
Sąd apelacyjny w Białymstoku oddalił apelację powiatu przasnyskiego w sprawie Atlasu Nienawiści
To pierwsza sprawa Atlasu Nienawiści rozstrzygnięta na poziomie sądu apelacyjnego. Sąd zasądził na powoda koszty sądowe w wysokości 3690 zł.
29 grudnia 2021 roku zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Ostrołęce w sprawie dotyczącej umieszczenia powiatu przasnyskiego w tzw. Atlasie Nienawiści, po tym gdy jego radni przyjęli Samorządową Kartę Praw Rodziny. Proces odbywał się z powództwa powiatu przasnyskiego i dotyczył naruszenia dobrego imienia samorządu.
Sąd w Ostrołęce oddalił pozew i obciążył powiat przasnyski kosztami procesowymi. Sprawa trafiła przed Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Ten oddalił apelację Powiatu Przasnyskiego.
Sąd: Krytyka jest działaniem pożądanym
Ustne uzasadnienie sądu, zrelacjonowane przez Karolinę Gierdal (za: Fundusz Prawo nie wyklucza)
„Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że apelacja nie jest zasadna. Stan faktyczny w sprawie nie był sporny […]. Dobra osobiste człowieka pozostają pod ochroną Kodeksu cywilnego, a przepisy te, zgodnie z art. 43 KC, stosuje się to odpowiednio do osób prawnych. Odpowiednikiem czci osoby fizycznej jest dobre imię, renoma osoby prawnej. Naruszeniem jest publikacja materiałów naruszających ten wizerunek.
Ocena czy doszło do takiego naruszenia, musi być oceniania na podstawie kryterium obiektywnego, nie subiektywnego przekonania. Prawidłowo stosując te zasady SO w Ostrołęce słusznie uznał, że umieszczenie w Atlasie naruszało dobre imię powiatu, godząc w jego wizerunek.
Należy jednak zauważyć, że określając środki ochrony dóbr osobistych, art. 24 kc przesądza, że można dochodzić ochrony tylko gdy naruszenie było bezprawne. Zdaniem SA, SO prawidłowo ocenił, że dokonane naruszenie nie było bezprawne, ponieważ pozwani działali w obronie społecznie uzasadnionego interesu.
Ochrona prawna przysługująca w związku z naruszeniem dóbr osobistych, nie ma charakteru bezwzględnego. Może podlegać ograniczeniu ze względu na ochronę innych praw czy doniosłych wartości. Takimi konkurencyjnymi wartościami są m.in. wolność słowa rozumiana jako swoboda wypowiedzi czy prawo do krytyki.
Rozstrzygnięcie niniejszej sprawy sprowadzało się zatem do ważenia konkurencyjnych wartości. Istotne w tej sprawie było też to, że powód jest podmiotem publicznym, władzą publiczną. Mając na uwadze orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) czy Sądu Najwyższego, to zakres ochrony takiego podmiotu jest znacznie ograniczony, nawet w przypadku szczególnie brutalnych ataków. Wymaga tego zagwarantowanie prawa do swobodnej debaty publicznej.
Najszerzej zakreślone granice dopuszczalnej krytyki odnoszą się do organów władzy publicznej. Swoboda wypowiedzi w ramach debaty publicznej odnosi się też do tych poglądów, które obrażają, oburzają. Nie tylko do takich, które są neutralne. Swoboda obejmuje nie tylko samą treść przekazywanych poglądów, ale także ich formę, m.in. dopuszczalne są do pewnego stopnia oceny przesadzone. Dopuszczalny jest pewien stopień prowokacji. Jest to uznawane za element debaty publicznej, a krytyka jest co do zasady działaniem pożądanym i pożytecznym, zwłaszcza gdy podejmowana jest w interesie społecznym.
Z materiału dowodowego nie wynika by pozwani kierowali się złą wolą wobec powoda. Ich działanie było spowodowane wyłącznie negatywną oceną tej uchwały. Było krytyką działania podmiotu publicznego. Jak każdy, pozwani mieli prawo do tej krytyki i nie ma znaczenia czy merytorycznie ta krytyka była uzasadniona. Forma tej krytyki wyrażona przez tytuł czy sama stronę, mimo swojej ostrości, mieści się w ramach debaty publicznej”.
Samorząd przasnyski nie nienawidzi
O komentarz do wyroku poprosiliśmy starostę Krzysztofa Bieńkowskiego. – Żałuję, że sądy zarówno pierwszej, jak i drugiej instancji uznały, że umieszczenie naszego powiatu w „Atlasie nienawiści” naruszyło dobra osobiste Powiatu, ale sprawcy nie muszą za to przepraszać, bo ważniejsza jest swoboda krytyki. Rozumiałbym gdybyśmy chcieli w ramach sprawy sądowej ogromnego odszkodowania lub innych czynności, które mocno obciążałyby krytyków. Chcieliśmy, by po stwierdzeniu naruszenia naszych dóbr ktoś z twórców atlasu za to przeprosił i usunął nasz powiat z mapy nienawiści. Jasno wykazaliśmy i jest to niepodważane nawet przez Unię Europejską, że Samorządowa Karta Praw Rodzin nie jest wymierzona przeciw komukolwiek i nie uprawnia do nazywania naszego samorządu nienawistnym. Według sądu ważniejszym prawem w tej sytuacji jest wolność i swoboda wypowiedzi, co oczywiście rozumiem. Nie podzielam jednak opinii, że w cywilizowanym państwie prawa słowo „przepraszam” byłoby jakimś dużym obciążeniem dla pozwanych – mówi naszej redakcji.
„Za” byli wszyscy radni
Po oddaleniu apelacji przez Sąd w Białymstoku do starosty przasnyskiego zaapelowali działacze Funduszu Prawo nie wyklucza.
„Panie starosto Krzysztof Bieńkowski – zamiast przegrywać z nami kolejne procesy, niech Pan lepiej przekona radnych do skutecznego uchylenia uchwały anty-LGBT. W przeciwnym razie będzie musiał Pan za rok przekonywać wyborców że przasnyska ordoiurisowa karta, której żaden zapis prawdopodobnie nie jest realizowany, jest więcej warta niż kwota z nowych funduszy UE w wysokości zbliżonej do 180 mln zł ze starych. Ponadto warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny fakt. Karta została przyjęta nie tylko głosami sześciu radnych wybranych z listy PiS i trzech z lokalnego komitetu – ale także głosami sześciu radnych z Polskie Stronnictwo Ludowe PSL Mazowsze. Czyli partii pozycjonującej się jako proeuropejska umiarkowana opozycja. Ci radni to Rafał Gotowiec, Janusz Osiadacz, Wojciech Piórkowski, Zenon Szczepankowski, Mariusz Szempliński i Dariusz Wilga. Czy Władysław Kosiniak-Kamysz i Miłosz Motyka popierają ordoiurisowa kartę, którą jego partia wprowadziła ramię w ramię z PiS? Czy uważają, że powiat przasnyski powinien utrzymać uchwałę rekomendującą różne sposoby pośredniej dyskryminacji społeczności LGBTQIA, nawet kosztem unijnych funduszy dla nich?” – napisano.
ren
