Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło tablicę alimentacyjną – W sieci zawrzało: „to jest gwałt na logice”

Z myślą o większej przejrzystości i sprawiedliwości w sprawach o alimenty, Ministerstwo Sprawiedliwości wprowadziło tablicę alimentacyjną – narzędzie które jak twierdzi resort ma ułatwić ustalanie wysokości alimentów w typowych sprawach rodzinnych. Kiedy tylko tablice opublikowano, w sieci zawrzało. Okazało się, że o ile o dzieciach Ministerstwo może i pomyślało, to już o rodzicach płacących alimenty, jakby nie do końca.

 

Wprowadzona tablica alimentacyjna to zestaw orientacyjnych kwot świadczeń alimentacyjnych zależnych od: dochodu rodzica zobowiązanego do alimentów, wieku dziecka, liczby dzieci na utrzymaniu.

Jak przekazuje Ministerstwo Sprawiedliwości, tablice mają być praktyczną pomocą dla sędziów, mediatorów i rodziców. Tablicę otrzymają prezesi wszystkich sądów apelacyjnych.

– Jej celem jest zwiększenie przewidywalności orzeczeń, skrócenie czasu postępowań, zachęcanie do ugód i porozumień, zapewnienie większej równości dzieci wobec prawa. Tablica opiera się na minimum socjalnym i została przygotowana po szerokich konsultacjach z sędziami, prawnikami, ekspertami społecznymi i organizacjami rodziców – przekazuje resort sprawiedliwości.

I choć resort jeszcze pod wodzą Adama Bodnara zapewnił, że każdy przypadek nadal będzie oceniany indywidualnie przez sąd, a tablica nie zastępuje przepisów Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, to w sieci zawrzało.

Tablica bowiem, zawiera modelowe kwoty miesięcznych świadczeń, wyliczone na podstawie trzech zmiennych: dochodu osoby zobowiązanej do płacenia alimentów, wieku dziecka oraz liczby dzieci. Wysokość alimentów rośnie wraz z dochodem zobowiązanego oraz wiekiem dziecka. Punkt wyjścia stanowi kwota bazowa odpowiadająca 70 proc. minimum socjalnego na dziecko za 2024 r. Ustalono pięć grup wiekowych dzieci: 0–7 lat, 8–11 lat, 12–15 lat, 16–18 lat oraz powyżej 18. roku życia. Kwoty wzrastają o 12,5 proc. dla każdej wyższej grupy wiekowej dziecka, o 10 proc. co każde 800 zł wzrostu dochodu (do 8300 zł), a powyżej tej kwoty o 15 proc. za każde 800 zł dodatkowego dochodu. W przypadku większej liczby dzieci świadczenie przypadające na jedno dziecko proporcjonalnie maleje, maksymalnie do 85 proc. dla trojga i więcej dzieci.

Do sprawy odniosło się Stowarzyszenie na rzecz Chłopców i Mężczyzn. „Rzadko piszemy o alimentach. Alimenty trzeba płacić. I sami postulujemy ustanowienie tablic alimentacyjnych. Ale tablice opublikowane dziś przez  Ministerstwo Sprawiedliwości są absurdalne. Weźmy jedyny przykład, który podało ministerstwo:

Rodzic zobowiązany do alimentów dla trójki dzieci w wieku 16-18 lat zarabia 9000 zł brutto, czyli 6465 zł netto. Z tego ma płacić… 5280 zł alimentów, po 1760 zł na dziecko. Jeden rodzic ma więc do dyspozycji 7680 zł netto (5280 zł alimentów + 3×800 zł) bez własnych dochodów, a drugiemu  zostaje… 1185 zł na przeżycie. W tym mieszkanie i dojazdy do pracy…

Można liczyć dalsze przykłady. Osoba z pensją minimalną (4666 zł brutto, 3511 zł netto) i dwójką dzieci w wieku 16-18 lat będzie zobowiązana do 2554 zł alimentów. Pozostanie jej więc… 957 zł na przeżycie – to połowa tego, ile wynosi minimum socjalne dla gospodarstwa jednoosobowego. A w tym, co ministerstwo określa „sytuacją modelową”, będzie się regularnie spotykać z dziećmi (’np. w weekendy”).

Państwo z ministerstwa twierdzą, że przy wyznaczaniu kwot opierali się na minimach socjalnych wyliczanych przez IPiSS. Zapomnieli jednak, że rodzic zobowiązany do płacenia alimentów też powinien żyć co najmniej powyżej minimum socjalnego (1863 zł).” – czytamy.

Decyzję skomentowała między innymi posłanka Anna Maria Żukowska. „Te kwoty są absurdalne i mogą ludziom zniszczyć życie. Nie uważam też, że można orzekać sobie kwoty z tabelki bez uwzględnienia szerszego kontekstu rodziny: czy rodzic, z którym zamieszkują dzieci, ma lokum na własność, czy też musi je wynajmować na wolnym” – napisała w portalu X.

„Tablice alimentacyjne mają pomagać, a nie wzbudzać kontrowersje. Dobro dziecka jest wartością nadrzędną, ale nie możemy pomijać głosu rodziców. Wsłuchując się w Państwa uwagi ponownie je przeanalizujemy, skonsultujemy tablice raz jeszcze z ekspertami i organizacjami społecznymi” – przekazało w odpowiedzi Ministerstwo.

„To nie kontrowersje, a komunikacyjny dramat” – skwitowała Żukowska. „To nie komunikacyjny dramat, a gwałt na logice” – dodał internauta.

 

ren

guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments