W powiecie przasnyskim ma powstać kolejna biogazownia. Mieszkańcy sprzeciwiają się lokalizacji

W powiecie przasnyskim, w gminie Chorzele planowana jest budowa zakładu biometanu. Są już pierwsze głosy sprzeciwu dotyczące jego lokalizacji. Do urzędu wpłynęła też petycja. Lokalna społeczność boi się o własne zdrowie.

 

Proponowany zakład produkcji biometanu miałby mieścić się na terenie strefy przemysłowej – na działce, którą wykupiła jeszcze przed 2018 rokiem Polska Grupa Biogazowa.

– Na tej samej działce była planowana wcześniej biogazownia jeszcze w innej formule. Inwestor zgodnie ze swoim wnioskiem zaproponował tym razem nieco inną formę funkcjonowania. Mianowicie jego zamierzeniem jest stworzenie biometanowni – zakładu, który nie tylko będzie produkował energię z bioodpadów (przez wytwarzanie biogazu napędzającego prądnice), lecz także wytwarzał uszlachetniony metan. Taki sam, który płynie w gazociągach gazu płynnego – przekazuje nam wiceburmistrz Michał Wiśnicki.

Jeśli chodzi o substraty, to zgodnie z raportem oddziaływania na środowisko, który przygotował inwestor, wskazuje się na: substraty w postaci stałej oraz płynnej pochodzenia rolniczego, odpady z przemysłu rolno-spożywczego w ilości nieprzekraczającej 100 000 Mg/rok (substraty stanowiących m.in. kiszonki zbóż i traw, odchody zwierzęce (np. gnojowica i obornik), odpady, UPPZ, wytłoki, wysłodki, wywary, odcieki, osady czy też pozostałości warzyw, owoców, wyrobów piekarniczych, artykułów przeterminowanych nienadających się do spożycia, tłuszczów i mieszanin olejów z separacji olej/woda zawierających wyłącznie oleje jadalne i tłuszcze, substraty wpisujące się w definicję biogazu.

Sprawą zainteresowało się Stowarzyszenie Nasze Bezpieczeństwo z Chorzel. Członkowie zarządu, pytają, dociekają, gromadzą dokumenty i próbują poznać szczegóły planowanego przedsięwzięcia. Jak mówią naszej redakcji, ich celem jest dokładne zapoznanie się z tym, co ma pojawić się w niedalekiej odległości od domowych gospodarstw.

– Mamy przykład z gminy Przasnysz i miejscowości Karwacz, słyszymy jak uciążliwa dla mieszkańców jest biogazownia, więc chcemy zebrać informacje o inwestycji, która będzie cztery razy większa ma sąsiadować z naszymi mieszkańcami i dotrzeć z nimi do jak największej liczby  osób. Uważamy, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć co powstaje w ich okolicy – mówią naszej redakcji Henryk Tański, prezes stowarzyszenia i Kazimierz Pawłowski, skarbnik. – Żeby potem nie okazało się, że obudzimy się z przysłowiową „ręką w nocniku”.

Stowarzyszenie proponowało spotkanie władz gminy z mieszkańcami w tej sprawie. Jak mówią, na ten moment obawy najbardziej budzi lista substratów proponowana do przywozu. Z odpowiedzi przekazanej im przez inwestora wynika, że ten dopuszcza wykorzystanie odpadów o kodach 02 01 02 oraz 02 02 02 odpowiednio przygotowanych (rozdrobnionych i pasteryzowanych). Te kody to różne odpady pochodzące ze zwierząt. Można zaliczyć do nich: skórę, łapki, kopyta, krew, pióra, jelita, a także różnego rodzaju narządy i treść przewodu pokarmowego”- czytamy.

Obawy stowarzyszenia budzi także teren, gdzie ma powstać zakład. „Inwestor podaje, że inwestycja znajduje się w całości w obrębie Głównego Zbiornika Wód Podziemnych. Ten olbrzymi podziemny zbiornik wodny jest naszym lokalnym skarbem gwarantującym nam i przyszłym pokoleniom przetrwanie, w czasach gdy świat boryka się z niedoborem wody. Umieszczenie lokalizacji na takim terenie może grozić katastrofą ekologiczną. Obszar jest otoczony od strony południowej i zachodniej mokradłami (…) ponadto jest to teren niestabilny typowo bagienny (…) w pobliżu znajdują się cztery ujęcia wody i stacja uzdatniania wody”. Inwestycja ma być zlokalizowana w pobliżu obszaru Natura 2000 i doliny Omulwi uznanej za obszar specjalnej ochrony ptaków, gdzie obok jest ulica Rataja z chodnikiem i ścieżką rowerową – stwierdzają.

Zapytaliśmy wiceburmistrza Michała Wiśnickiego, o to na jakim etapie jest postępowanie. – W tym momencie gmina otrzymała wniosek o wydanie tzw. decyzji środowiskowej. Ten dokument jest jednym z załączników niezbędnych do otrzymania warunków zabudowy. Do jej wydania potrzebny jest raport oddziaływania na środowisko, który firma również załączyła. Oprócz tego niezbędne są opinie Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, a także Wód Polskich, które są odpowiedzialne za zasoby wodne na tym terenie. Czekamy na wszystkie dokumenty, by móc rozpocząć procedurę wydawania wspomnianej decyzji środowiskowej – mówi naszej redakcji.

– Opisana wyżej procedura jest tu niezbędna. To jest najważniejszy dokument z pozycji gminy, w której ma powstawać taka inwestycja. Na jej podstawie gmina wydaje warunki zabudowy. Ale taka instytucja jak biogazownia potrzebuje ponadto pozwolenia na budowę, a także zgody na wykorzystywanie określonych substratów. I to dzieje się już na poziomie starostwa powiatowego – przekazuje.

Członkowie stowarzyszenia również pisali do wspomnianych instytucji. Otrzymali odpowiedzi. I tak RDOŚ poinformował, że organem właściwym do wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowania, a co za tym idzie również do rozpatrzenia uwag i wniosków przed wydaniem decyzji jest włodarz gminy Chorzele. Powiatowa Stacja Sanitarno- Epidemiologiczna pisze z kolei, że nie posiada kompetencji do prowadzenia czy inicjowania postępowania w sprawie wydania wspomnianej decyzji, zaś PGW Wody Polskie pod koniec marca przekazało stowarzyszeniu, że „główny zbiornik wód podziemnych numer 215 Subniecka Warszawska oznaczony jest jako zbiornik wstępnie rozpoznany, dla którego nie ustanowiono na chwilę obecną obszaru chronionego”. Na moment przesłania pisma, do Zarządu Zlewni w Dębem nie wpłynęła dokumentacja dotycząca planowanej inwestycji.

Czy zdaniem władz Chorzel zakład niesie za sobą uciążliwości dla mieszkańców? – pytamy.

– W tym zakresie pojawia się najważniejsza kwestia dla mieszkańców. Biogazownie roślinne, wykorzystujące głównie wytłoki z jabłek, sianokiszonkę czy kukurydzę, nie są tak uciążliwe dla mieszkańców. W dużym uproszczeniu jest to taki duży kompostownik. Sytuacja zmienia się, kiedy pojawiają się substraty zwierzęce. One są dużo korzystniejsze dla producenta biogazu, ponieważ z nich można wytworzyć dużo więcej biogazu. Ale nie da się ukryć, że mogą być dużym problemem odorowym. Dużo większym niż biogazownie rolnicze. Nie mamy pewności, jak będą przewożone takie substraty. Czy faktycznie będą przechowywane w szczelnych zbiornikach. Dlatego nie dziwimy się mieszkańcom, że wyrażają swoje obawy. Będziemy też starali się kierować procedurę administracyjną tak, by uniknąć biometanowni. Jeśli inwestorowi to nie wystarczy – zapewne odwoła się do sądu. Ale z naszej strony nie ma przyzwolenia na wożenie odpadów zwierzęcych, które mogą być dla nas niebezpieczne – komentuje wiceburmistrz.

Stowarzyszenie tymczasem wystosowało do Urzędu petycję, w której wyraziło swój sprzeciw. Na moment pisania artykułów pod wnioskiem podpisało się ponad 600 mieszkańców.

 

 

ren

guest
29 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments