Akcja dzieci z Przasnysza nie spodobała się znanemu publicyście. „Zrobili z uczniów śmieciarzy”- grzmi

Proekologiczna inicjatywa uczniów, mająca na celu próbę pobicia rekordu, a także zarobienie pieniędzy na organizację szkolnego Dnia Dziecka, stała się zarzewiem debaty publicznej. Akcja Szkoły Podstawowej nr 3 z Przasnysza, polegająca na masowej zbiórce plastikowych butelek, przebiła się do ogólnopolskich mediów, budząc skrajne emocje, od podziwu dla zaangażowania dzieci, po ostrą krytykę formy edukacji ekologicznej.

System w ogniu krytyki

System kaucyjny w Polsce od samego początku budzi kontrowersje i zmaga się z negatywnym PR-em.

Polaków zniechęcają niedoskonałości techniczne automatów oraz prognozowane koszty systemu, które w ciągu dekady mogą sięgnąć dziesiątek miliardów złotych, kosztów, które ostatecznie poniesie konsument.

Tymczasem w Polsce organizowane są rozmaite zbiórki surowców wtórnych. Wiele osób i placówek w całym kraju licytuje się na „rekordy” zebranych opakowań.

Jednak to właśnie Szkoła Podstawowa nr 3 z Przasnysza przyciągnęła szczególną uwagę mediów.

Akcja przebiła się do ogólnopolskich mediów

Po tym, jak informacja o próbie bicia rekordu Guinnessa w zbieraniu plastikowych butelek pojawiła się w popularnym programie „Teleexpress”, akcja stała się tematem obszernego artykułu znanego dziennikarza i publicysty, słynącego z mocnych tez – Łukasza Warzechy.

W tekście zatytułowanym „Jak szkoła z Przasnysza zrobiła z uczniów śmieciarzy”, publicysta nie zostawił na akcji suchej nitki.

To odzyskanie kary

Autor uznał, że angażowanie dzieci w masowe gromadzenie i sortowanie odpadów (w tym przypadku plastikowych butelek) nie jest funkcją szkoły, a „wyręczaniem państwa, któremu i tak płacimy krocie za wywóz odpadów, w wykonywaniu tej pracy nie ma natomiast nic wspólnego z przedsiębiorczością”.

„Nie ma tu mowy o jakimkolwiek zarobku. Kaucja nie jest zarobkiem. Oddający butelkę nie wytwarza żadnego dobra ani nie oferuje żadnej potrzebnej usługi. To jedynie odzyskanie kary, która została pobrana z góry od kupującego napój przez państwo” – pisze.

Pieniądze na organizację szkolnego wydarzenia

„Co więcej, młodych ludzi przyzwyczaja się w ten sposób do wykonywania pracy, która w ogóle nie powinna być ich zadaniem i która do nich nie należy. To tak bardzo peerelowskie w swojej istocie, że zdziwić się można jakie koło zatoczyła rzeczywistość. Pamiętają państwo, jak u Barei w genialnym serialu „Alternatywy 4” gospodarz domu Stanisław Anioł zagonił mieszkańców do kopania trawnika (skończyło się na tym, że kopał jeden lokator, Murzyn Abraham Lincoln)? To dokładnie ten sposób działania” – komentuje Łukasz Warzecha.

W tekście stawia kontrowersyjne pytania czy szkoła wyciągnie konsekwencję wobec dzieci, których rodzice sprzeciwią się akcji.

Takie podejście nie ma jednak nic wspólnego z prawdą. Szkolna akcja nie jest przymusowa, a za jej organizacją nie stoi odgórne rozporządzenie szkoły, a oddolne działanie samorządu uczniowskiego.

Co więcej środki odzyskane z kaucji posłużą samym zainteresowanym, czyli dzieciom i młodzieży, którzy chcą wykorzystać je na wspomnianą już organizację Dnia Dziecka.

Wyciągnięcie 4 zł z kieszeni?

Choć autor grzmi również o „wyciąganiu pieniędzy z kieszeni rodziców”, my jesteśmy raczej za studzeniem emocji. Przy propozycji ośmiu butelek na ucznia, potencjalny koszt uczestnictwa w akcji to zaledwie 4 złote.

Nazywanie tego „stratą” wydaje się więc dużym nadużyciem, zwłaszcza gdy zestawimy tę sumę z radością dzieci i integracyjnym charakterem wydarzeń, które dla szkolnej społeczności są bezcennym doświadczeniem.

 

 

Ekologiczna akcja uczniów z Przasnysza nie spodobała się znanemu publicyście. „Wyręczanie państwa rodem z PRL-u”- grzmi

 

ren

guest
36 komentarzy