
Tajemnicza mogiła przy trasie różowych słupów. Badacz odtworzył dzieje poległego.
Nad odtworzeniem losów poległego żołnierza, którego mogiła znajduje się przy trasie różowych słupów, pochylił się badacz historii Mariusz Maciaszczyk. Większość Polaków zna historię pancernika „Schleswig-Holstein”, który 1 września 1939 r. o godzinie 4.45 rozpoczął ostrzał polskiej placówki wojskowej na Westerplatte, co wielu uważa za początek niemieckiej inwazji na Polskę. Ujawniona przez badacza historia poległego Aleksandra Kozika, wskazuje, że mógł oddać życie za ojczyznę w podobnym czasie i być pierwszą ofiarą II wojny w przasnyskiem.
Grobem nikt się od dawna nie zajmuje, ponieważ jego okolica w chwili odnalezienia była mocno zarośnięta. Dotychczas nie udało się również ustalić, w jakiej jednostce służył żołnierz, ani jaka była przyczyna jego śmierci.
Jedynym tropem prowadzącym do odtworzenia ostatnich godzin życia poległego był fakt, iż 1 września pod Chorzelami operowała Mazowiecka Brygada Kawalerii z 7 i 11 pułkiem ułanów i 1 pułkiem szwoleżerów. Badacz wyszedł z założenia, że skoro Chorzele zostały zajęte przez Niemców bez walki około 6 rano, Aleksander Kozik mógł polec podczas zwiadu, bądź dostać się pod ostrzał lotniczy, prowadzony w tym rejonie od rana.
Ustalenia, które Mariusz Maciaszczyk poczynił po ponad 80 latach od śmierci żołnierza, pozwoliły zadać kłam widniejącej na nagrobku informacji, że poległy był ułanem. Dzięki pracy badacza poznaliśmy nie tylko jednostkę, w której służył, ale również prawdopodobną przyczynę śmierci żołnierza.
W wyniku zebranych informacji badaczowi udało się ustalić, że Aleksander Kozik, który poległ w pierwszych chwilach wojny, nie był ułanem, ale służył w 1 pułku szwoleżerów i podlegał Mazowieckiej Brygadzie Kawalerii. 1 września jego pułk został zaatakowany pod Opaleńcem i musiał wycofać się na linię Ulatowo-Plewnik.
– Według wszelkiego prawdopodobieństwa jest to pierwszy żołnierz poległy w wyniku napaści Niemców w naszych stronach. Chorzele, które 1 września 1939 roku były praktycznie opustoszałe, zostały zajęte bez walki już o 6 rano. Pierwsze starcia rozpoczęły się dopiero pod Krzynowłogą Małą – dowodzi Mariusz Maciaszczyk.
Jak wynika z zebranych przez badacza informacji, Aleksander Kozik poległ prawdopodobnie w wyniku ostrzału lotniczego. Mariusz Maciaszczyk dotarł do wcześniej spisanej relacji naocznego świadka wydarzeń Stanisława Zuzelskiego z Rembielina, który opowiedział, że tego dnia Niemcy prowadzili intensywny ostrzał polskiej kawalerii, w wyniku którego poległ Aleksander Kozik. Został on pochowany przez okolicznych mieszkańców, którzy mogiłę opatrzyli imieniem i nazwiskiem zmarłego, domniemaną przynależnością pułkową oraz datą.
– Dzięki temu wiemy, jak się nazywał ten żołnierz i kiedy poległ, ale ta historia nie dawała mi spokoju. Do niedawna niewiadomym było, w jakiej jednostce służył. Po przeszukaniu archiwów ustawiłem na podstawie informacji zawartych w Księdze Pochowanych Żołnierzy Polskich w II wojnie światowej: „Żołnierze września — uczestnicy walk w kampanii wrześniowej”, że to poległy to jednak nie ułan, jak pierwotnie przypuszczano, a szwoleżer z I pułku szwoleżerów – podkreśla historyk.
Jednak apetyt badacza rośnie w miarę jedzenia, dzięki czemu istnieje szansa, że niebawem poznamy więcej informacji. Mariusz Maciaszczyk poszukuje w tej chwil rodziny zmarłego oraz prowadzi kwerendę na wielu forach historycznych. Zaapelował również o pomoc do stowarzyszeń, które się zajmują poszukiwaniem poległych.
– Liczę, że ten bohater „śpiący” samotnie nie będzie już osamotniony i ustalę gdzie się urodził i skąd pochodzi. Należy Mu się!!! – mówi Mariusz Maciaszczyk, będący członkiem przasnyskiej Rady Dziedzictwa Regionalnego oraz prezesem GRH 14. Pułku Strzelców Syberyjskich.

M. Jabłońska
