważył radny.

Zgodził się z nim burmistrz. – Te ronda są niezbędne, jeśli takie spotkanie uda się zorganizować, a pan chciałby w nim uczestniczyć, to nie widzę przeszkód – powiedział Łukasz Chrostowski.

M. Jabłońska

Może ci się spodobać również
Komentarze
Loading...