
Wkrótce minie rok od kiedy w gminie Chorzele uruchomiono transport publiczny. Wciąż jednak nie ma dogodnego połączenia do przystanku kolejowego oddalonego od centrum miasta o ok. 4 kilometry. Jak sprawdza się obecne połączenie i jakie plany na przyszłość mają w tej kwestii władze gminy, zapytaliśmy wiceburmistrza Michała Wiśnickiego.
W Chorzelach wciąż pojawia się temat dostępności komunikacyjnej do przystanku PKP. Ten oddalony jest bowiem od centrum miasta o 4 kilometry, co dla części podróżujących stanowi obecnie duże wyzwanie. Jeszcze za poprzedniej kadencji samorząd uruchomił transport zbiorowy na terenie miasta i gminy. Utworzono linie autobusowe, którymi można dojechać do stacji PKP. Szkopuł w tym, że dojazd z centrum do przystanku zajmuje około 40 minut.
Zapytaliśmy wiceburmistrza Chorzel, czy gmina ma w planach uruchomienie dogodniejszego połączenia dla pasażerów chcących skorzystać z podróży pociągiem, a korzystając z okazji również o to, jak sprawdza się transport publiczny w Chorzelach.
– Gmina Chorzele uruchomiła transport publiczny w 2024 roku, ale nie ma on charakteru jedynie dowozów do miasta z kolei. Ma on obsługiwać wszystkich mieszkańców całej gminy. Dlatego nie można tego nazwać dowozem mieszkańców Chorzel do stacji PKP – wyjaśnia wiceburmistrz Michał Wiśnicki.
– Na takie dowozy nie można pozyskać środków od wojewody czy marszałka – stacja PKP znajduje się formalnie w granicach samego miasta – czyli nie jest to transport po terenie gminy. Musimy też pamiętać, że chęć poruszania się koleją mogą wyrażać nie tylko mieszkańcy Chorzel, ale też Zarąb, Krzynowłogi czy Krukowa. Wobec tego wydawanie środków tylko na dowóz z samego miasta do stacji mogłoby zrodzić prośby o podobne połączenia z innych fragmentów gminy. I koło się zamknie – bo w tym momencie taki transport jest, tyle że on trwa. Gmina ma 371 km kwadratowych powierzchni. Zaspokojenie każdej potrzeby transportowej 4 liniami graniczy z cudem – dodaje.
– Sam gminny transport publiczny jest wykorzystywany przez mieszkańców i chcemy kontynuować ten pomysł w przyszłym roku. Będziemy składać wnioski o dofinansowanie na ten cel. Jednak żeby istniała oddzielna linia Chorzele – stacja PKP, potrzebujemy dodatkowych środków. Jeśli znajdziemy je w budżecie, spróbujemy choćby na pół roku uruchomić je testowo. Ale w tym momencie trudno jeszcze jednoznacznie wyrokować, czy to się uda. Wiemy tylko, że na taki transport nie otrzymamy środków zewnętrznych – przekazuje nasz rozmówca.
– Pozostaje jeszcze kwestia spróbowania wejścia w kooperację z przewoźnikiem prywatnym. Być może znajdzie się ktoś, kto za niedużą odpłatnością zechce świadczyć takie usługi. Jednak to wymaga rozmów z mieszkańcami prowadzącymi działalność w zakresie przewozów. Do końca roku porozmawiamy o tym z chętnymi – ale wynik jest na razie trudny do przewidzenia – wyjaśnia.
ren

A w Przasnyszu jak nie było tak nie ma do dziś.
I nie będzie !
W Przasnyszu niedługo nie będzie niczego. Jeszcze chwila i Chorzele nas wyprzedzą!!!
Czemu to zastępca zabiera głos w ważnej dla mieszkańców sprawie? Mieszkańcy chcą usłyszeć burmistrza wybranego w wyborach i tego, co myśli na ten temat.
Właśnie ? Co z burmistrzem ?
A to my mamy burmistrza?
On nic nie myśli wyręcza się zastępcą
Bo nie ma o niczym pojęcia tylko jak ktoś się idzie o coś go zapytać to odrwzu stoi sekretarka w drzwiach i mówi że go nie ma. Jak strażniczka normalnie
Powinno być mu wstyd że nic nie wie jak się pcha na tak wysokie stanowisko wypadałoby coś jednak wiedzieć
Proste, burmistrz nie ma własnego zdania dlatego się nie wypowiada 🙂
Od początku było wiadomo że obecny burmistrz jest tylko przykrywką żeby mógł rządzić Wiśnicki więc czemu się dziwicie że zawsze wypowiada się zastępca a nie burmistrz
Jeśli burmistrz nie podejmuje żadnych decyzji samodzielnie, to jak może decydować zastępca, którego nikt nie wybrał?
Ma jego upoważnienie i robi co chce
Ale oni nie robią nic konkretnego, tylko zajmują się spotkaniami, konferencjami, szkoleniami i gadaniem każdemu, że nie ma pieniędzy.
Bo niedługo gmina przemieni się w szkołę. Będą czytać książki robić konferencje i rozdawać chleb. A co do tych pieniędzy to jęczą że ich nie ma żeby pokazać jak to my wyszliśmy z długów których nie ma.
Ludzie gadają, że wice miał szkolić pracowników z pisania pism urzędowych.
Hahaha dobre:-)) dobrze że ocen im nie wystawia