Rafał Lędzion ukończył tatrzańską bestię – najcięższy triatlon w Europie

Najpierw 5 km nocnego pływania w wodach Zalewu Orawskiego (północna Słowacja). Potem 220 km rowerem dookoła Tatr. A na koniec 55 km biegu głównym pasmem Tatrzańskim. Nie do pokonania? Dla zdecydowanej większości pewnie tak, ale są i tacy, którzy mówią: trudne, ale do zrobienia. Do grona takich osób dołączył, pochodzący z powiatu przasnyskiego, Rafał Lędzion.

 

Harda Suka to niewątpliwie najcięższy triatlon w Europie, choć niektórzy mówią, że trudniejszego nie ma nawet na świecie. Zaczyna się w wodach Słowacji, w miejscowości Namysłowo, potem trzeba pokonać rowerem trasę dookoła polskich i słowackich Tatr z przewyższeniem 3000 metrów i na koniec na uczestników czeka bieg z przewyższeniem ok. 5000 m główną granią Tatr.

Zawodnicy do triatlonu są losowani. Po losowaniu mają pół roku na przygotowanie. Całe zawody polegają na tym, by zmieścić się w 30 godzinach, przy czym swój limit czasowy ma również każdy etap.

– Zaczęło się od pływania, a te w tym roku, ze względu na warunki atmosferyczne, było turbo ciężkie. Były fale, a ja osobiście nie jestem przyzwyczajony do takich jezior, ponieważ nie mam takich akwenów w swoim otoczeniu. Mogę powiedzieć, że tym pływaniem byłem dosłownie przerażony – opowiada nam pan Rafał.

–  Pokonałem 4. kilometr i nie starczyło mi czasu na ostatnie 900 metrów. Łącznie ze mną, w wyznaczonym na pływanie czasie, nie zmieściło się 6 osób. Ja jako jedyny, powiedziałem, że chcę dokończyć resztę zawodów, zmieścić się w limicie 30 godzin i organizator mi na to pozwolił. Oczywiście na koniec bez klasyfikowania – relacjonuje.

– Rowerem nadrobiłem – miałem 1,5 godziny zapasu, zaś na metę w Morskim Oku wbiegłem 15 minut przed zamknięciem mety, biegnąc dużą część dystansu podczas burzy oraz porywistego wiatru – dodaje. – Nawet organizator niedowierzał, że to się udało – śmieje się nasz rozmówca.

Rafał Lędzion pochodzi z miejscowości Pęczki-Kozłowo. W Przasnyszu mieszkał do 18. roku życia. Jak sam przyznaje sportem nie interesował się jakoś specjalnie od dziecka. Przygoda zaczęła się dopiero kilka lat temu. – Trenuję od kilku lat. Stopniowo testowałem swoje siły na coraz cięższych dystansach – przyznaje. Dziś, na koncie ma ukończenie Ironmena, rowerowe wyzwania po tysiąc kilometrów i kilka maratonów, również górskich.

Na co dzień, co ciekawe, pracuje w Warszawie… w biurze. – Ćwiczę codziennie. Dodatkowo przez ostatnie pół roku miałem trenera-triatlonistę, który rozpisał mi treningi na czas przygotowania – wyjaśnia. – Jak byłem na mecie, to tak mnie wszystko bolało, że pomyślałem, że już to wszystko rzucę, ale po kilku dniach mam już nowe pomysły – zapowiada.

My zatem czekamy na kolejne wieści od pana Rafała i gratulujemy sukcesu!

 

 

ren

Sprawdź również
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Bożena
Bożena
21 dni temu

Gratulacje ! Miło jest czytać o sukcesach i osiągnięciach byłego ucznia , Brawo.