Wiktor Zacheusz Nowowiejski „Jeż” – poznajcie biografię niezłomnego żołnierza z naszego terenu

1 marca jak co roku czcimy pamięć żołnierzy wyklętych. Jednym z najwybitniejszych na naszym terenie był pochodzący stąd i walczący tu z okupantem niemieckim, a potem sowieckim Wiktor Zacheusz Nowowiejski ”Jeż”. Poznajcie jego biografię.

 

Urodził się 28 grudnia 1915 roku we wsi Zembrzus w dawnym powiecie przasnyskim, w rodzinie o tradycjach patriotycznych.  Jego rodzice Władysław i Marianna posiadali 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Miał sześciu braci i dwie siostry.

Naukę rozpoczął w szkole gminnej w Janowie. Był pilnym uczniem. Kształcenie kontynuował w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Tak charakteryzuje, go ksiądz M. Grzybowski: „Zacheusz był skromny, delikatny i uprzejmy. Miał swoje zdanie i umiał je w stosowny sposób obronić. Przez nauczycieli był traktowany życzliwie, a przez kolegów lubiany jako szczery niezawodny druh, na którego zawsze można liczyć, który nie zawiedzie w potrzebie.”

W czasach szkolnych pracował w Organizacji „Bratnia Dusza”, której zadaniem była pomoc w nauce, pomoc w sprawach finansowych oraz wprowadzenie drugich śniadań w szkole.

Po ukończeniu seminarium  w  1936 roku rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie.  Po jej zakończeniu podjął pracę  nauczyciela w szkole podstawowej.

W 1939 roku jako  kapral podchorąży otrzymał kartę mobilizacyjną i walczył w wojnie obronnej.  Dostał się do niemieckiej niewoli. Po ucieczcie wrócił w rodzinne strony i wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania.

W kwietniu 1943 został zaprzysiężony jako żołnierz AK, pseudonim „Jeż”. Po nawiązaniu współpracy z komórką wywiadu AK na Prusy Wschodnie, pozyskiwał poprzez siatkę informatorów wiadomości dla sztabu podokręgu „Olsztyn – Tuchola”. Latem 1940 roku wśród mokradeł Orzyca sformowano oddział partyzancki AK, którego komendantem został Stefan Rudziński pseudonim „Wiktor”.  „Jeż” wstąpił do oddziału „Wiktora”. Początkowo oddział likwidował niemieckich agentów, służył jako baza dla osób „spalonych”. „Jeż” uczestniczył w wielu akcjach bojowych, miedzy innymi w akcji zdobycia broni oraz likwidacji posterunku żandarmerii w Muszakach.

Po „wyzwoleniu” wiosną 1945 roku w odpowiedzi na terror władz komunistycznych powrócił do walki poziemnej, tym razem w szeregach Ruchu Oporu Armii Krajowej. Pełnił w niej funkcję Komendanta Obwodu Przasnysz (kryptonim „Las”). Do zadań które realizował należało: objęcie siatką organizacyjną terenu, prowadzenie wywiadu na temat aresztowanych i miejsca ich przetrzymywania, udzielanie pomocy zagrożonym, organizowanie bezpiecznych kwater, organizowanie fałszywych dokumentów.

Do walki z bronią w ręku skłoniły go wydarzenia, jakie miały miejsce w maju 1945 roku we wsi Ślubowo. Ubecy z Mławy zamordowali tam niewinnego Tadeusza Długokęckiego oraz jego trzyletniego syna, a ciężarną żonę zmusili do zakopania ich ciał.

Pierwszą akcją zbrojną było odbicie kolegów uwięzionych w Mławie. Akcja okazała się dużym sukcesem.  3 czerwca 1945 roku z więzienia w Mławie uwolniono około 30 osób. W trakcie brawurowej akcji zginęło trzech funkcjonariuszy UB.

Podlegający „Jeżowi” oddział wykonał jeszcze przeszło 60 akcji bojowych, w tym dziewięć na posterunki i palcówki MO i UB oraz 17 rozbrojeniowych. Z 23 na 24 grudnia 1945 po ataku na posterunek w Chorzelach uwolniono kilkunastu więźniów.

Jedną z najbardziej spektakularnych  akcji była zasadzka na grupę operacyjną z Przasnysza. „Jeż” zadzwonił z Chorzel do UB w Przasnyszu informując, że w Chorzelach oblegany jest przez ludzi podziemia posterunek MO. Kiedy nadjechały samochody w lesie przywitały ich serie z karabinów maszynowych. Funkcjonariusze wysiedli z aut, następnie zostali rozbrojeni i rozebrani do bielizny. O humanitarnym stosunku „Jeża” do wrogów zaświadcza relacja księdza Michała Grzybowskiego „Zacheusz przemawiał do rozbrojonych funkcjonariuszy, przekonując ich, że nie służą Polsce i Polakom, ale wysługują się władzy sowieckiej. Kiedy wypuszczał ich wolno, wyraził wątpliwość czy i oni postąpiłby podobnie, nie chciał jednak rozlewu bratniej krwi. Skutek tego wydarzenia był taki, że po jakimś czasie dwóch parowników UB zrezygnowało z dalszej służby i podjęli inne zajęcia”.

Pracownicy UB nie poprzestawali w tropieniu „Jeża”, przygotowywali coraz to nowe obławy.  6 grudnia 1946 roku dopięli swego. Grupa funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy 3-go Pułku Ułanów Warszawskich dowodzonych przez kapitana Radaja, po informacji konfidenta, otoczyła Zacheusza w rodzinnej zagrodzie.

Tak jego śmierć opisuje brat – Izydor. „Jeż został napadnięty i zamordowany w swoim rodzinnym domu. W dniu tym z ojcem w stodole czyścił żyto. Około godziny 12 na podwórku pojawiło się ośmiu ułanów LWP. W dniu tym była obfita mgła. Jeż próbował opuścić stodołę, został jednak zauważony przez jednego z prześladowców, który za nim popędził, prawdopodobnie dogonił i zamordował”.

Rodzinie odmówiono chrześcijańskiego pochówku syna, wydania zwłok. Nie pomogły pisma do prezydenta Bieruta. Zdjęcie pośmiertne Zacheusza rodzina uzyskała nielegalnie od fotografa z Przasnysza. W domu Nowowiejskich trwały nieustanne rewizje przeprowadzane przez aparat bezpieki. Brat Zacheusza Henryk często trafiał na wiele tygodni do aresztu.  W maju 1948 roku w poszukiwaniu broni rozebrano do fundamentów budynki gospodarcze w jego zagrodzie. W PRL-u rodzina Nowowiejskich traktowana była przez komunistów jako rodzina bandycka. Do 1957 roku pozbawiona była prawa do głosowania i innych praw obywatelskich.

Miejsca pochówku „Jeża” nie znamy do dzisiaj.

 

 

Autor: Karolina Rekosz

Sprawdź również
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments