W Przasnyszu rozmawialiśmy o pedofilii – także tej w Kościele.

Wyznanie, że było się wykorzystanym seksualnie wymaga wielkiej odwagi. W dzieciństwie i młodości ofiary molestowania doznały cierpień, krzywd i okrucieństwa od swoich bliskich, nauczycieli, wychowawców, katechetów i trenerów. Pedofilia jest obecna także w Kościele, a molestowanie seksualne bywa dziełem księży i zakonników. Ofiary tego typu przestępstw wspiera fundacja „Nie lękajcie się”, której prezes był molestowany, będąc ministrantem w nieodległym od Przasnysza Żurominie.

Na temat molestowania seksualnego przasnyszanie rozmawiali podczas spotkania z prezesem fundacji „Nie lękajcie się” Markiem Lisińskim oraz psycholog dr Moniką Szymońską-Whiteman, które odbyło się 9 marca w Klubie Otwartego Umysłu w MDK w Przasnyszu. Prelegenci podkreślali, że wierni, zamiast ofiar, wspierają księży przestępców, nawet tych skazanych prawomocnym wyrokiem. Opowiedzieli o sukcesach fundacji i konieczności powstania komisji świeckiej, która rozliczyłaby Kościół z pedofilii w jego szeregach. Marek Lisiński zaznacza jednak, że fundacja nie została powołana do walki z Kościołem; działa po to, aby udzielać pomocy ofiarom wszystkich gwałcicieli, nie tylko tych w sutannach.

– Kierujemy swoją pomoc ku dorosłym osobom molestowanym w dzieciństwie, ale także tym krzywdzonym tu i teraz. Przestępstwa seksualne zdarzają się niemal codziennie. Nie ma dnia, aby jakieś dziecko nie zostało skrzywdzone. Dziś, w ciągu dwóch godzin jazdy z Warszawy do Przasnysza, zgłosiły się do nas dwie osoby: 22-letnia dziewczyna oraz 36-letni mężczyzna, którzy opisali nam swoje historie z dzieciństwa. Tych zgłoszeń jest bardzo dużo – mówi.

W ramach fundacji działa Centrum Pomocy Osobom Molestowanym w Dzieciństwie im. Barbary Blaine. Doktor Monika Szymońska-Whiteman od ponad 20 lat pracuje jako psycholog, a od ponad 10 wspiera ofiary przemocy seksualnej. Jak podkreśla, molestowanie występuje na kilku poziomach i najczęściej powoduje psychiczną traumę, która może trwać całe życie. Ofiary wymagają wieloletniej terapii, a demony przeszłości nierzadko wyłączają je z życia rodzinnego, zawodowego oraz blokują normalne funkcjonowanie. Mimo że przemoc seksualna ma miejsce najczęściej w rodzinach, gdzie molestującym jest rodzic (także przybrany), wujek, lub tzw. przyjaciel domu, najtrudniejsze do udowodnienia przypadki  molestowania są dziełem osób duchownych. Ksiądz w naszym społeczeństwie cieszy się ogromnym zaufaniem i szacunkiem, dlatego ofiary bardzo często spotykają się z zarzutami kłamstwa, a ich rodziny ze społecznym ostracyzmem.

Pedofilia jest zjawiskiem wypieranym i zamiatanym pod dywan

– Zawsze mówię do swoich studentów, aby pamiętali: dobrzy ludzie robią złe rzeczy, a źli ludzie czasem postępują dobrze. Taktyka działania pedofili polega na rozpoznaniu, któremu dziecku mogą zrobić krzywdę. Dotyczy to także księży. Dzieci, które mają dobry kontakt z rodzicami, nie zostaną skrzywdzone. Wobec nich pedofil będzie najlepszym nauczycielem, katechetą czy przykładowym panem od karate. Te dzieci i ich rodziny będą stanowiły zaplecze, które powie: „To przecież niemożliwe, z naszym dzieckiem też miał do czynienia i nic mu nie zrobił.” – mówiła dr Szymońska.

Według Marka Lisińskiego przypadki pedofilii w Kościele są bardzo często zamiatane pod dywan, a społeczność lokalna zawsze staje po stronie księdza. Panuje zmowa milczenia, a episkopat umywa ręce, kryjąc sprawców. Co więcej, mamy też do czynienia z łagodnym orzecznictwem, ponieważ przestępcy seksualni w sutannach otrzymywali dotychczas wyroki w zawieszeniu. – Wczoraj wybuchła taka sprawa, gdzie sprawca gwałtu i molestowania dostał 1,5 roku więzienia w zawieszeniu, a wyrok uległ zatarciu. Ksiądz ten został przeniesiony i odprawia właśnie rekolekcje dla młodzieży. Czyli nie poniósł tak naprawdę żadnej kary, ponieważ wyroki w zawieszeniu nie są de facto wyrokami. Instytucja Kościoła nie zadbała o ofiary, ponieważ przenosiła tego księdza z miejsca na miejsce. Jest to schemat standardowego postępowania Kościoła, stosowany na całym świecie. Działania księży-pedofili na wielu kontynentach są podobne – podkreślał Marek Lisisńki.

