Dziś 79. rocznica egzekucji przywódców przasnyskiego obwodu ZWZ-AK

17 grudnia 1942 roku na przasnyskim rynku z rąk hitlerowców stracono pięcioro przywódców przasnyskiego obwodu ZWZ-AK: Marię Kaczyńską ps. „Maria”, Zenona Kiembrowskiego ps. „Konrad”, Edmunda Zdanowskiego ps. „Max”, Władysława Otłowskiego ps. „Woyna” i Mariana Arcta ps. „Luty”. Wraz z innymi Żołnierzami Polski Podziemnej zostali aresztowani w wyniku zdrady i zabici przez Niemców w odwecie za budzącą się na naszym terenie działalność konspiracyjną.

 

W sąsiedztwie rynku stanęły szubienice: „Jeszcze nigdy nie miałam takich pięknych korali”.

Z relacji świadków wynika, że przed egzekucją mieszkańcy Przasnysza zostali spędzeni na rynek. Zagnano tam wszystkich – bez względu na płeć i wiek — starców, kobiety i dzieci.  Okupanci zmusili do udziału w egzekucji również sołtysów z okolicznych wsi, którzy mieli wytrącić stołki spod nóg skazanych na śmierć przez powieszenie. Ci jednak, aby do tego nie dopuścić, sami zeskoczyli, krzycząc wcześniej: „Niech żyje Polska!”. Jedyna kobieta wśród straconych członków ZWZ-AK – Maria Kaczyńska przed śmiercią, mając na szyi sznur szubienicy, wyznała: „Jeszcze nigdy nie miałam takich pięknych korali”.

 

Jadwiga Otłowska, trzymając na rękach swojego synka, żegnała wtedy swojego męża. Po 50 latach tak wspominała to wydarzenie: – W czwartek 17 grudnia 1942 roku przeżywałam egzekucję pięciu naszych przasnyskich żołnierzy Związku Walki Zbrojnej, w tłumie ich kolegów walki, rodzin i bliskich im przasnyszan, z 3-miesięcznym synem na rękach, którego po raz pierwszy mógł zobaczyć Ojciec w cieniu szubienicy. Ich pragnieniem było, żeby: „Jeśli to się stanie, by stało się w Przasnyszu”. Oni wszyscy kochali te mury, tych ludzi i tu chcieli umrzeć. Głęboką ciszą, a w ostatniej chwili ich śmierci na klęczkach, żegnał Przasnysz swoich Braci – Tych, którzy w jego imieniu walczyli o wolność Polski. Z wysoko podniesionymi głowami, z godnością żołnierską, ocaloną mimo przeżyć więziennych i cierpień, bliscy nam wszystkim, bo: „Żaden wróg nie potrafi nigdy zadeptać duszy”, stojąc pod szubienicą, żegnali się z Przasnyszem. Pierwsze słowa mojego męża to: „My już szczęśliwi, bo wolni”, a potem: „Wychowaj syna na dobrego Polaka”. Ostatni okrzyk ich wszystkich w momencie śmierci to: „Niech żyje Polska”. – Tak w 1992 roku Jadwiga Otłowska wspominała te tragiczne chwile.

Z ekspertyz historycznych przeprowadzonych przez urząd miasta wynika, że Żołnierzy przywieziono około godziny 11:00. Samochód zatrzymał się na terenie działek przy ul. 3 Maja. Naprzeciw szubienicy stali sołtysi (zmuszeni do udziału w egzekucji). Skazani weszli na stołki stojące pod szubienicą. Przy każdym stał wyznaczony sołtys, wyznaczony przez gestapowców. Szubienice zlokalizowane były równolegle (frontem) w kierunku Rynku. Niemcy odczytywali wyrok, po czym na oczach mieszkańców dokonano egzekucji.

– W Ciechanowie została powieszona przasnyszanka Zenobia Jelińska „Teresa”, w Mławie Eugeniusz Jastrzębski „Sęp” z Dobrzankowa, w Pułtusku Henryk Smoleński „Zaręba” i Stefan Krzykowski „Chmura” z Jednorożca – informuje Muzeum Historyczne w Przasnyszu.

 

Sprawdź również
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments