Wichura zerwała z ich domu dach. „Schody” zaczęły się później

19 lutego wichura, która przeszła się nad powiatem przasnyskim zerwała dach z domu rodziny Grabowskich z Obręba. Pomimo, że od tego zdarzenia minęły już dwa miesiące, wciąż jedynym zabezpieczeniem przed deszczem jest folia. – Wszystko stanęło w miejscu. Siedzę codziennie i płaczę – mówi nam Monika Grabowska.

 

19 lutego to data, którą państwo Grabowscy z Obręba zapamiętają na długo. Wówczas nad powiatem przasnyskim przeszła wichura. Silny wiatr przewracał drzewa i porywał dachy. Jednym z pechowców dotkniętych żywiołem, była nasza rozmówczyni, Monika Grabowska.

– W momencie jak nadeszła wichura nie było nas z mężem w domu. Był za to syn. Zadzwonił do nas i mówi: mamo dach nam zerwało. To wszystko trwało może ze trzy minuty. Szybko wróciliśmy i zastaliśmy jedną wielką dziurę, która zresztą jest tam do tej pory – mówi pani Monika.

 

Ponieważ wichura nie oszczędziła Mazowsza i takich zdarzeń jak to, które dotknęło naszych rozmówców, było sporo, Wojewoda Mazowiecki zdecydował o przyznaniu wsparcia dla poszkodowanych osób. Beneficjentami zostali też państwo Grabowscy.

– Dostaliśmy na remont dachu 20 tysięcy złotych. Pieniądze nadal leżą i nie prędko uda nam się je wydać – wyjaśnia.

Dom bowiem, w którym mieszka rodzina z Obręba, to zabytkowy dworek objęty opieką konserwatora. I choć ten wydał zgodę na remont dachu, obwarowaną datą do 19 grudnia, to jak twierdzi nasza rozmówczyni na położenie blachy w najbliższym czasie nie liczy.

– Zaraz po zdarzeniu, kiedy trochę ochłonęliśmy, zaczęły się schody. Najpierw przeraził nas koszt remontu. Dworek jest zabytkiem i choć budynek jest w kiepskim stanie, to konserwator zlecił naprawę materiałami najdroższymi – opowiada. – Blacha nie może być normalna, a ocynkowana, wyginana, potrzebna jest więc specjalna maszyna, belki muszą być rozbierane ręcznie… aż nie chce się mówić – załamuje ręce.

 

Najgorsze jest czekanie i bezradność

W całej historii jednak nie pieniądze są największym problemem.

– Mamy te 20 tysięcy, wzięliśmy dodatkowo z tatą pożyczkę, ale wątpię by to starczyło. Z tym, że trudno, będziemy jeść chleb ze smalcem, ale dopłacimy resztę, żeby było tak jak musi być. Inaczej się nie da. Kiedy w desperacji powiedziałam, pani konserwator, że położymy blachę normalną, usłyszałam, żeby nawet nie próbować, bo kary za takie działanie są ogromne.

– Najgorsze jest to czekanie. Było u mnie już z 10 majstrów, wszyscy kiedy tylko usłyszą, że budynek jest pod nadzorem konserwatorskim, machają ręką i wychodzą. Każą dać się na spokój. Teraz jeden pan mi obiecał, że zrobi, ale zanim do tego dojdzie, to architekt musi wyrysować szkic, każdy szczegół, jeździć po zgody, to wszystko potrwa. Potem pozwolenie musi wydać starostwo i dopiero można zacząć prace, oczywiście pod nadzorem i z odbiorem konserwatora. A my nawet na decyzję o pozwoleniu na wymianę dachu czekaliśmy miesiąc. To wszystko ciągnie się niemiłosiernie, a ja co dzień oglądam prognozę pogody i modlę się by nie padało – mówi Monika Grabowska.

 

– Żeby tylko ktoś dał mi nadzieję, że zrobimy ten dach do lata… Nasz sufit już zamókł, folię na dachu już raz wymienialiśmy, bo ta pierwsza pękła. Po prostu boję się, że przy większych zawirowaniach pogodowych to strop nam zamoknie, a za nim ściany i wszystko inne. I runie nam to wszystko na podłogę, a wtedy nie będzie już czego zbierać i remontować.

– Prosiłam już panią konserwator, żebyśmy mogli choć tymczasowo zakryć ten dach, a te pozwolenia na spokojnie załatwiać i za jakiś czas wykonać wszystko jak należy. Ale usłyszałam, że takiej możliwości nie ma. Przepisy przepisami, ale gdzie w tym wszystkim jest człowiek – wzdycha bezradnie nasza rozmówczyni. – Co mi zostaje, tylko usiąść i płakać – dodaje.

Zabytkowy dworek ma kilku właścicieli. Część, w której zamieszkują Grabowscy, kupiła około 20 lat temu, mama pani Moniki.

– Moja mama kupiła ten dom, pomieszkała z pół roku i zmarła. Tak bardzo chciała żebyśmy mieli swój kąt. My się tu wychowaliśmy z rodzeństwem, potem już z mężem każdy pieniądze, które udało nam się oszczędzić wkładaliśmy w ten dom. I on pomimo, że wymaga jeszcze wielu nakładów finansowych, jest po prostu piękny. Latem paki śpiewają, jest cisza, spokój, czego nam chcieć więcej…

 

 

ren

Sprawdź również
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments