Wojciech Marek Brzeziński – wójt pszczelarz.

Wojciech Marek Brzeziński na co dzień piastuje stanowisko wójta gminy Czernice Borowe, a po godzinach pracy w pełni oddaje się swojej pasji, czyli pszczelarstwu.

 

Pszczelarstwo? Skąd taka pasja?

Przypadek spowodował, że się  zająłem pszczelarstwem. Nigdy z pszczołami większego doświadczenia nie miałem. Zdecydował chłopski upór.

 

Czyli?

Pasieka, w miejscu w którym mieszkam, była od siedemdziesięciu prawie lat. Pszczelarzem był mój teść, wcześniej Jego ojciec. Musiałem czasem mu  pomagać. Dziwnym było to, że jego pszczoły zasadniczo  nie kąsały a mnie jak najbardziej. Bałem się ich i podchodziłem do nich z należytym  respektem Oczywiście obserwowałem życie pasieki i ogólną  wiedzę posiadałem. Gdy teść nagle zachorował i zszedł w ciągu niespełna pół roku, to jego pasiekę składającą się z 10 uli przejąłem ja. W ostatnich słowach, które mi przekazał, nie wiedząc , że odchodzi była troska  o pszczoły i wskazówki jak je dobrze przygotować do zimy. Przyjąłem do wiadomości, że muszę się nimi zająć. Taki moralny nakaz. Powiadają, że jak odchodzi pszczelarz to umierają również pszczoły. Chciałem udowodnić, że tak nie musi być. Taki właśnie chłopski upór.

Jakie były początki Pana pasji?

Miałem bardzo powierzchowną wiedzę. Całą zimę poświęciłem na studiowaniu pszczelarstwa. Książki, poradniki, fora dyskusyjne, filmiki instruktażowe. Można powiedzieć, że teoretycznie przygotowałem się, brakowało jednak praktyki. Na  filmach i forach były czasem sprzeczne informacje . Trzeba było  wyselekcjonować potrzebną wiedzę i wypracować swoją własną ścieżkę.

 

Ile ma Pan obecnie uli?

Obecnie w pasiece mam 25 uli. Planuje w tym i w następnym roku, jeśli tylko nie stanie się nic złego, mieć ich 40. Taki postawiłem sobie cel.

 

Co może się na przykład stać? Czego pszczoły nie lubią?

Ciepła zima to zła zima dla pszczół.  Są zbyt aktywne, aby dobrze przezimować. Najlepiej jest, jak są w hibernacji, którą powodują ujemne temperatury. Mają wtedy spowolnione funkcje  życiowe. Jak jest zbyt ciepło ale poniżej 10 stopni, są aktywne i wylatują z ula. Efekt jest taki, że  po kilku minutach krzepną i giną na zewnątrz. Dodatkowo pokarm zgromadzony na zimę zjadają za szybko i na wiosnę może go zabraknąć. Umrą wtedy z głodu. Było to masowym zjawiskiem w tym roku. Pszczoły również chorują, są zatruwane pestycydami…

 

Jak dużo miodu udaje się zebrać?

Różnie. Zależy, jaki jest rok. Taka przeciętna ilość to 20 do 30 litrów z jednego ula. W najlepszym roku miałem średnio 33 litry. Rok ubiegły był średni. Obecna wiosna też nie sprzyja, jest sucho i zimno. Najlepszy był chyba ten pierwszy rok i to mogło mieć dla mnie bardzo istotne znaczenie.

 

Dlaczego?

W pierwszym roku,  pojechałem  na tak zwaną wędrówkę czyli zawiozłem ule na kwitnące duże pole facelii. Pszczoły tak mi to odwzajemniły, że miałem rekord w ilości miodu.  Zachęciło mnie do działania tak bardzo, że już nie odpuściłem. Wszystko wydawało mi takie proste i możliwe .Wtedy zacząłem je już lubić.

 

A co z inną pasją – rekonstrukcjami historycznymi?

Pszczelarstwo wygrało u mnie konkurencję z innymi pasjami. Jeśli mam do wyboru rekonstrukcję lub pszczoły, to wybiorę pszczoły. Czasem żartuję ,usprawiedliwiając się ,że pszczoły to  takie dobrze zorganizowane wojsko a ja ich wódz i urządzamy sobie manewry. Czuję się za nie odpowiedzialny, one chyba zaczęły mnie lubić, bo już mnie praktycznie nie gryzą.

 

A gryzły?

Na początku bardzo mnie żądliły, ale teraz już praktycznie tego nie robią. Może się już ich nie boję a może one już poznają mnie i wiedzą, że nie robię im krzywdy. Obecnie potrafię przewidzieć, kiedy będą złośliwe i będą kąsać, a kiedy nie. Jest to związane z różnymi czynnikami, na przykład  z pogodą . Na początku miałem nawet reakcje alergiczne, puchłem, ale z czasem się to zmieniło. Po wielu ukąszeniach stałem się odporny .

W gminie Czernice Borowe prowadziliście szkolenia dla pszczelarzy początkujących.

Tak i w tym roku także będziemy kontynuować projekt ABC pszczelarstwa. Był on skierowany głównie do początkujących pszczelarzy lub sympatyków ,którzy chcieliby rozpocząć przygodę z pszczołami. Prowadzi go fachowiec z zewnątrz.

 

A Pan nie mógł tego robić?

Z całym szacunkiem, czytam bardzo wiele, ale pełnej wiedzy nie mam. Każdy rok to nowe doświadczenie i studium nowych przypadków. Co roku trzeba coś przeanalizować .Tu nie ma rutyny. Nasz wykładowca pan Marek zawsze powtarza: u pszczół nigdy nie ma nic na pewno. Dlatego jest to taki pasjonujący temat – morze. Temat, który wciąga i temat, o którym możemy mówić godzinami. Nie ma takiego samego roku, każdy jest inny. Są to żywe organizmy dobrze zorganizowane i bardzo często stawiają nam zagadki do rozwiązania bo mają problemy. Trzeba im czasem pomóc, a przynajmniej nie przeszkadzać.

Udział w projekcie brali tylko początkujący czy też pszczelarze z doświadczeniem?

W naborze był zamysł, że będą tylko osoby początkujące. Zgłosiło się również wiele  osób, które miały już doświadczenie w pszczelarstwie. Przyjęliśmy ich, jako wolnych słuchaczy. Zapewnili, że aby nie deprymować początkujących , będą  słuchać i tylko czasami dyskutować. Odwiedzili nas gościnnie również  nestorzy wśród pszczelarzy z Przasnysza i Grójca . Podzielili się doświadczeniem, pochwalili inicjatywę takich spotkań. Ludzie chcą rozmawiać o pszczołach, bo są to przemiłe i mądre stworzenia. Jak się podchodzi do pszczół z sercem i pasją, to obcowanie z nimi daje niesamowite doznania i naukę. Ta nauka przydaje się czasem nawet w samorządzie.

w.b.


 

guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
LILA
LILA
3 miesięcy temu

Pszczółki są nam bardzo potrzebne, szkoda tylko że niektórzy rolnicy podchodzą do tego zbyt lekceważąco, nie zachowując środków ostrożności i wykonują opryski w ciągu dnia to niestety pewna śmierć dla pszczoły