fot. pixabay.com
Nasza interwencja. Psy atakują!
W ostatnim czasie w Przasnyszu oraz wielu miejscach Polski stykamy się z problemem psów puszczonych bez opieki. Może to być szczególne groźne w przypadku zwierząt dużych, bo spotkanie z obcym brytanem nie zawsze kończy się tylko na strachu. Wielkich szkód fizycznych nie poczynił kontakt z dwoma psami, które wybiegły z jednej z posesji na ul. Makowskiej, ale mieszkanka gminy Przasnysz za naszym pośrednictwem chciała ostrzec zarówno spacerowiczów, jak i samych właścicieli psów, aby zwracali nań baczniejszą uwagę. Ogólnopolskie doświadczenia wskazują, że brak ostrożności w tej kwestii może doprowadzić do tragedii oraz skończyć się karą więzienia.
Kilka dni temu zapadł nieprawomocny jeszcze wyrok w sprawie dotkliwie pogryzionych przez amstaffa dzieci pod Mławą. Kamil G. został uznany za winnego. Sąd skazał go również za znęcanie się nad dziećmi i konkubiną. Sąd orzekł, że mężczyzna ma spędzić w więzieniu 2 lata i 9 miesięcy oraz nakazał wypłacenie dzieciom nawiązki o łącznej wysokości 25 tys. zł.
17 czerwca pogryzienie zgłosiła na policji przasnyszanka spacerująca ze swoim psem ul. Orlika. Zgłaszająca widząc szarżujące zwierzę, próbowała ratować swojego psa, biorąc go na ręce. W tym czasie pies zaatakował kobietę, raniąc jej dłonie i nogi. W tej sprawie wciąż toczy się postępowanie.
Przypadek, który do nas zgłoszono, miał miejsce w sąsiedztwie stacji benzynowej Orlen
-Syn z synową szli z małym psem chodnikiem wzdłuż ulicy Makowskiej — opowiada kobieta. Mniej więcej naprzeciwko stacji Orlen, z otwartej bramy wybiegły dwa wielkie wilczury, zaatakowały małego psa, który był na smyczy, a podczas szamotaniny jeden z nich ugryzł syna w palec. Dobrze się stało, że właściciele posesji byli na miejscu i podjęli interwencję, bo mogło się to skończyć znacznie gorzej. Na miejsce została wezwana policja, która nałożyła na właścicielkę psów mandat karny w wysokości 200 złotych. Państwo, którzy są właścicielami posesji, tłumaczą, że podobne zdarzenie miało miejsce pierwszy raz. Ja natomiast mieszkam w okolicy i wiem, że brama jest tam otwarta dość często — dowodzi zgłaszająca.
Kobieta zwraca uwagę, że przemieszcza się tamtędy znaczna liczba rowerzystów, wśród których są również dzieci. To popularna trasa wiodąca do strefy gospodarczej w Sierakowie oraz Zalewu w Karwaczu, gdzie wolny czas spędza bardzo wielu mieszkańców. W przypadku jej rodziny skończyło się tylko na stresie, ale nie jest powiedziane, że nie mogło być gorzej.
-Kiedy interweniowali policjanci, zwróciłam ich uwagę na liczną grupę dzieci przejeżdżających na rowerach. Co stałoby się, gdyby psy zaatakowały jedno z nich? — pyta kobieta.
Jak tłumaczy, zaatakowany pies trafił do weterynarza, a jej syn na pogotowie. Nie zdecydowano się na ugodę zaproponowaną przez właścicieli psów, ponieważ chodziło o to, aby ta sprawa nie została zamieciona pod dywan.
-Tym razem nic poważnego się nie stało, ale chodzi o to, aby do tego typu sytuacji nie dochodziło w przyszłości. Na szczęście udało się uzyskać potwierdzenie, że psy były szczepione — relacjonuje.
W notatce policyjnej zachował się ślad tych wydarzeń:
„9 czerwca 2019 roku o godz. 14.50 mieszkanka Przasnysza zgłosiła, że podczas spaceru ul. Makowską wspólnie ze swoimi krewnymi widziała, jak z jednej z niezabezpieczonej posesji wybiegły dwa psy podobne do owczarków niemieckich, a następnie zaatakowały jej psa. W trakcie odciągania agresywnych psów mąż zgłaszającej został przez jednego z nich skaleczony w palec lewej dłoni. Na miejscu była również właścicielka psów, która okazała w KPP w Przasnyszu stosowne szczepienia. Ponadto o zdarzeniu powiadomiono Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną. Wobec właścicielki psów zastosowano postępowanie mandatowe, w którego toku na podstawie art. 77 kodeksu wykroczeń ukarano ją 200 zł mandatem.”
Art 77 KW w § 1 brzmi: Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.
§2 Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.
Nowelizacja prawa z 2018 r. zaostrzyła kary za niedopilnowanie niebezpiecznych zwierząt. Jeśli właściciel np. groźnego psa trzyma go na nieogrodzonej posesji lub puszcza go wolno podczas spacerów, co zagraża zdrowiu i życiu innych ludzi, może zostać ukarany grzywną do 5 tys. zł lub ograniczeniem wolności.
Sankcję karną za takie przewinienie zwiększono, ponieważ często dochodzi w Polsce do ataków na ludzi przez zwierzęta pozostawione bez właściwego dozoru. Zdaniem autorów przepisów zaostrzających kary, ich wprowadzenie ma powstrzymać falę pogryzień i wpłynąć, że właściciele groźnych zwierząt otoczą je szczególnym nadzorem.
Zwróciliśmy się z prośbą o komentarz do właścicielki psów
-Moje psy wyszły kilka metrów od podwórka, kiedy z posesji wyjeżdżał samochód — wyjaśnia Joanna Jezierska. Byłam w trakcie zamykania bramy, ale psy okazały się szybsze — wybiegły i obszczekały pana oraz jego psa. Z mojej perspektywy tak to wyglądało. Rozumiem, że ci państwo mogli się wystraszyć, ale wynikła z tego nieziemska afera. Otrzymałam mandat za to, że psy opuściły podwórko. Ta sytuacja mnie poruszyła, dlatego byłam u weterynarza, aby dowiedzieć się o stan zdrowia pieska i uzyskałam informację, że nie ucierpiał. Już w chwili zdarzenia chciałam porozmawiać z państwem, załatwić sprawę polubownie i ponieść wszystkie koszta, jeśli zachodziłaby taka potrzeba. Nie było szans na spokojną, merytoryczną rozmowę — mówi.
Zajmuje się pomocą zwierzętom
Okazuje się, że obecność psów na tej posesji nie jest przypadkowa. -Zajmuję się ratowaniem psów, stąd ich obecność na tej posesji. Niektóre z nich są zabrane z warunków bardzo ciężkich, zagłodzone, jeden z nich miał wrośnięty w szyję łańcuch. Bywa, że ratuję zwierzęta po wypadkach. Troszczę się także o los zwierząt w okolicznych wsiach. Daję im budy, łańcuchy, obroże, szczepię, odrobaczam, karmię i poję, poprawiam warunki ich życia — mówi pani Joanna. Jak dodaje, jest to możliwe dzięki pomocy stowarzyszenia Pies i Spółka, w którym działa.
-Mam 12 psów. Przeważająca liczba z nich została dotkliwie pokrzywdzona przez ludzi, którzy ich nie chcieli. Większość moich psów jest wykastrowana i wysterylizowana, mają własne kojce, zawsze czystą wodę i pełną miskę. Dałam im dom, bezpieczeństwo, miłość i opiekę, którego nigdy nie miały — tłumaczy.
Przypadków, kiedy pani Joanna udziela psom pomocy, jest wiele, bo i krzywda, którą źli ludzie wyrządzają jest ogromna. Jak opowiada, zajmowała się m.in. ratowaniem 9 szczeniąt i suczki, która urodziła w rurze przasnyskiej oczyszczalni ścieków.
Z jej relacji wynika, że pomoc zwierzętom jest jej pasją, którą wykonuje z potrzeby serca i nie szczędząc na ten cel własnego czasu i środków. Robi to, ponieważ nie jest w stanie przejść obojętnie obok ich krzywdy. Jeden z jej psów jest honorowym dawcą krwi, który ratuje życie innym psom. Dzięki temu udało się uratować aż 36 zwierzaków. Dodaje także, iż jest to jedyny taki zwierzak w Przasnyszu.
Zaznacza, że sytuacja, w której psy opuściły posesję, była incydentem, który nie miał miejsca w przeszłości i dołoży wszelkich starań, aby do tego typu zdarzeń nigdy nie dochodziło.
Policja potwierdza, że poza tym jednym przypadkiem, innych interwencji związanych z psami pani Joanny nie było.
M. Jabłońska
