Ewa Nizielska – dziewczyna z akordeonem

Ewa Nizielska, z pochodzenia jednorożanka, jest studentką piątego roku Akademii Muzycznej w Gdańsku. Pokazuje, że akordeon, choć niedoceniany, jest instrumentem o ogromnych możliwościach. Laureatka wielu konkursów w wakacje wystąpiła z międzynarodową Slot Art Orchestrą. Dziś nasza rozmowa rozpoczyna się właśnie od przybliżenia tego niezwykłego projektu.

 

Slot Art Orchestra to projekt międzynarodowy. Nie jest jednak typową orkiestrą symfoniczną…

Faktycznie skład, repertuar oraz wykonawstwo orkiestry są bardzo elastyczne i często odbiegają od przyjętych standardów. Po pierwsze trzeba jednak wyjaśnić, że Slot Art Orchestra została stworzona na potrzeby festiwalu, który odbywa się w Lubiążu. Orkiestra składa się z muzyków z Polski, USA, Francji, Ukrainy, Finlandii, Wielkiej Brytanii. Są w niej zarówno profesjonalni muzycy, jak i samoucy, dla których gra na instrumencie jest pasją. Orkiestra to również osoby w różnym wieku, najmłodszy uczestnik tegorocznego projektu miał 12 lat, a najstarszy 57. Łącznie około 120 osób.

 

Jak doszło do tego, że zostałaś członkiem tej orkiestry?

Ja dostałam się przez znajomego ze studiów. Kiedyś powiedział, że orkiestra potrzebuje akordeonisty, więc się zgłosiłam. Slot Art Orchestra miała okazję zaprezentować dwa projekty na tegorocznym Festiwalu, w obu wzięłam udział. Pierwszym koncertem na głównej scenie była Symfonia Grozy ,,Nosferatu” do filmu niemego. Muzyka autorstwa Philipa Shorey’a, który dyrygował orkiestrą. W tym roku przypada 100. rocznica powstania filmu, wiec był to idealny moment na stworzenie takiego koncertu. Muzycy byli ubrani w czarno-czerwone stroje oraz mieli zrobioną charakteryzację, która idealnie odwzorowywała klimat koncertu. Drugim projektem zwieńczającym Festiwal był poemat muzyczny „Together”, opowiadający historię miłosna Marii von Wedemeyer oraz Ditricha Bonhoeffera podczas II Wojny Światowej. Bardzo emocjonalna, poruszająca kompozycja Samiego Kosoli, która wzruszyła dużą część widowni.

 

Granie orkiestrowe na pewno różni się od solowego. Jest trudniej?

Partie orkiestrowe są komponowane w zupełnie inny sposób niż utwory solowe. Orkiestra tworzy całość, czasem różne warstwy są uwydatniane przez różne sekcje. Każdy dokłada „cegiełkę”, a dyrygent pilnuje całości. Może dla niektórych jest to bardziej komfortowa sytuacja. Muzyk solowy sam dla siebie jest dyrygentem. Na pewno granie orkiestrowe ma to do siebie, że jeżeli jest kilka instrumentów danej grupy np. pięć klarnetów, to jeśli jeden klarnet czegoś nie dogra, to dla publiczności na dobrą sprawę będzie to niesłyszalne. Więc w takiej grupie osób jak wydarzy się błąd, nie będzie tak „widoczny”, jak w przypadku występu solowego.

 

A atmosfera takiej orkiestry?

Występ w orkiestrze robi naprawdę duże wrażenie. Wielka publiczność, coś niesamowitego. Ponieważ oba projekty były skupione wokół muzyki filmowej, to byłam przekonana, że koncert przyciągnie mniejszą publiczność, niż mają gwiazdy tzw. mainstreamowe. Ale przez to, że byliśmy na głównej scenie, pierwszego dnia o 22.00, więc jako taka wisienka na torcie, to przyszło naprawdę dużo ludzi. Na scenie dużo się działo, było naprawdę ciekawie. Sam festiwal odbywa się na terenie klasztoru. Sceny nie są w dużej odległości od siebie, niektóre są na zewnątrz, inne w budynkach czy nawet w podziemiach, a to sprawia, że uczestnicy mogą się bardzo łatwo przemieszczać i uczestniczyć w większości wydarzeń.

 

Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z akordeonem?

Pochodzę z muzycznej rodziny, a moja przygoda z instrumentami rozpoczęła się w Przasnyszu w Miejskim Domu Kultury, gdzie uczyłam się grać na keyboardzie. Na jeden z egzaminów semestralnych przyjechał mój późniejszy nauczyciel akordeonu, który jak się po pewnym czasie okazało, już od dwóch lat próbował mnie zwerbować do szkoły muzycznej, właśnie na akordeon.

 

Nie dawałaś się?

Dojeżdżanie codziennie do szkoły muzycznej było problematyczne. Z rodziną mieszkałam w Jednorożcu, a najbliższa szkoła była w Ciechanowie, czyli w odległości prawie 50 km. Na szczęście później udało się to zorganizować w ten sposób, że jeździłam maksymalnie raz do dwóch dni w tygodniu. To był ogromny plus i za tę możliwość jestem ogromnie wdzięczna. Codzienne dojazdy nie wchodziłyby w grę. Szkołę muzyczną zaczęłam dość późno, bo dopiero w wieku 11 lat. 2. stopień skończyłam będąc już na Akademii Muzycznej w Gdańsku.

 

Wróćmy jeszcze do samego instrumentu. Uczyłaś się gry na keyboardzie, jaka była zatem Twoja pierwsza reakcja, kiedy usłyszałaś: akordeon?

Szczerze powiem, że nie byłam do końca zadowolona. Akordeon nie kojarzył mi się zbyt atrakcyjnie, raczej jako instrument muzyki biesiadnej. Innej muzyki słuchałam, z inną się utożsamiałam, z muzyką klasyczną wtedy nie miałam za dużo wspólnego, więc tak naprawdę nie wiedziałam na co się piszę idąc do szkoły muzycznej. Sam akordeon był z kolei, instrumentem mi znanym. Moja mama prowadzi zespół Młode Kurpie, do którego należałam i gdzie ten instrument jest. Ja ten zespół uwielbiałam, ale do akordeonu już taką miłością nie pałałam.

 

Skoro tak, to mogę się domyślać, że potem też miałaś wzloty i upadki…

Dokładnie tak, czasem miałam dni, kiedy mogłam grać bez końca, a potem przychodziło zniechęcenie. Że jak to… dziewczyna z akordeonem… no nie. Tym bardziej, że zaczynałam od grania na akordeonie klawiszowym, tym najbardziej popularnym, czerwonym, pięknym weltmeistrze. Dopiero w 3 czy 4 klasie szkoły I stopnia przestawiłam się na akordeon guzikowy i to już było zupełnie co innego. Wyglądało wizualnie inaczej, inaczej byłam odbierana i sama wewnętrznie z tym instrumentem czułam się lepiej. To był poza tym instrument koncertowy, więc i wygląd, i barwa dźwięku, i mechanika to była ogromna różnica. Uważam, że każde dziecko, które uczy się grać na jakimkolwiek instrumencie, powinno od razu mieć możliwość nauki na dobrym instrumencie. To naprawdę robi różnicę.

Mogę powiedzieć, że do szkoły muzycznej szłam za namową rodziców. Ale na studia muzyczne, na akademię poszłam już w 100 procentach z własnej woli i chęci. Zresztą z dziećmi tak już jest, że jak mają do wyboru ganiać po podwórku, a siedzieć i ćwiczyć granie, to zawsze pierwsza opcja wyda im się atrakcyjniejsza. Osobiście dziś jestem fanką uczenia się muzyki, ale nie koniecznie pod kątem zawodu, bo ten nie jest łatwy, ale dla samego muzykowania. Te umiejętności dają naprawdę ogromne możliwości rozwoju.

 

Zdradzisz nam najbliższe swoje plany na przyszłość?

Rozpoczynam piąty rok akademii i plany na pewno mam muzyczne, trochę też pedagogiczne. Aktualnie rozwijam orkiestrę akordeonową w Gdańsku, w październiku mamy koncert w filharmonii, jeżdżę też sporo na audycje dla dzieci. Na nudzę się póki co. Myślę, że w dalszej przyszłości chciałabym otworzyć coś swojego.

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

 

ren

Sprawdź również
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anna
Anna
17 dni temu

Super pasja. Powodzenia życzę.