Grupa ze środowisk polonijnych na Węgrzech spędza wakacjach w Przasnyszu

Grupa 12 osób (dzieci i młodzieży wraz z opiekunem –red.) związanych na co dzień ze Szkołą Polską na Węgrzech spędza wakacje w Przasnyszu. Poznają tu historię regionu, kulturę i oczywiście polską kuchnię.

 

Grupa nocuje w internacie Zespołu Szkół Powiatowych im. mjra H. Sucharskiego w Przasnyszu. Do Przasnysza przybyli na zaproszenie Starostwa Powiatowego. Młodzież poznaje miasto, zwiedza zabytki i miejsca kultury, wyjeżdża do okolicznych miast i miejscowości. Uczestnicy kolonii na co dzień są uczniami Polskiej Szkoły z siedzibą w Budapeszcie.

– To jedyna polska szkoła w Europie fundowana przez rząd Polski i rząd Węgier. Siedziba szkoły znajduje się w Budapeszcie w X dzielnicy (Kőbánya), przy ulicy Állomás 10, przy siedzibie Ogólnokrajowego Samorządu Polskiego, ale działa w tzw. systemie rozproszonym – mówi nam opiekun grupy i nauczycielka Lucyna Światłoń Szabados.

 

Co to oznacza? – Działamy nie tylko stacjonarnie, ale na trenie całych Węgier. Dojeżdżamy wszędzie tam gdzie jest potrzeba nauki po polsku. W budynku głównym odbywają się uroczystości takie jak rozpoczęcie czy zakończenie roku szkolnego i inne święta, na które przywozimy dzieci z różnych miejsc, dzięki czemu uczniowie mogą się integrować. W ciągu roku szkolnego uczniowie uczą się w węgierskich szkołach, a raz w tygodniu mają zajęcia w szkole polskiej. Edukacja w naszej szkole dotyczy języka polskiego i szeroko pojętej nauki o Polsce. Na sobotnie lekcje uczęszczają dzieci rodziców pochodzenia polskiego, a czasem i wnuki kolejnych pokoleń Polaków. I oczywiście w wakacje wyjeżdżamy do Polski i na tych wyjazdach dzieci o Polsce uczą się najwięcej – wyjaśnia.

Kształcenie w szkole obejmuje dwa poziomy: szkołę podstawową i szkołę średnią. Jak dodaje nasza rozmówczyni większość rodziców, którzy z pochodzenia są Polakami, dba o to by ich dzieci poznawały Polskę.

– W Budapeszcie środowisko polonijne jest najliczniejsze, ale w różnych innych, czasem mniejszych miejscowościach też można Polaków spotkać. Rodzice chętnie zapisują dzieci do polskich szkół. Sam Przasnysz, jak przyznaje nasza rozmówczyni bardzo im się podoba. – Zwykle jeździliśmy do Pułtuska, a teraz dostaliśmy zaproszenie do Przasnysza. To cudowne miejsce – mówi.

 – Warunki do spania mamy bardzo dobre, a jeśli chodzi o jedzenie, to nas rozpieszczają tu jak tylko mogą. Panie kucharki dogadzają nam i raczą polskimi daniami. Mieliśmy takie pyszności jak pierogi z jagodami, które ja osobiście mogłabym jeść cały czas, zupę ogórkową, pomidorową, wiele innych. Niektóre dzieci znają te smaki, bo mamy wciąż im takie dania gotują. Ale tyczy się to zwykle rodzin, które na Węgrzech nie są aż tak długo. Zwykle bowiem po wielu latach pobytu przechodzą na kuchnię węgierską – wyjaśnia nauczycielka.

Grupie do gustu przypadły też wycieczki po regionie.

– Oprowadzano nas wszędzie, zwiedzaliśmy zabytki sztuki sakralnej, ratusz, bibliotekę. Byliśmy w Opinogórze, Krasnem, w Szczukach gdzie przez jakiś czas przebywała Maria Skłodowska-Curie, w Szulmierzu, który gościł Stefana Żeromskiego. Nauczyciel historyk z Zespołu Szkół pokazuje nam niesamowite rzeczy, historię, do której nigdy byśmy sami nie dotarli. Oprowadza nas szklakiem I wojny światowej, pokazuje cmentarze wojenne, przeprowadza przez pola, trawy, wszędzie gdzie tę historię można poczuć. Dzieci do tej pory przyzwyczajone były do zwiedzania muzeów, a tu przyroda, natura, coś pięknego. Dzieciom się podoba, mówią czasem, że to jest Polska właśnie. Gdyby tylko jeszcze te drzewa mogły mówić… – stwierdza pani Lucyna, która sama jest z pochodzenia Polką. Na Węgrzech mieszka od 40 lat.

– Z przyjemnością jeszcze tu kiedyś wrócimy – podsumowuje.

 

 

ren

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments