Uczniowie zapoznali się z wizyjnymi systemami ochrony przeciwpożarowej w Nadleśnictwie Przasnysz

22 czerwca, korzystając z przedwakacyjnego oddechu, uczniowie klas 3 -5 ze szkoły podstawowej w Nowej Krepie uczestniczyli w spotkaniu, mającym na celu zapoznanie się z nowinkami technicznymi od 2022 r. czuwającymi nad bezpieczeństwem lasów na terenie Nadleśnictwa Przasnysz.

 

Dzieci wraz z nauczycielkami Anną Sobieską-Jażdżyk oraz Honoratą Krzykowską obejrzały film o nowoczesnych metodach ochrony przeciwpożarowej na terenie Lasów Państwowych. Polska, ze względu na dość wysoką lesistość, wynoszącą ok. 30% w stosunku do powierzchni lądowej, znajduje się na 3. miejscu w Europie pod względem liczby wybuchających pożarów. W tej niechlubnej statystyce wyprzedzają nas jedynie Portugalia i Hiszpania.

W Polce dochodzi do ok. 9 tys. pożarów rocznie, z czego aż 40% to podpalenia. Na terenie lasów, leżących na terenie Nadleśnictwa Przasnysz, rocznie wybucha ich przeciętnie kilka; w roku 2022 odnotowano pojedyncze zdarzenie tego typu.

 

Na terenie przasnyskiego Nadleśnictwa znajdują się 4 wieże obserwacyjne, zwane dostrzegalniami. Dotychczas na trzech z nich, na wysokości ok. 35 metrów nad ziemią, siedział operator, którego zadaniem była obserwacja terenów leśnych i lokalizowanie niebezpiecznych zdarzeń.

W 2022 r. dzięki środkom unijnym w ramach projektu „Kompleksowy projekt adaptacji lasów i leśnictwa do zmian klimatu – zapobieganie, przeciwdziałanie oraz ograniczanie skutków zagrożeń związanych z pożarami lasów” współfinansowanym przez Unię Europejską, Nadleśnictwo zainstalowało na swoich wieżach kamery oraz wdrożyło automatyczny system detekcji pożarów. System ten umożliwia obserwację terenu w promieniu ok. 20 km, a także pozwala na znaczne przybliżenie obrazu. Sygnał z kamery umieszczonej na szczycie dostrzegalni przesyłany jest radiowo do punktu alarmowo-dyspozycyjnego, mieszczącego się w siedzibie Nadleśnictwa przy ul. Zawodzie w Przasnyszu, gdzie dyspozytor obserwuje i analizuje obraz z monitorów.

Cyfrowe systemy detekcji pożarów są tak czułe, że zdarzają się fałszywe alarmy, czego uczniowie, podczas kilkuminutowej wizyty w punkcie dyspozycyjnym, doświadczyli dwukrotnie. Przyczyną fałszywych alarmów  jest zakwalifikowanie przez system dymów, obłoków pary lub gęstej mgły, a nawet pyłów unoszących się nad drogą podczas suszy jako dymy z pożarów. Dlatego nieodzowny i nieoceniony jest człowiek, który musi podjąć ostateczną decyzję.

 

Niewątpliwą zaletą cyfrowego wykrywania pożarów jest fakt, że kamera na leśnej wieży obserwacyjnej nie męczy się i nie miewa gorszych dni. Monitorowanie obszarów leśnych pogarszał fakt, że Nadleśnictwu coraz trudniej było znaleźć pracowników, którzy zechcieliby od wiosny do jesieni spędzać wiele godzin dziennie na wysokiej wieży. Doskwiera tam upał, a wdrapywanie się na wysokość kilkudziesięciu metrów można bez problemu zaliczyć do miana sportów ekstremalnych.

Koszt zakupu i montażu kamer oraz całego systemu wyniósł ok. 400 tys. zł brutto; środki na ten cel pochodziły m.in. z unijnej dotacji. Wizyta uczniów w Nadleśnictwie zakończyła się podziwianiem 45-metrowej wieży obserwacyjnej, która została wybudowana w 2019 roku przy ul. Zawodzie.

Ta pouczająca i ciekawa wizyta nie byłaby możliwa bez uprzejmości zastępczyni nadleśniczego Danuty Szydlik, sekretarza Wojciecha Deca oraz Magdaleny Kaczyńskiej, zajmującej się m.in. obsługą medialną Nadleśnictwa.

 

 

 

M.Jabłońska

 

Sprawdź również
guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marek (prawdziwy)
Marek (prawdziwy)
1 miesiąc temu

To niech teraz leśnicy pokażą, jak obsługiwać harvestery. I będzie ok.

Przasnyszanka
Przasnyszanka
1 miesiąc temu

Leśnicy już nie prowadzą wycinek, więc harvestera tam nie zobaczysz. Od roboty są pracownicy firm zewnętrznych, tak zwanych Zakładów Usług Leśnych. To oni są od czarnej roboty za marną kasę, to oni mają wszelki sprzęt. Pracownicy nadleśnictw to sowicie opłacana kasta wyższa, zajmująca się zarządzaniem i papierologią.

Korsarz
Korsarz
1 miesiąc temu

Obyscie nigdy nie musieli walczyć tak jak w kuźni raciborskiej