Fot. nadesłane
Podczas gdy urzędnicy z Przasnysza i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska toną w papierkowej robocie, debatując, jak humanitarnie pozbyć się krukowatych z Parku Miejskiego, mieszkańcy biorą sprawy w swoje ręce.
Metody bywają różne: jedni do kraczących skrzydlatych strzelają z wiatrówek, inni stawiają na armatki hukowe, a kolejni montują na balkonach plastikowe makiety. Są jednak i tacy, którzy wybierają sposoby rodem z horroru.
Makabryczne znalezisko nad Węgierką
Na jednym z pól w Przasnyszu, tuż obok rzeki Węgierki, stanął wyjątkowo drastyczny „odstraszacz”.
Ktoś wbił w ziemię dwa paliki, rozciągnął między nimi sznur i… powiesił na nim martwego ptaka.
O całej sprawie zaalarmował nas czytelnik:
– Kiedyś wieszanie martwych ptaków, które niszczyły uprawy, było na porządku dziennym. Wydaje mi się jednak, że dziś to już nielegalne. A tu taki widok w samym Przasnyszu – relacjonuje zdegustowany.
Metoda skuteczna, ale nieetyczna?
Ta staroświecka metoda bazuje na wysokiej inteligencji i instynkcie krukowatych. Widząc martwego ptaka, zwierzęta natychmiast wyczuwają śmiertelne niebezpieczeństwo i omijają dany teren szerokim łukiem.
Choć dawniej na wsiach i w sadach takie działania nikogo nie dziwiły, dziś rzeczywistość jest zupełnie inna.
Taki proceder wydaje się być nieetyczny i głęboko niehumanitarny, a sprawcy mogą grozić nawet konsekwencje karne.
Zagrożenie na wyciągnięcie ręki
Poza brakiem empatii i niewykluczone, że łamaniem prawa, ważny jest tu jeszcze jeden aspekt: zagrożenie epidemiologiczne.
Gnijące na słońcu truchło to idealna pożywka dla much, szczurów i lisów. Co gorsza, takie zwłoki są bombą biologiczną – pełną pasożytów i chorób groźnych zarówno dla ludzi, jak i psów czy kotów spacerujących w pobliżu.

ren
