
Paulina Bednarska znów na podium w Hiszpanii. Tym razem zmierzyła się z najlepszymi z najlepszych
W niedawno zakończonych mistrzostwach świata w manicure w Hiszpanii, które przyciągnęły blisko 100 uczestników z niemal całego świata, na podium stanęła przasnyszanka Paulina Bednarska. Rywalizację podjęła na poziomie mistrzowskim.
Paulina Bednarska tym razem w Hiszpanii wystartowała w trzeciej dywizji. To najwyższy poziom z możliwych. Zmierzyć się w nim mogą jedynie mistrzowie w dziedzinie manicure. W tym wyjątkowym gronie, każdy zawodnik musi wykazać się nie tylko umiejętnościami, ale także nerwami ze stali, gdyż w tak wysokiej stawce zwycięża po prostu ten, kto popełnia najmniej błędów.
– Przez poszczególne dywizje przechodzi się etapami. Jeśli zdobędzie się odpowiednią ilość medali można przejść dalej. Ja startuję w tych konkursach od pięciu lat i właśnie teraz zmierzyłam się z najlepszymi. Zajęłam miejsce drugie we frenczu konstrukcyjnym i trzecie w manicure hybrydowym – mówi nam Paulina Bednarska.
Gdy pytamy, czy na takim poziomie stres staje się jeszcze większy, słyszymy w odpowiedzi: Ja się nie stresuję. – Z przyjaciółką, z którą zawsze startuję, a która pochodzi z Belgii, śmiałyśmy się nawet, że po prostu już siadamy, już wiemy co robić i jakby z pamięci działamy. Po tylu startach po prostu człowiek wie wszystko, co robić, po kolei. Tego się nie zapomina, niemal jak jazdy na rowerze. Ja zawsze jestem podekscytowana tą rywalizacją, tym że muszę zmieścić się w czasie, że chcę zrobić wszystko jak najlepiej, ale jestem też raczej tą osobą, która uspokaja resztę, żeby trochę wyluzowali, że będzie dobrze. Uważam, że jeżeli się człowiek stresuje, to wtedy wychodzą wszystkie jego najgorsze nawyki i błędy i wprowadza się chaos. Staram się więc być skupiona na moim zadaniu i po kolei wykonywać kolejne etapy.
Skoro tegoroczny konkurs był tym najwyższym… co dalej? – pytamy.
– Powoli zaczynam myśleć o przejściu w stan spoczynku jeśli chodzi o mistrzostwa. Spełniłam swoje marzenia i dzięki ciężkiej pracy osiągnęłam tu już wszystko. W tym momencie mam centrum szkoleniowe w Przasnyszu, mam centrum szkoleniowe w Olsztynie, jestem właścicielką salonu i od roku też zajmuję się tworzeniem produktów między innymi dla marki Indigo Nails, z którą współpracuję – więc, że tak powiem, mam co robić. Do tego dochodzi kontakt z moimi kursantami, zwykle już po pracy w godzinach od 18 do 20.
– Jestem na takim etapie, że po prostu trzeba iść dalej, żeby się rozwijać. Oczywiście ten etap zamknę z łezką w oku, bo ja po prostu kocham te mistrzostwa, kocham rywalizację, mam wrażenie, że się do tego urodziłam, ale tak jak już mówiłam, pora się spełniać też na innych płaszczyznach – podsumowuje nasza rozmówczyni.

ren
