Co słychać w pasiece miejskiej? Sprawdziliśmy [FOTO]

Pierwsze ule w miejskiej pasiece pojawiły się latem ubiegłego roku. Opiekę nad nimi sprawuje doświadczona pszczelarka i prawdziwa pasjonatka pszczelarstwa Agnieszka Kołakowska.

 

– Po dość srogiej jak na ostatnie lata zimie sytuacja w pasiece wyglądała nadzwyczaj optymistycznie. Wszystkie rodziny przeżyły i były w dobrej kondycji. Niestety zamiast witać wiosnę mieliśmy długotrwałe chłody z przymrozkami i opadami przeplatane pojedynczymi ciepłymi dniami. Tak niestabilna pogoda zakłóca rozwój nie tylko pszczołom, ale też roślinom. Niektóre matki zwolniły wiosenny rozwój rodzin, niektóre przestały czerwić w ogóle i rodziny trzeba było połączyć. Pszczoły długo nie mogły wyjść z uli, bo przy temperaturze ok. 10 stopni drętwieją i giną. Wszystko się opóźnia przynajmniej o 2 tygodnie. Nawet jeśli jakieś rośliny kwitną to nie nektarują. Do tego potrzeba około 15 stopni stabilnej temperatury. Jedyne na co mogą liczyć pszczoły przy w miarę korzystnej aurze to pyłek, którego teraz bardzo potrzebują i znoszą dużo. Do tego potrzebne im duże ilości wody, dlatego oprócz dostępu do poidła zewnętrznego nadal mają podawaną ją bezpośrednio do uli – informuje Agnieszka Kołakowska i od razu odpowiada na pytania ciekawskich o to czy miód już się robi.

 

– Niestety jeszcze nie. Trzeba pamiętać, że przeciętna rodzina pszczela zużywa w ciągu roku na własne potrzeby około 100 kg miodu, więc najpierw jest on dla nich, a my możemy pobrać nadwyżkę. W tym sezonie będzie jej mało, o ile w ogóle. W zależności od dalszej pogody. Prognozy mówią o ociepleniu pod koniec tygodnia, a to oznacza, że nagle wszystkie rośliny, które wstrzymywały się z rozwojem zakwitną jednocześnie zamiast po kolei. Rodzinki pszczele jeszcze nie są w takiej sile, żeby zebrać dużo nektaru, a niektóre rośliny kwitną i nektarują dość krótko. Po ich przekwitnięciu może pojawić się dziura pożytkowa aż do zakwitnięcia następnych, co znów wytrąca pszczoły z ich normalnego cyklu życiowego – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Choć na to co leży w rękach natury specjalnego wpływu nie mamy, nie oznacza, że nie możemy pszczołom w żadne sposób pomóc.

– Możemy pszczołom ułatwić egzystencję sadząc rośliny miododajne w prywatnych ogródkach i w przestrzeni publicznej, a po zakwitnięciu mniszka popularnie zwanego mleczem, wstrzymać się z koszeniem trawników aż do ich przekwitnięcia. Natomiast na pasieczysku przy ulach aż się prosi o łąkę kwietną – mówi i przypomina o przepisowym stosowaniu środków ochrony roślin.

– Pamiętajmy, że one są śmiertelnym zagrożeniem dla pszczół. Możemy je stosować, ale o zachodzie słońca i przy bezwietrznej pogodzie. Nie dokładajmy pszczołom w i tak trudnym sezonie jeszcze więcej kłopotów – apeluje.

 

 

ren


 

guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
nochal
nochal
1 miesiąc temu

Ciekaw jestem jak ekonomicznie miasto na tym wychodzi. Gdybyśmy wyszli na tym choćby na 0 sprzedając miód było by ok, ale obawiam się że to po prostu zapchaj-etat dla znajomej burmistrza