Żrące odpady nadal składowane w Przasnyszu. Czy ktoś nas od nich uwolni?

W listopadzie 2021 roku informowaliśmy o składowisku toksycznych chemikaliów nielegalnie zgromadzonych w hali magazynowej, mieszczącej się w Przasnyszu przy ul. Targowej. Choć w sprawie toczy się prokuratorskie śledztwo, składowiskiem zajmują się służby ochrony środowiska i samorząd miejski, groźne odpady, za których porzuceniem najprawdopodobniej stoi mafia, dalej tkwią na swoim miejscu. Czy kiedykolwiek się ich pozbędziemy?

 

Przypomnijmy, że w 2021 roku w hali magazynowej na prywatnej posesji inspektorzy WIOŚ znaleźli prawie 300 mauzerów o pojemności 1.000 litrów każdy, zawierających niebezpieczne substancje. W zbiornikach, wedle ustaleń przasnyskiej prokuratury, znajduje się m.in. kwas siarkowy, octan etylu, toluen, ksyleny, emulsja żywicy epoksydowej oraz nadtlenek ketonu metylowo–etylowego w roztworze ftalanu dimetylu.

Zdaniem Powiatowej Stacji Sanitarno- Epidemicznej w Przasnyszu, zgromadzone na terenie miasta odpady są niezwykle groźne.

– Trudno jest stworzyć swego rodzaju „ranking szkodliwości”. Każdorazowe przedostanie się tych substancji do środowiska stanowi potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka, zwłaszcza znajdującego się w ich bezpośrednim otoczeniu – przekazała naszej redakcji Maria Śliwińska Powiatowy Inspektor Sanitarny w Przasnyszu.

 

Postępowanie w sprawie składowania odpadów w naszym mieście w okresie od daty nieustalonej do 14 listopada 2021 roku początkowo nadzorowała Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu, ale udało się je połączyć z dużo większym, ogólnopolskim śledztwem, prowadzonym od 2019 r. przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach, obejmującym przestępczość tzw. mafii śmieciowej.

 

Ogólnopolskie śledztwo toczy się od 4 lat

Jak udało nam się dowiedzieć od katowickich śledczych, chodzi o członków zorganizowanej grupy przestępczej, działającej na terenie całego kraju. Jej członkowie – z góry powziętym zamiarem osiągnięcia korzyści majątkowej – wynajmowali hale magazynowe oraz nieruchomości, nie płacili czynszu i – wbrew przepisom – składowali na ich terenie odpady, które następnie porzucali w warunkach, mogących stanowić zagrożenie dla środowiska oraz życia i zdrowia człowieka.

– Śledztwo to posiada duży ciężar gatunkowy, szczególnie skomplikowany stan pod względem prawnym oraz osobowym, a przede wszystkim precedensowy charakter, jako iż jest wymierzone przeciwko nowej przestępczości zorganizowanej – przeciwko ważnym dobrom dla społeczeństwa, takim jak ochrona środowiska oraz bezpieczeństwo powszechne. Swym zakresem śledztwo obejmuje działalność ponad 100 podmiotów gospodarczych, działających w tzw. branży odpadowej — przekazała InfoPrzasnysz prok. Agnieszka Wichary Rzecznik Prasowy Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

 

Oszustwa na wielkie kwoty, narkotyki, broń i nakłanianie do fałszywych zeznań

Poza wątkami śledztwa, dotyczącymi porzucania odpadów niebezpiecznych, dochodzenie obejmuje również oszustwa, których członkowie grupy mieli dopuszczać się na szkodę właścicieli nieruchomości.

Badane są także wątki dotyczące: przywłaszczenia przedmiotów leasingu przez podejrzanych, działania na szkodę wierzycieli, oszustw w kwotach wielkiej wartości na szkodę kontrahentów legalnie funkcjonujących w branży odpadowej, a także posiadania środków odurzających, nielegalnego posiadania broni przez podejrzanych i nakłaniania do składania fałszywych zeznań. Śledztwo prowadzone jest przeciwko 55 podejrzanym i krąg ten nie jest zamknięty. Dotychczas zarzutów nie przedstawiono kierującemu zorganizowaną grupą przestępczą, poszukiwanemu Europejskim Nakazem Aresztowania – Czerwoną Notą Interpol — informuje prok. Agnieszka Wichary.

 

Dotychczas nikomu nie postawiono zarzutów

Aktualnie postępowanie obejmuje kilkanaście miejsc porzucenia odpadów niebezpiecznych, w tym w: Częstochowie, Mysłowicach, Brzęczkowicach gm. Niemodlin, Dąbrowie – Górniczej , Zabrzu i Katowicach–Obrokach, Paniówkach, Bluszczowie, Siemianowicach Śląskich przy ulicy Chemicznej 5, Siemianowicach Śląskich, Sosnowcu, Skarbimierzu-Osiedle, Chabielicach, Kędzierzynie–Koźlu przy ulicy Chełmońskiego 12, w Kędzierzynie-Koźlu przy ulicy Portowej 47a, w Przasnyszu przy ul. Targowej, w Rogowcu i we Wrocławiu. Badane są kolejne lokalizacje.

Prokuratura Regionalna w Katowicach oszacowała, że łączny koszt utylizacji odpadów niebezpiecznych ze wszystkich nielegalnych składowisk ujawnionych w śledztwie wynosić będzie nie mniej niż 600 milionów złotych.

Sprawie porzuconych w Przasnyszu mauzerów przyglądał się również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Warszawie, który – w ramach realizacji zadań własnych – zlecił Centralnemu Laboratorium Badawczemu wykonanie analizy próbek substancji znajdujących się w pojemnikach. Stwierdzono, że mamy do czynienia z miejscem nielegalnego nagromadzenia odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych. Z tej przyczyny WIOŚ skierował wystąpienie do Burmistrza Miasta Przasnysz.

 

Za utylizację porzuconych przez mafię chemikaliów zapłacą mieszkańcy?

Zgodnie z prawem obowiązek usunięcia odpadów z nielegalnego składowiska spoczywa na ich posiadaczu. Wobec bierności posiadacza, ich usunięcie spada głównie na gminy (zwykle w formie tzw. zastępczego wykonania decyzji). Muszą one wyasygnować środki na ten cel, przy często iluzorycznej szansie na ich zwrot. Nieoficjalnie — w przypadku Przasnysza — mowa jest o co najmniej milionowej sumie.

Miasto od czerwca 2022 r. powadzi postępowanie administracyjne umożliwiające zobowiązanie do usunięcia odpadów ich posiadacza — właściciela nieruchomości. O wyjaśnienie tego zagadnienia poprosiliśmy wiceburmistrza Łukasza Machałowskiego.

– Bez wydania decyzji administracyjnej, bez względu na rozstrzygnięcie, Miasto nie może samowolnie działać tj. wejść na cudzy grunt i usunąć na własny koszt odpadów, gdyż przepisy chronią własność prywatną. Ponadto usunięcie odpadów bez decyzji, ale ze środków budżetu naruszałoby przepisy o finansach publicznych. Dlatego też konieczna jest dokładna weryfikacja tej sprawy, niezależnie od ustaleń Prokuratury (która prowadzi postępowanie w kierunku znamion czynu zabronionego) czy też niezależnie od Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska — przekazał wiceburmistrz.

Jak dodał, strona postępowania, czyli właściciel nieruchomości (reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika), jest w tej sprawie aktywny procesowo, składa wnioski dowodowe i wyjaśnienia.

– Miasto także korzysta ze swoich uprawnień dowodowych, jednakże realizacja każdej czynności wymaga zachowania procedury, gdyż chociażby nawet nieprawidłowe doręczenie pisma czy też ograniczenia prawa do składania wniosków dowodowych, może skutkować (w przypadku odwołania) uchyleniem wydanej przez Burmistrza decyzji, a co za tym idzie prowadzenia postępowania na nowo, czyli stratę dotychczasowego czasu. Więcej informacji nie chciałbym ujawniać, ponieważ nie ma wydanego rozstrzygnięcia. Ujawniając informacje, mógłbym działać na szkodę postępowania — zaznaczył Łukasz Machałowski.

 

Kiedy chemikalia zostaną usunięte?

W tej sytuacji warto zadać pytanie: czy Państwo Polskie jest w stanie uwolnić przasnyszan (i mieszkańców kilkunastu innych miejscowości) od składowanych w pobliżu ich domostw toksycznych substancji? Okazuje się, że niekoniecznie, ponieważ ani budżet centralny, ani Fundusz Ochrony Środowiska nie dysponują środkami, które można przeznaczyć na utylizację nielegalnie zgromadzonych odpadów z prywatnej nieruchomości. Aktualne przepisy nie wskazują bowiem organów odpowiedzialnych za ich usunięcie – nawet przy zagrożeniu zdrowia i życia, kiedy podmiot odpowiedzialny nie jest znany lub egzekucja jest niemożliwa do przeprowadzenia.

Oznacza to, że nieszybko pozbędziemy się skutków działań śmieciowej mafii, ponieważ postępowania są w toku, a od 2019 r. prokuraturze nie udało się nikomu postawić zarzutów. Zdanie to podziela również Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Przasnyszu.

– Z uwagi na ogromne koszty utylizacji tych odpadów, jest mało prawdopodobne, aby któraś ze stron poniosła ten wydatek z własnej woli, a sprawa znalazła rozstrzygnięcie przed zakończeniem postępowań. Na chwilę obecną najważniejsze jest zabezpieczenie i monitorowanie miejsca składowania odpadów przez odpowiednie służby pod kątem szczelności pojemników i zapobieżenie przedostaniu się substancji do środowiska — przyznaje dyrektor Sanepidu Maria Śliwińska.

 

Pozostaje nam ufać opatrzności

Tyle tylko, że WIOŚ twierdzi, że tego typu nadzór do ich zadań nie należy. Mimo tego, na składowisku przy Targowej czynności prowadził…

– Do zadań Inspekcji Ochrony Środowiska nie należy prowadzenie bezpośredniego nadzoru i zabezpieczanie miejsc legalnego czy nielegalnego nagromadzenia odpadów. Na przełomie ostatniego roku warszawski WIOŚ kilkakrotnie przeprowadził wizje lokalne nieruchomości przy ul. Targowej w Przasnyszu. Przeprowadzone czynności nie potwierdziły rozszczelnienia zbiorników ani wypływu ich zawartości do środowiska. Podczas  czynności zastano tam różne służby w tym m.in. patrole Policji. W tej sprawie działania własne prowadzą także organy ścigania — czytamy w odpowiedzi ostrołęckiej delegatury Inspektoratu.

Czy fakt prowadzenia postępowań sprawia, że mieszkańcy mogą się czuć w pełni bezpiecznie, mieszkając w pobliżu tykającej, toksycznej bomby?

Pamiętamy jak było w przypadku zagrożenia korona wirusem. Wówczas z ryzykiem – wszystkimi siłami – walczył cały aparat państwa, nie uchylając się nawet przed łamaniem konstytucyjnie gwarantowanych praw obywateli. W przypadku potencjalnego zagrożenia zdrowia i życia mieszkańców za sprawą toksycznych chemikaliów system ogranicza się do prowadzenia postępowań, przerzucania się papierami i odpowiedzialnością.

 

M.Jabłońska

 

Sprawdź również
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Śmieciarz Janek
Śmieciarz Janek
11 miesięcy temu

No tak. Na MDK jest kasa. Nasadzenia w rynku jest kasa. Kanalizacja na ul. przyjemnej jest kasa.
Ale toksyny niech sobie leżą. Na to kasy nie ma. Jak się roszczelnią i ubija połowę Przasnysza to będzie dobrze

ANDRZEJ
ANDRZEJ
7 miesięcy temu

To chyba nie koniecznie tak działa . Jak napisano w tekście nikt nie „podłoży sią ” wydając z budżetu miasta 1 mln. zł.na utylizację nielegalnych odpadów nie mając do tego zobowiązania w postaci nakazu sadowego czy innego administracyjnego bo narazi się na zarzut niegospodarności. Swoją drogą dziwne jest ,że Ministerstwo Ochrony Środowiska nie dysponuje środkami na utylizację takich nielegalnych składowisk i dziwne ,że 'służby ” nie potrafią od 4 lat namierzyć właścicieli takich składowisk . Dziwi mnie też ,że właściciele magazynów czy placów składowych zawierają umowy dzierżawy z podmiotami zarejestrowanymi na „słupy ” i nie czują się odpowiedzialni za to… Czytaj więcej »