Krzysztof Marchewka od dekad ratuje obuwie przasnyszan. Dziś opowiada nam o swoim fachu i wymierającym zawodzie
Precyzja, cierpliwość, zdolności manualne, a może nawet odrobina artyzmu — to cechy, którymi musi odznaczać się dobry szewc. A tych w Polsce jest dziś jak na lekarstwo. Tym bardziej można mówić o szczęściu, że w Przasnyszu, kiedy but się popsuje, jest za ciasny albo zdarty — nie trzeba go od razu wyrzucać. Wciąż można oddać go w ręce pana Krzysztofa Marchewki, lokalnego rzemieślnika, który od ponad czterech dekad ratuje obuwie mieszkańców.
Buty same się nie naprawią
„Klnie jak szewc”, „po furmanie bicz zostanie, a po szewcu szydło”, czy wreszcie najbardziej znane: „szewc bez butów chodzi” — te powiedzenia od dawna funkcjonują w polszczyźnie, może dlatego, że szewców, podobnie jak innych rzemieślników, było kiedyś naprawdę sporo. Dziś natomiast lokalny punkt usługowy to skarb, a o dobrego fachowca coraz trudniej.
Choć zapotrzebowanie na naprawę porządnego obuwia wciąż istnieje, dane GUS mówią jasno — średnia wieku szewca w Polsce przekracza 70 lat. Kiedy ci rzemieślnicy przechodzą na emeryturę, często nie ma ich komu zastąpić. Zawód powoli znika.
Na szczęście w Przasnyszu jeszcze istnieje. Pan Krzysztof Marchewka, przeszedł na emeryturę, ale nie zamknął warsztatu i nie zostawił ludzi w potrzebie. Wszak buty same się nie naprawią.
Dołączył do ojca
Krzysztof Marchewka swoją przygodę z zawodem rozpoczął w latach 80.
– Dołączyłem do zakładu ojca. Szewcem zostałem w 1983 roku. W Przasnyszu było wtedy czterech szewców. Ja jestem do dziś i dalej pracuję – wspomina.
Pierwszy zakład również mieścił się przy ulicy św. Stanisława Kostki, ale po drugiej stronie.
– Dostaliśmy wypowiedzenie. Przeniesiono nas tutaj, gdzie jestem teraz. Zmieniali nam miejsce kilka razy – najpierw na dół, potem na górę, aż trafiliśmy tu. Teraz jest nowy właściciel budynku, podpisaliśmy umowę i wynajmuję od niego.
Co dziś robi szewc?
Jak się okazuje, zakres usług wcale nie jest mniejszy niż kiedyś.
– Przeważnie naprawia się buty: wszywa suwaki, dużo jest klejenia, fleków, robi się zelówki. To wszystko – wylicza nasz rozmówca. – Kiedyś oprócz tego szyliśmy nowe buty. Ale towar drożał, ciężko było go zdobyć, więc sobie odpuściliśmy. Za ciężko byłoby jeździć i szukać materiałów.
W zakładzie pracował kiedyś razem z innym fachowcem. – On był kamasznikiem, więcej szycia robił, a ja bardziej spodów i naprawek. Dziś pracuje sam. I jak podkreśla – nie narzeka, ale zmian nie da się nie zauważyć.
– ZUS, opłaty, wszystko rośnie. Rzemieślnicy może by i przetrwali, ale jak to wszystko udźwignąć? Ludzie nie chcą otwierać nowych zakładów. Ja jeszcze jako emeryt to jakoś się trzymam.
Do zakładu ludzie przychodzą głównie z butami do rozbicia, często zupełnie nowymi.
– Dużo jest fleków i klejenia, nie tylko skórzanych. Kiedyś była moda na metalowe fleki, ale teraz wszędzie płytki i ludzie ślizgali się po nich, jak po lodzie. To więc odeszło – dodaje.
Dziś, ludzie nie dbają o buty tak jak kiedyś. – Kiedyś się buty czyściło, pastowało. Ludziom się chciało. I buty takie wypastowane zadbane, nie przemakały i tak szybko się nie niszczyły. Skóry też były zresztą lepsze. Teraz nikomu się nie chce. Jak but źle wygląda, to się go wyrzuca i kupuje nowy.
Klienci nie tylko z Przasnysza
Do zakładu przy ulicy św. Stanisława Kostki zaglądają nie tylko mieszkańcy miasta. Obecny brak rzemieślników sprawia, że przyjeżdżają tu ludzie z okolicy – bliższej i dalszej. Nawet z Warszawy.
– A to ze względu, że tu jest po prostu taniej – wyjaśnia szewc. – Dzieci, co się wyprowadziły, odwiedzając rodziców, przywożą buty do naprawy. A częściej to zostawiają je rodzicom do przyniesienia. Wiadomo – rodzic zapłaci, a pieniędzy już nie weźmie – dodaje ze śmiechem.
A przyszłość? „Nie ma komu”
Na pytanie o to, czy ktoś mógłby przejąć po nim zakład, odpowiada bez owijania w bawełnę:
– Nie ma komu. Mam dwóch synów, ale nie są zainteresowani. Uczniów chętnych do nauki tego fachu też nie ma od dawna. W Przasnyszu nie ma już kowala, nie ma krawca, więc trzeba się pewnie pogodzić i z tym, że za chwilę nie będzie też i zegarmistrza, i szewca.
Szewstwo w genach
– U mnie dziadek był szewcem, ojciec był szewcem, więc ja przejąłem to naturalnie – mówi. Choć dodaje, że jego droga do własnego zakładu wcale nie była taka oczywista. – Najpierw pracowałem w ZWAR-ze, potem w lecznicy jako kierowca. Tam trzeba było naprawdę dużo jeździć, żeby coś zarobić. No i tak naturalnie przeszedłem do ojca. I już zostałem.
ren
Super. Oby jak najdłużej. Mój dziadek też był szewcem.
Oby ten zakład przetrwał jak najdłużej. Powodzenia Panie Krzysztofie.
Super Facet i super szewc Powodzenia panie Krzysztofie !!!
Dziękujemy Panie Krzysztofie za Pana pracę i za Pana zyczliwość. Lubimy przychodzić do Pana zakładu.
Dokładnie tak!
Pan Krzysiek jest świetnym fachowcem. Odnalazł się zarówno w zawodzie jak i w interesach. Powodzenia i długiego życia zawodowego.
Dzięki, że mamy Pana Krzysztofa. On zawsze życzliwy, porozmawia, doradzi,
znajdzie sposób na rozwiązanie problemu. Pozdrawiam.
Najlepszy fachowiec, nigdy się nie zawiodłam. Oby działał jeszcze bardzo długo.
Powiem tak, to jest gość, który powinien być wzięty pod specjalny parasol ochronny przez Urząd Miasta. Ten człowiek jest dobrem lokalnym i zasługuje z pewnością na wyróżnienie, o Przaśniku nie wspomnę. Wszystkiego dobrego Panie Krzysztofie.