
„Z Przasnysza na olimpijskie pomosty” – przasnyszanin Zbigniew Ostrowski o największej przygodzie życia
Sędziowanie na największych imprezach sportowych, to doświadczenie dostępne dla nielicznych. Przasnyszanin, Zbigniew Ostrowski należy do wąskiego grona polskich arbitrów, którzy mieli okazję uczestniczyć w prestiżowych zawodach rangi światowej, takich jak Arnold Classic, czy Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie i wielu innych. Dziś opowiada nam o swojej karierze.
Historia podnoszenia ciężarów w Przasnyszu nie byłaby pełna bez Zbigniewa Ostrowskiego – zawodnika, trenera i jednego z najbardziej doświadczonych sędziów tej dyscypliny nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Jego sportowa droga zaczęła się w szkolnej sali gimnastycznej, a zaprowadziła na mistrzostwa świata, Europy i igrzyska olimpijskie.
Mocna sekcja i sportowe początki
Przasnysz w latach 60. i 70. należał do czołówki Mazowsza w podnoszeniu ciężarów. To tu odbyły się pierwsze mistrzostwa województwa w tym sporcie. Działała tu silna sekcja, z której wywodzili się zawodnicy odnoszący sukcesy w kraju i za granicą.
– Andrzej i Kazimierz Wódkiewiczowie, Jaśkiewiczowie, Guzdajowie, Mirosław Żebrowski – rekordzista Polski juniorów, Marek Sachmaciński, reprezentant polski seniorów – startował na Mistrzostwach Świata w Stanach Zjednoczonych, wieloletni trener kadry Polski Juniorów, Waldemar Goś – trener kadry, Mariusz Olbryś, Danilczuk Roman, Jerzy Jankowski i inni. To była bardzo mocna paczka i moje skromne nazwisko też tu się przewija– opowiada Zbigniew Ostrowski.
Sam do sportu trafił dzięki nauczycielom i trenerom, którzy dostrzegli jego sprawność fizyczną i szybkość. A te miał od małego. Zaczynał w szkole podstawowej od pchnięcia kulą, by jako nastolatek zostać zaproszonym na treningi ciężarowe. Choć pierwsza wizyta na siłowni nie poszła tak jak iść miała, to po pół roku wrócił jeszcze raz. – Wówczas ważąc 56 kilogramów pierwszy raz w życiu wycisnąłem 55 kg, wyrwałem 50, podrzuciłem 75 kg i zaraz bez żadnej techniki jeszcze, bez przygotowań zaproponowano mi wyjazd na Mistrzostwa Mazowsza1. kroku, gdzie zdobyłem srebrny medal – przekazuje. Później sięgnął po medale mistrzostw Polski juniorów.
Przerwana kariera i powrót w innej roli
Obiecującą karierę zawodniczą przerwała służba wojskowa, którą nasz rozmówca zakończył startując w barwach pierwszoligowej Wisły Płock. Po powrocie do Przasnysza bowiem, zabrakło zaplecza organizacyjnego i trenerskiego, by odbudować dawną potęgę sekcji. – Nas było siedmiu z pierwszą klasą krajową. Zabrakło opiekuna, który by to „ogarnął” . Wielu zawodników wyjechało do innych ośrodków, a ciężary w mieście stopniowo traciły znaczenie.
Zbigniew Ostrowski nie porzucił jednak sportu. Z czasem poświęcił się pracy szkoleniowej i sędziowskiej. Wychował m.in. Dariusza Bałdygę, wicemistrza Polski juniorów, czy Jacka Trzcińskiego – zawodnika uważanego za największy talent w historii przasnyskich ciężarów, pilota, który później zginął tragicznie jako oficer Wojska Polskiego.
Od lokalnych zawodów do igrzysk olimpijskich
Uprawnienia instruktorskie i sędziowskie zdobył w latach 70. Od zawodów klubowych i okręgowych przeszedł wszystkie szczeble kariery, aż do klasy międzynarodowej. Egzamin na najwyższą klasę sędziowską zdał 2 sierpnia 2009 roku w Szwecji, będąc ocenianym przez komisję złożoną z arbitrów z całego świata.
– To był ciężki egzamin, mnóstwo pytań, każdy błąd był niemal natychmiast wychwytywany. Żeby egzamin zdać, trzeba mieć zaliczone 95 proc. ja miałem 99,24, więc nie najgorzej – śmieje się.
Sędziował na mistrzostwach Polski, Europy, Igrzyskach Dobrej Woli w Seattle w Stanach Zjednoczonych, mistrzostwach świata, Pucharze Świata w Rzymie, akademickich mistrzostwach świata oraz na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich w Buenos Aires w Argentynie. W sumie w 31 krajach świata.
Przez pewien czas pełnił także funkcję przewodniczącego Komisji Sędziowskiej Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Ma co wspominać.
Sportowa pasja bez względu na koszty
Jak podkreśla, sędziowanie na najwyższym poziomie to nie tylko prestiż, ale i wyrzeczenia.–Często wiązało się z dopłacaniem do wyjazdów i poświęceniem prywatnego czasu. Profitów z tego nie było, poza satysfakcją, której słowami opisać się nie da.– Ale to jest po prostu wielka pasja, która trwa do dziś – komentuje.
Dziś, choć ograniczył liczbę wyjazdów, jej nie porzucił. Nadal pozostaje aktywny w środowisku sportowym. Sędziuje, szkoli młodszych arbitrów i chętnie angażuje się w inicjatywy mające na celu reaktywację podnoszenia ciężarów w regionie.
Igrzyska olimpijskie – sportowa elita i absolutna koncentracja
Udział w Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich w Argentynie, Zbigniew Ostrowski wspomina jako jedno z najważniejszych doświadczeń w życiu sportowym. – To zupełnie inna atmosfera niż mistrzostwa świata czy Europy. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć – podkreśla.
– Każdego dnia rozgrywana była tylko jedna kategoria wagowa, co oznaczało maksymalną koncentrację i ogromną odpowiedzialność. Sędziowie mieszkali oddzielnie, mieli wyznaczone trasy przejazdu i poruszali się w ścisłym reżimie bezpieczeństwa. Dostęp do olimpijskiej wioski możliwy był wyłącznie po wieloetapowych kontrolach i weryfikacji certyfikatów – opowiada.
Czas na zwiedzanie praktycznie nie istniał. Jeśli już, ograniczał się do samej wioski olimpijskiej i obserwowania zmagań w innych dyscyplinach. – To nie jest wyjazd turystyczny. Jesteśmy oceniani, obserwowani i rozliczani z każdej decyzji – zaznacza.
Jak naprawdę wygląda praca sędziego?
– Jest trzech sędziów stolikowych, którzy oceniają zawodnika, natomiast jury czuwa nad całością. A ja nie raz miałem przyjemność być członkiem właśnie jury. Wbrew powszechnemu przekonaniu, nawet na najwyższym poziomie zdarzają się pomyłki. I zdarzają się nie raz zmiany werdyktów. Każdy sędzia jest szczegółowo oceniany w trakcie zawodów – przekazuje.
– Dziś podobnie jak w innych sportach jest VAR. Więc wszystko jest wychwytywane przez systemy komputerowe, powtórki wideo i jury. – Ale starszy doświadczony sędzia tak naprawdę tego nie potrzebuje. Błędy, minimalny niepotrzebny ruch zawodnika, wyłapuje w ułamku sekundy– mówi.
Arnold Classic – sport, show i wielkie nazwiska
Wyjątkowym rozdziałem w karierze Zbigniewa Ostrowskiego są starty sędziowskie w Stanach Zjednoczonych, w tym udział w Arnold Classic w Columbus stanie Ohio– jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń sportów siłowych na świecie.
To tam, jako sędzia, miał okazję spotkać Arnolda Schwarzeneggera oraz największe gwiazdy światowych sportów siłowych. – Kiedy Arnold wchodzi na halę, czuć, że to ikona. Ochrona, atmosfera, reakcja ludzi – to robi ogromne wrażenie – wspomina.
Zawody w USA różniły się organizacyjnie od europejskich. Organizatorzy zapewniali noclegi, ale koszty podróży sędziowie często pokrywali sami. Arnold Classic to nie tylko rywalizacja sportowa, lecz także ogromny festiwal – setki wystawców, tysiące zawodników i fanów z całego świata. – Niesamowita impreza – podkreśla.
Spotkania z legendami i sportowe anegdoty
Na międzynarodowych imprezach przasnyszanin spotykał największe postacie światowych ciężarów – mistrzów olimpijskich, rekordzistów świata i trenerów legend. Sędziował razem z arbitrami z kilkudziesięciu krajów, poznając kulisy sportu, które dla kibiców pozostają niewidoczne.
– Sport uczy pokory i odpowiedzialności. Jeśli się w nim siedzi kilkadziesiąt lat, to zostaje w człowieku na zawsze. Wszystkiego nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć. Ja miałem tę przyjemność i nikt mi tego nie odbierze – przyznaje.

ren

Brawo Zbyszek takich ludzi że świata sportu nam potrzeba ,tak trzymaj
Piękne dzieło życia. Panie Zbigniewie, musimy się spotkać. Chciałbym uporządkować swoją wiedzę o podnoszeniu ciężarów w Przasnyszu. Świadkowie odchodzą…