Pedofilia to temat tabu zwłaszcza w małych ośrodkach

Jak przyznaje, zmowa milczenia ma miejsce zwłaszcza w małych społecznościach. Bywa, że nawet w przypadku sądowych wyroków, wierni stają w obronie księdza pedofila. – Księża wciąż cieszą się bardzo dużym autorytetem, dlatego, jeśli tego typu przypadki zostają ujawnione w małych społecznościach – wsiach i miasteczkach – społeczeństwo zaczyna je negować, wierząc w niewinność sprawcy. Ludzie nie dopuszczają do świadomości, że ksiądz mógłby dzieciom zrobić coś złego. Mamy przykład w naszej fundacji, gdzie ksiądz został skazany za molestowanie pięciu dziewczynek i chłopca podczas przygotowania do pierwszej komunii. W tej małej miejscowości powstał komitet obrony tego księdza – mówi Marek Lisiński. Społeczność atakowała szukające sprawiedliwości matki molestowanych dzieci,  broniąc jednocześnie duchownego i to pomimo faktu, iż został do tej niewielkiej miejscowości zesłany za swe wcześniejsze złe czyny.

Jednak mentalność i prawo  powoli ulega zmianie. W 2017 r. zmienił się Kodeks Karny (art. 240) wprowadzając m.in. obowiązek zgłaszania do organów ścigania przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich. To zdaniem Marka Lisińskiego powinno spowodować, że sprawy dotyczące księży pedofili, zamiast ginąć w przepastnych diecezjalnych archiwach, trafią do organów ścigania.

Poważny problem i zaniżone statystyki

W marcu br., Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego podał do publicznej wiadomości, że w czasie od 1 stycznia 1990 r. do 30 czerwca 2018 roku było (potwierdzonych i niepotwierdzonych) 625 ofiar przestępstw seksualnych księży oraz, że ujawniono 382 sprawców wykorzystywania seksualnego małoletnich. Marek Lisiński szacuje, że dane opublikowane przez Kościół są wierzchołkiem góry lodowej i zapowiada, że jego fundacja będzie dążyć do powołania społecznej komisji do zbadania przypadków molestowania wśród kleru oraz podania rzeczywistej liczby osób molestowanych i molestujących.

– Według moich szacunków 10% polskiego kleru jest pedofilami. Skąd takie założenia? W Stanach Zjednoczonych księży pedofili jest ich około 6%, w Kanadzie i Astralii  – 7, mimo, że w niektórych zakonach ujawniono 30% zakonników molestujących dzieci. W Niemczech badania wskazują około 5%, ale jest liczba podawana przez stronę kościelną. Kościół niemiecki, po 8 latach badań, udostępnił tylko niektóre dane; okazało się, że przyznał się do 1 460 sprawców. Tam Kościół był jednak sędzią we własnej sprawie. Byłem w ubiegłym roku w Berlinie i z danych przedstawionych przez panią minister wynika, że wartości te trzeba pomnożyć przez 3 – mówi Marek Lisiński. Dodaje także, że w Polsce jest w tej chwili 33 tys. osób duchownych i przypomina, że skali pedofilii nie mierzy się w liczbie sprawców, a wyraża się ją liczbą ofiar. – Trudno to oszacować, ale sądzę, że w ciągu wielu lat molestowane mogły być tysiące osób. Cały czas zgłaszają się do nas poszkodowani ludzie. Ofiary nabierają odwagi. Skala problemu pedofilii w Kościele jest olbrzymia. To nie jest tak, jak twierdzi episkopat, że są to jednostkowe przypadki – mówi.

Zły dotyk boli całe życie. Chrońmy przed nim dzieci!

Spotkanie podsumowała dr Szymońska-Whiteman, tłumacząc, że pedofilia była, jest i będzie częścią naszego życia. Dobrze, więc, gdy się o niej mówi, ponieważ znając zagrożenie, możemy nauczyć się, jak jej unikać. Doradza, że kochając i otaczając dzieci bezwarunkową miłością, akceptacją i zrozumieniem, możemy lepiej je chronić, ponieważ ufające nam dziecko zasygnalizuje każdy problem. Zdaniem psycholog, wyznaniom swych pociech należy ufać, ponieważ z doświadczeń fundacji wynika, że wszelkie zgłoszone do niej przypadki molestowania znalazły swoje potwierdzenie. Trzeba też uświadomić dziecku, że zły dotyk istnieje, nauczyć je asertywności oraz uświadomić, że dorosły – również ksiądz – może skrzywdzić i nie wolno mu wszystkiego.

 

 

 

M. Jabłońska

Skomentuj artykuł

avatar