Przasnyska aktywistka stanęła przed sądem [VIDEO]

Kilka dni temu informowaliśmy o procesie Justyny Wydrzyńskiej, przasnyskiej aktywistki, która jest oskarżona o „pomocnictwo w aborcji”. Grozi jej do 3 lat więzienia. W piątek, 8 kwietnia Wydrzyńska złożyła wyjaśnienia.

 

Justyna Wydrzyńska, działaczka „Aborcyjnego Dream Teamu” została oskarżona po tym, jak mąż kobiety, której przasnyszanka udostępniła tabletki poronne, zawiadomił policję. Ta skonfiskowała tabletki i wszczęła postępowanie.

W piątek, 8 kwietnia w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga ruszył proces aktywistki. Wcześniej kobietę wsparło wiele osób oraz instytucji. Do polskiego rządu wezwanie natychmiastowego wycofania wszystkich zarzutów wobec Justyny Wydrzyńskiej wystosowało 90 europosłów. Do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry wystosowała swoje stanowisko także FIGO, Międzynarodowa Federacja Ginekologii i Położnictwa, Międzynarodowa Federacja Ginekologów i Położników.

W dzień procesu pod sądem zgromadzili się ludzie, którzy przyszli wesprzeć oskarżoną. Mieli ze sobą transparenty z hasłami „#jakJustyna”.

W ostatniej chwili zmieniono salę rozpraw na małą i wpuszczono tylko ograniczoną liczbę dziennikarzy. Justyna Wydrzyńska zjawiła się w sądzie wraz z innymi aktywistkami Aborcyjnego Dream Teamu. Dopuszczono, aby w procesie uczestniczył przedstawiciel Ordo Iuris, który miał reprezentować interes społeczny.

 

Z relacji obecnych na sali sądowej dziennikarzy dowiadujemy się, że przasnyszanka nie przyznała się do winy. Złożyła wyjaśnienia i opowiedziała o tym, jak dowiedziała się od organizacji pomocowej o kobiecie, która jest „zdeterminowana, aby przerwać ciążę”.

– Poinformowano mnie, że osoba ta błaga o pomoc, bo jeżeli jej nie dostanie, „sobie coś zrobi”. Tak dosłownie usłyszałam. Poinformowano mnie również, że osoba ta jest w bardzo przemocowej relacji – mówiła.

Przyznała, że historia kobiety wstrząsnęła ją bardzo, gdyż była bardzo podobna do jej własnej historii.

– Wiem, jak ważna jest wiara w to, że można o sobie decydować. W przemocowej relacji to bardzo trudne. Dla mnie moja aborcja była początkiem zawalczenia o siebie i bezpieczeństwo moich dzieci. Trzy lata zajęło mi odchodzenie od przemocowego męża. Przekazując tabletki tej osobie, chciałam, żeby mogła podjąć decyzję o sobie i swoim życiu. Moją intencją nie było, żeby przerwała ciążę, ale żeby mogła sama wybrać, żeby trzymając tabletki w rękach mogła zadecydować o swoim życiu – mówiła aktywistka.

Na salę rozpraw nie stawiła się kobieta, której przasnyszanka wysłała leki.  Sprawa została odroczona do 14 lipca. Jeśli wówczas będą zeznawać świadkowie: kobieta i jej mąż, to sprawa prawdopodobnie będzie miała charakter niejawny.

 

– To jeszcze nie koniec, ale mamy poczucie, że najtrudniejsze już za nami. To czego przez lata najbardziej się obawiałyśmy, dzisiaj stało się rzeczywistością – jedna z nas, przyjaciółek w aborcjach, stanęła przed sądem za empatię, solidarność i gotowość wsparcia drugiej osoby pomimo własnego ryzyka. Liczymy na to, że wasze wsparcie i działanie przyczyni się do tego, że to oskarżenie wyląduje w koszu, a taka sytuacja się więcej nie powtórzy. Mamy nadzieję, że ta sprawa będzie wielkim krokiem w przebijaniu się rzeczywistości aborcyjnej do mainstreamu – skomentował Aborcyjny Dream Team.

 

 

j.b.

Sprawdź również
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek Prusinowski
Jacek Prusinowski
7 miesięcy temu

Nazwać się Aborcyjny Dream Team, to taki sprytny zabieg mający ze zła uczynić coś niegroźnego, nawet sympatycznego. Równie przebiegła jest linia obrony, która ma ocieplić oskarżoną jako osobę która rozumie bowiem sama była w podobnej sytuacji, stąd czuje lepiej niż inni.
To wszystko jest zbudowane na oszustwie. Oszukują, że pomagają. Oszukują, że rozumieją. Oszukują, że są takie same jak te które szukają pomocy.
Ten cały ADT, jest zakłamany i tchórzliwy więc dalej będzie kłamał i oszukiwał, niosąc więcej łez i strachu niż możesz to sobie wyobrazić.

Szymek
Szymek
7 miesięcy temu

Jedyny Dream Team to było Chicago Bulls w NBA a to to jakiś chwyt marketingowy