Żywy karp znika ze znanych sieci sklepów. Nie kupimy go m.in. w przasnyskim Lidlu i Biedronce.

Nastał grudzień – czas przedświątecznych przygotowań, poszukiwania prezentów i porządków. Bożonarodzeniowych tradycji jest wiele. Wśród nich: choinka, sianko pod obrusem, wolne miejsce przy wigilijnym stole, spotkania z rodziną. Wielu z nas nie wyobraża sobie wieczerzy bez karpia, który również wszedł do kanonu zimowych świąt. 

Kiedy zastanawiamy się nad obecnością na świątecznych stołach potraw z tej ryby wydawać się może, że tradycja ta ma w Polsce setki lat. Owszem, karp znany jest w naszym kraju od dawna, jednak jego masowe pojawienie się wśród wilijnych potraw wywodzi się z czasów PRL, a konkretniej lat 50. ubiegłego wieku. Wobec nieustannych niedoborów towarów, ówczesne władze uznały, że ta tania i łatwa w hodowli ryba będzie doskonałym remedium na braki w świątecznym zaopatrzeniu. Ówczesny, komunistyczny minister przemysłu Hilary Minc wprowadził tę rybę do wigilijnego jadłospisu projektem „karp na każdym wigilijnym polskim stole”. Caprinus carpio zadomowił się na nim znakomicie. Problem polega na tym, że często do naszych domów trafiał żywy.

Zbliżające się święta nie dla wszystkich są czasem dobra i miłości. Z tradycją często wiążą się męki tych zwierząt. Żeby zachować ich świeżość przez dziesięciolecia starano się dostarczać do sklepów żywe karpie. Zanim stanęły na naszym stole miały za sobą często setki kilometrów podróży, którą odbywały stłoczone, poranione i walczące o każdy oddech. Potem jeszcze transport do domu w foliowym worku. Czasem bywa, że zanim od męki wybawi je domorosły anioł śmierci – ku uciesze najmłodszych – muszą jeszcze swoje odpływać w wannie. Są to zwierzęta wyjątkowo odporne, dlatego często mijały długie godziny zanim wyzionęły ducha.

Każdego roku, powtarzają się sytuacje, w których dochodzi do niehumanitarnego traktowania tych ryb. Tymczasem ustawa o ochronie zwierząt chroni karpie tak, jak wszystkie inne zwierzęta kręgowe. Zakaz znęcania nad zwierzętami obowiązuje wszystkich – kupujących, sprzedawców i kierowników sklepów. Dziś są samochody chłodnie, dlatego transportowanie żywych karpi nie jest konieczne, aby ryba dojechała do nas świeża.

 Kampanie edukacyjne, prowadzone przez  organizacje działające na rzecz zwierząt, powodują, że z roku na rok przybywa liczba Polaków, którzy kupują gotowe elementy z karpia, co ogranicza zbędne cierpienia. W tym roku, na skutek nacisków, kilka dużych sieci zrezygnowało ze sprzedaży żywych ryb na rzecz tacek.

Żywego karpia nie kupimy w Lidlu, Biedronce i Auchan. Sprzedaż żywych ryb nie jest zakazana, musi się jednak odbywać w sposób humanitarny. Żywe karpie mają być dostępne m.in. w sieci Kaufland, w małych sklepach oraz bezpośrednio u hodowców. O decyzji sklepów odnoście sprzedaży żywego karpia poinformował w mediach społecznościowych były wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

– Sklepy sieci handlowych Leclerc, Auchan, Biedronka czy Lidl nie będą sprzedawać przed świętami Bożego Narodzenia żywych karpi – napisał na Twitterze.

Z takiego obrotu spraw zadowoleni są obrońcy zwierząt. Najnowsze badania dobitnie świadczą o tym, że ryby bardzo intensywnie odczuwają ból. Karpie, w momencie zadawania im bólu nie wydają głosu, ale czują i cierpią tak samo. Niestety w poprzednich latach bywało, że małe przasnyskie sklepy oferowały żywe karpie wprost ze skrzynek, gdzie przebywały zupełnie pozbawione wody. W ten sposób nie wolno ich przechowywać!

Jeśli widzisz, że sprzedawane karpie cierpią: są stłoczone, nie mogą się ruszać, przechowywane są bez wody lub mają jej zdecydowanie za mało, są pakowane do toreb foliowych, łapane rękoma w okolicach skrzeli, poranione albo w inny sposób cierpią – to wskazówka, że zachodzi podejrzenie popełnienia przestępstwa znęcania nad zwierzętami. W takich sytuacjach reagujmy, wystrzegajmy się także kupowania żywych ryb. Kupujmy tusze lub płaty karpi, które zostały uśmiercone w humanitarny sposób, bezpośrednio po odłowieniu.

 Przestroga powinna trafić do serc tych, dla których święta to tylko piękna, polska tradycja, jak i do tych, dla których Boże Narodzenie to przeżycie duchowe i religijne. Katolicy powinni pamiętać o tym, że zgodnie z wytycznymi Penitencjarii Apostolskiej od kwietnia ubiegłego roku dręczenie zwierząt stało się oficjalnie grzechem ciężkim.

Niech ten radosny czas raz na zawsze przestanie się kojarzyć z okrucieństwem i niepotrzebnym cierpieniem.

Małgorzata Jabłońska


Może ci się spodobać również
Komentarze
Loading...