Zbigniew Ostrowski: „Od 50 lat moją pasją jest podnoszenie ciężarów”

Jest w naszym powiecie człowiek, który o podnoszeniu ciężarów wie wszystko. Dwukrotnie jako zawodnik zdobywał tytuł wicemistrza Polski, a obecnie jest Wiceprzewodniczącym Państwowej Komisji Sędziowskiej Podnoszenia Ciężarów. Sędziuje dziesiątki zawodów w ciągu roku, a jego marzeniem jest znalezienie się w trójce sędziowskiej podczas Igrzysk Olimpijskich. Do celu zostało naprawdę niewiele. Na rozmowę ze Zbigniewem Ostrowskim zaprasza Łukasz Chrostowski.

Kto zaraził Pana do pokochania sportu jakim jest podnoszenia ciężarów ?

– Ojciec swego czasu był kolarzem. Brat też uprawiał sport. Można powiedzieć, że zamiłowanie do rywalizacji wzięło się właściwie z domu rodzinnego. Od 16 roku życia zacząłem dźwigać ciężary w „GROM” Przasnysz. Sukcesy przyszły dosyć szybko, małe miasta jak Przasnysz, czy Ostrów Mazowiecka konsolidowały się w klubie Mazovia Ciechanów, a niegdyś Mazowsze Ciechanów. To była bardzo mocna drużyna. Liczyła się w Polsce w latach ’70. Jak rozwiązano sekcję w Przasnyszu, to tacy zawodnicy jak Marek Sachmaciński, obecny trener kadry kobiet Waldemar Goś, Mirosław Żebrowski i inni odeszli właśnie do Ciechanowa.

Gdy był Pan młody, trenował Pana Zbigniew Kowalski. Miło Pan wspomina tamte czasy ?

Pewnie. Bardzo dobry trener. On dostał propozycję objęcia funkcji sekretarza stołecznej rady LZS-u. Wyprowadził się stąd i wtedy można powiedzieć, że to się wszystko posypało. W tamtych czasach mieliśmy wielu reprezentantów Polski. W 1976 r. ukończyłem kurs sędziowski i trenerski. Później w latach ’80 reaktywowałem już jako trener sekcję. Miałem kilku naprawdę dobrych zawodników – Dariusz Bałdyga został nawet wicemistrzem Polski.

Jak to się stało, że bardziej poświęcił się Pan sędziowaniu zawodów niż trenowaniu zawodników ?

– Parę lat temu chcieliśmy reaktywować w Przasnyszu sekcję podnoszenia ciężarów, ale bezskutecznie. Nasza wizja zbudowania dobrego klubu nie spotkała się z aprobatą władz. Natomiast jeśli chodzi o sędziowanie, to od roku 1976 r. powolutku robiłem sobie coraz to nowe uprawnienia, podnosiłem swoje kompetencje i tak od klubowego sędziego w kilkanaście lat zostałem sędzią międzynarodowym. Obecnie jestem sędzią międzynarodowym klasy I, ale wiązało się to z bardzo trudnymi egzaminami w Szwecji.

W naszym kraju podnoszenie ciężarów nie jest zbyt popularnym sportem. W dodatku teraz trochę niszczonym przez doping. Jak ocenia Pan sytuację tego sportu w obecnych czasach ?

– Żeby zorganizować Mistrzostwa Polski w podnoszeniu ciężarów gospodarz musi wyłożyć ok. 50 tys, trzeba mieć kadrę aż 22 sędziów. Głównie to się robi hobbystycznie, bo pieniędzy z tego nie ma za wiele. Czasem to co się zarobi na zawodach to wyda się na benzynę, żeby na nie dojechać. Jeśli chodzi zaś o zawodników, to jest kilka perełek w naszej kadrze. Mamy bardzo zdolnych młodzieżowców. Niestety na podnoszenie ciężarów przez różne afery dopingowe, które towarzyszyły naszej kadrze podczas minionej olimpiady, kładzie się już pięć razy mniej środków finansowych niż jeszcze niedawno. To ma oczywiście swój wpływ i na wyniki sportowe.

Na czym tak naprawdę polega „sędziowanie” podczas zawodów ? Na co zwraca się uwagę ?

Topowi sędziowie potrafią w mgnieniu oka wychwycić różne szczegóły, na które nie zwróci uwagę zwykły kibic. To są przeróżne błędy techniczne, dociski, itd. Dlatego o precyzyjną technikę dbają trójki sędziowskie: trzech sędziów przy stole sędziowskim oraz trzech sędziów jury. Ostatnio na Mistrzostwach Polski w Łukowie byłem przewodniczącym jury.

Woli Pan sędziować zawody krajowe czy zagraniczne ?

W 1990 r. dostałem powołanie i pojechałem do USA sędziować „Igrzyska Dobrej Woli”. Tak się zaczęła przygoda z międzynarodowym sędziowaniem podnoszenia ciężarów. Spędziłem tak aż 7 lat swojego życia. W 2006 r. zrobiłem już w kraju uprawnienia na sędziego międzynarodowego klasy II. Dwukrotnie sędziowałem już Mistrzostwa Świata. Żeby móc zasiąść w trójce sędziowskiej na olimpiadzie, brakuje mi już tylko jednych MŚ. To chyba byłoby zwieńczeniem mojej pracy sędziowskiej. W kraju pracuje na zawodach około raz w miesiącu. Zawsze jestem bezstronny, nawet jeśli na zawodach międzynarodowych startuje polski zawodnik. Dla mnie liczy się tylko precyzja próby podnoszenia ciężaru, nie patrzę na barwy narodowe. Co roku otrzymuję zaproszenie na turniej ARNOLD WEIGHLIFTING CHAMPIONSHIP w USA.

Jest Pan jednym z niewielu sędzią międzynarodowym klasy I. To bardzo duże wyróżnienie. Jako jedyny ma Pan realne szanse móc sędziować na olimpiadzie. Czego można zatem Panu jeszcze życzyć ?

– Chciałbym kiedyś móc sędziować na olimpiadzie. Mam teraz ambicję i prowadzę zaawansowane rozmowy, żeby w pobliskim Krasińcu poprowadzić sekcję podnoszenia ciężarów. Tam są na to szanse.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Łukasz Chrostowski

Sprawdź również

XI PRZASNYSKA SPARTAKIADA INTEGRACYJNA

Zawodników była ponad setka, kibiców drugie tyle, było też sporo osób zaangażowanych w organizowanie i …