fot.Infoprzasnysz
Segregacja odpadów na dobre wpisała się już w codzienność mieszkańców. Choć czasem bywa uciążliwa – bo trzeba odrywać etykiety, oddzielać folie, odkręcać nakrętki – większość z nas zdążyła się do niej przyzwyczaić. Jednak nowy obowiązek, czyli selektywna zbiórka tekstyliów, nie przyjął się jeszcze z takim samym powodzeniem.
Zdjęcia przepełnionych kontenerów na odzież, firany czy pościel regularnie docierają do naszej redakcji. Tym razem otrzymaliśmy je z ulicy Świerczewo. Widoczne na nich pojemniki należą do Polskiego Czerwonego Krzyża, który – we współpracy z miastem – rozmieścił na terenie Przasnysza 54 takie kontenery. W teorii to duże ułatwienie – nie trzeba jechać do PSZOK-u, by pozbyć się zbędnych tekstyliów. W praktyce jednak nie wszystko działa jak powinno.
Władze miasta zapewniają, że współpraca z PCK układa się dobrze. Organizacja reaguje na zgłoszenia, a część pojemników opróżnia z własnej inicjatywy, bez potrzeby interwencji. Mimo to problem wciąż wraca – worki, torebki i stare buty lądują obok kontenerów, psując estetykę przestrzeni publicznej i drażniąc mieszkańców.
Nie jest to zresztą kłopot tylko Przasnysza – podobne obrazki można spotkać w wielu polskich miastach. PCK na swojej stronie przypomina, że każdy pojemnik oznaczony logiem czerwonego krzyża ma numer identyfikacyjny i numer telefonu, pod który można zgłaszać przepełnienie lub inne nieprawidłowości. Nie każdy jednak wie, że może (i powinien) to zrobić.
Bywa też, że pojemniki zapełniają się szybciej niż zwykle – ot, mieszkańcy wzięli się za porządki w szafach, a kontener nie zdążył „nadążyć”.
Na razie innego rozwiązania nie ma. Intencje były dobre, system działa – ale nie idealnie. A niechciany widok worków z ubraniami wciąż wpisuje się w przasnyski krajobraz.

