Cztery przetargi na czyszczenie zalewu w Przasnyszu skończyły się niczym. Co dalej?

Wkrótce miasto ogłosi piąte z kolei zapytanie ofertowe, dotyczące bieżącej konserwacji zbiornika wodnego na Węgierce. Wcześniejsze przetargi skończyły się niczym, a zalew – zgodnie z kultywowaną od kilkudziesięciu lat tradycją – szpeci i straszy. Czy urząd ma pomysł na rozwiązanie problemu?

 

Rzeka Węgierka jest obecnie w zarządzie Państwowego Gospodarstwa Wodnego „Wody Polskie”, które w ubiegłym roku przeprowadziło za ponad 120 tys. zł tzw. hakowanie dna, co miało ograniczyć rozrost roślinności, ale zielsko życzeń urzędników nie posłuchało i już w maju br. zaczęło plenić się w najlepsze.

Aby zaradzić problemowi, miasto uzyskało pozwolenie wodnoprawne, z którego wynika konieczność przycinania roślin rzecznych w obrębie zbiornika. Prace te, choć przynoszą krótkotrwały efekt, trzeba powtarzać każdego roku. W ubiegłym roku za wykonanie usługi miasto zapłaciło ponad 42 tys. zł.

 

W 2022 r. miejskie przetargi skończyły się niczym

Obowiązek dbania o dobry stan zalewu ciąży także na Wodach Polskich, te jednak dokonują jego czyszczenia w okresie jesiennym, kiedy roślinność naturalnie obumiera.

– Z przyczyn wizerunkowych, ale i praktycznych Miastu także zależy na poprawieniu estetyki tego miejsca. Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska przeprowadził cztery postępowania ofertowe na usuwanie i uprzątnięcie roślinności – wyjaśnia wiceburmistrz Łukasz Machałowski. – Pierwsza firma, która się zgłosiła, ostatecznie nie podpisała z Miastem umowy. W kolejnych zapytaniach ofertowych stawki za usługę o kilkanaście tysięcy złotych przekraczały kwotę zabezpieczoną w budżecie, a także granicę zdroworozsądkową — dodał.

Jak wyjaśnił włodarz, ceny za tego typu usługi znacznie wzrosły, a firmy świadczące je nie mają interesu ekonomicznego, aby w Przasnyszu wykonać usługę po cenach rynkowych, ponieważ mają w bród znacznie większych i bardziej lukratywnych zamówień od innych samorządów.

– Zwróciliśmy się w tej sprawie do Wód Polskich, ale usłyszeliśmy, że problem z wykonawcami jest im znany. Miasto stoi na stanowisku, że wydatkowanie dużych środków „za wszelką cenę” na nierynkowych i monopolistycznych zasadach jest nie do przyjęcia – tłumaczy wiceburmistrz.

 

Problem niemożliwy do rozwiązania?

Mając na uwadze niedające się usunąć przeszkody, miasto próbowało dokonać czyszczenia zalewu manualną metodą gospodarczą, która nie tylko nie przynosi widocznych efektów, ale nie spełnia wymogów. W tej sytuacji władze Przasnysza rozważały zakup kosiarki, dzięki której można byłoby dbać o zalew we własnym zakresie, jednak jej koszt znacznie przewyższa aktualnie możliwości finansowe budżetu.

– Wstępnie weryfikowaliśmy koszty zakupu takich urządzeń, jednak konieczne byłoby pozyskanie dofinansowania z zewnątrz. Firmy wykonują takie urządzenia na zamówienie i przeważnie według specyfikacji. Czas oczekiwania trwa nawet 12 miesięcy. Problem wymaga więc głębszej analizy i starań o pozyskanie zewnętrznych środków na ten cel. Są to jednak jedynie koncepcje, a decyzja w tej sprawie nie zapadła. Jak na razie uważamy temat za przedwczesny – wyjaśnia wiceburmistrz.

Choć wakacje są już na finiszu i wielkimi krokami zbliża się jesień, miasto nie daje za wygraną i zapewnia, że będzie ponawiać zapytania ofertowe, licząc na oczyszczenie rzeki jeszcze w 2022 r. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze czterokrotne porażki, widoków na pozytywne rozwiązanie problemu raczej nie należy się spodziewać.

Kolejna zła wiadomość jest taka, że prezes Wód Polskich Przemysław Daca, który odwiedził Przasnysz i w rozmowie z burmistrzem Chrostowskim obiecał pogłębienie zalewu, został właśnie odwołany ze stanowiska za opieszałość w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze, co zapewne na kolejne lata pogrzebie marzenia o czystym zalewie.

 

M.Jabłońska

Sprawdź również
guest
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Ojciec R.
Ojciec R.
1 miesiąc temu

Więc w P-szu status quo od lat w sprawie jakiejkolwiek wody. Żenua. A potem dziwne że młodzi wyjeżdzają z miasta.

jana
jana
1 miesiąc temu
Reply to  Ojciec R.

No tak ,” młodzi wyjeżdżają z miasta przez brudną wodę 🙂 ot logika ojców 🙂 Może by tak młodzi wzięli worki i rękawiczki i posprzątali brzegi rzeki tak wzorem innych gmin i nawet Warszawy.

Jan
Jan
1 miesiąc temu

Wody… Czy ktokolwiek ma tu pojęcie o tym? Z jakiej racji koszą roślinność poniżej tamy? Już było dużo artykułów na temat odry! Wystarczy przeczytać! Katastrofę spowodowała mała ilość wody brak roślinności oraz budowanie kolejnych zapór. Przyroda sama się ratuje! Ta roślinność na zbiorniku ratuje ryby przed przyduchą! Chcecie zniszczyć życie w rzecze do były zniszczone 40 lat temu?! Nie wolno nic kosić! Pogłębiać tylko zbiornik tylko partiami wczesna wiosna i jesienią kiedy jest dużo wody! Wszelką regulacją rzek zniszczyła rzeki w Polsce w 90 % w latach 60-70. Kto jest starszy i ma pojęcie to wie dobrze co się stało.… Czytaj więcej »

Amator
Amator
1 miesiąc temu
Reply to  Jan

A nielegalnie wylewane ścieki z setek zakładów nie miały żadnego znaczenia :D. Zwłaszcza te z kopalni.

Janusz
Janusz
1 miesiąc temu
Reply to  Amator

No oczywiście że pewnie miały . Tak samo i u nas mają znaczenie ścieki wylewane które zalegają w postaci mułu. Gdy zrobi się duż temperatura brak jest roślinności pochłaniającej zanieczyszczenia zakwitną jakieś algi i mieszają wtedy te zanieczyszczenia. Inaczej mówiąc jak się woda zagotuje to już każde życie zamiera

Janusz
Janusz
1 miesiąc temu
Reply to  Amator

Roślinność część zanieczyszczeń absorbuje i zapobiega powstawanie dużej temperatury . Inaczej filtruje wodę. Czasem było widać na naszej rzece jak zanieczyszczenia odrywały się z dna i kawałkami pływały na wierzchu. To jest małe piwo . Najgorsze jest jeśli coś spowoduje np pod wpływem temperatury rozpuszczenie tych zanieczyszczeń.

Mirosław
Mirosław
1 miesiąc temu

Taka prawda. Tylko pogłębienie zbiornika, etapowo, pozwoli na pozbycie się tak zarastającego lustra wody. Więcej drzew zacieni wodę co zmniejszy kwitnienie wodnej roślinności.