W Przasnyszu liczba zgłoszeń wzrosła o kilkaset procent. Patroli nie zwiększono. – podsumowanie debaty alkoholowej.

We wtorek, 21 sierpnia w Miejskim Domu Kultury w Przasnyszu odbyła się dyskusja, dotycząca ograniczenia czasu oraz liczby punktów sprzedaży napojów alkoholowych. Spotkanie było finałem konsultacji społecznych, przeprowadzonych w tej sprawie przez przasnyski magistrat oraz wynikiem znowelizowanych przepisów, które uprawniają Radę Miejską do wprowadzenia zakazu sprzedaży trunków alkoholowych pomiędzy godz. 22.00 a 6.00 rano.

Dobrze się stało, że burmistrz zarządził konsultacje społeczne w tej sprawie; frekwencja jednak nie zachwyciła. Na spotkanie przybyło nieco ponad 20 osób, a aktywny udział w dyskusji wzięło zaledwie kilka. Lepszy był wynik konsultacji na kartach do głosowania. Urząd Miasta rozdysponował w lipcu ponad 2 tys. ankiet, z czego wypełnionych wróciło 495. Policzenie głosów pozwoli podjąć burmistrzowi decyzję, czy uchwałę dotyczącą wprowadzenia nocnej prohibicji należy poddać pod rozwagę radnych już na najbliższej sesji.

Pierwszy głos w dyskusji zabrał przasnyski sprzedawca alkoholu. – Ta branża jest źródłem utrzymania mojego i mojej małżonki, prócz nas są zatrudnione jeszcze 4 młode kobiety, mające na utrzymaniu dzieci. Dla mnie jest to wystarczający argument, aby zakazu sprzedaży alkoholu nie wprowadzać. Jeśli tak się stanie, natychmiast powstaną meliny – mówił mieszkaniec. Nieco z innej strony problem widział Robert Gwardys, mówiąc o osiągniętej w 1989 roku wolności gospodarczej. – Jeśli są jakieś awantury w miejscach, związanych ze sprzedażą alkoholu, są od tego organy represji. Może trzeba iść w tym kierunku, wprowadzić monitoring, przeznaczyć dodatkowe środki na patrole nocne? – proponował. Dodał również, że to nie punkty sprzedaży alkoholu są odpowiedzialne za akty wandalizmu i zakłócanie ciszy nocnej. – Za tymi czynami stoją konkretni ludzie, a 90 proc. odpowiedzialnych osób nie powinno ponosić konsekwencji działań marginesu społecznego – dowodził. Przeciwnego zdania była mieszkanka Przasnysza, która powiedziała, że osobiście dotyka ją problem sprzedaży alkoholu. – Młodzież o godzinie 23.00 ustawia sobie auta na rynku i urządza barek pod chmurką, a policji nie ma. Szlak przemarszów imprezowiczów upstrzony jest butelkami. I nie tylko – jest nocny sklep, powinny być i nocne toalety! – mówiła kobieta. Zdaniem mieszkanek, policja powinna częściej interweniować. Burmistrz zwrócił uwagę, że miasto opłaca 60 patroli pieszych miesięcznie, chodzących w miejsca najbardziej zagrożone, choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że jest to kropla w morzu potrzeb. Na te słowa podniósł się chór głosów z sali, że nikt tych patroli nie widział.

– Nie jest tak, że patrole nie istnieją i że policja nie interweniuje – odpowiedział burmistrz. Uzupełnił jednak, że i do niego trafiają różne informacje na ten temat. – Do mnie też docierają sygnały, że gdzieś na ul. Przechodniej się biją, mieszkańcy dzwonią, bo słyszą awanturę i krzyki. Policja przyjmuje sygnał z opóźnieniem, a kiedy przyjedzie, to tamci zdążyli się pobić, pogodzić i zacząć bić drugi raz. Policja przyjechała, popatrzyła z daleka i odjechała. Jest to sygnał z dnia dzisiejszego, a dotyczy chyba ostatniego weekendu. Są i takie sytuacje, ja o tym wiem. Ale w większości policja działa wobec chuliganów skutecznie – podkreślił Waldemar Trochimiuk.

Liczba zgłoszeń wzrosła o kilkaset procent. Patroli nie zwiększono

Do odpowiedzi został wywołany zastępca naczelnika Wydziału Prewencji KPP w Przasnyszu Wojciech Nowicki. – Staramy się pojawiać w miejscach interwencji tak szybko, jak jest to możliwe. Średni czas reakcji na zgłoszenia mieszkańców, wynosi około 10 minut. W jednym przypadku będą to 2 minuty, a w niektórych prawie 20. Często jednak bywa, że kiedy przyjeżdżamy na interwencję na miejscu już nikogo nie ma. Patroli jest mało, policjanci jeżdżą z interwencji na interwencję. Niektóre wymagają zatrzymania osoby, doprowadzenia jej na badania lekarskie, osadzenia jej w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, w innych miejscach patroli w tym czasie nie ma – mówił asp. szt. Nowicki. Przedstawił również zatrważające policyjne statystyki. Dotyczyły one spożywania alkoholu w miejscach niedozwolonych, zakłócania spoczynku nocnego. Były także interwencje w lokalach i wybryki chuligańskie na terenie naszego miasta. W pierwszej połowie 2015 r. takich zgłoszeń było 33, w pierwszej połowie 2016 r. było ich 49, co oznacza wzrost o prawie 50 proc. W pierwszym półroczu 2017 r. zgłoszeń było 88, czyli nastąpił wzrost o 160 proc. W 2018 roku, a konkretnie w jego pierwszej połowie, odnotowano 202 takie zgłoszenia. Oznacza to, że liczba tego typu sygnałów względem pierwszej połowy roku 2015 zwiększyła się o 512 proc.- Robimy to, co do nas należy – profilaktyka, karanie mandatami na miejscu i kierowanie wniosków do sądu. Na tym nasze zadania się kończą – podsumował asp. szt. Wojciech Nowicki. Robert Gwardys zapytał, o ile wobec drastycznego wzrostu liczby zgłoszeń wzrosła ilość patroli. – Nie wzrosła – odparł policjant.

Dalsza część dyskusji dotyczyła głównie oceny sprawności działań policji, co oznacza, że problem leży nie tyle w dostępie do alkoholu w godzinach nocnych, ale wynika z braku poczucia bezpieczeństwa. Swoje zdanie wyraziła radna miejska Elżbieta Lompert, apelując do funkcjonariuszy o większą współpracę z zarządami osiedli i radnymi oraz niedopuszczanie do aktów wandalizmu. – Czy wprowadzenie tego zakazu cokolwiek zmieni? Nic nie zmieni. Należałoby zwłaszcza w weekendy zwrócić większą uwagę na miejsca wskazywane przez mieszkańców podczas debat o bezpieczeństwie – argumentowała radna.

– Jestem 12 lat burmistrzem i widzę wzrost interwencji, o którym mówił pan aspirant – uzupełnił Waldemar Trochimiuk. Wspomniał również, że liczba skazanych na roboty publiczne na rzecz miasta za tego typu występki wzrosła 5 lub nawet 6-krotnie. –  W 2015 r. liczba skazanych na roboty publiczne nie przekraczała 5 osób. Dziś ta liczba wzrosła do 16 miesięcznie, w ciągu roku są ich setki. Sądy dziś każą, ale nie ma to wpływu na naszą młodzież – ubolewał burmistrz.

 W spotkaniu uczestniczyło zaledwie dwoje radnych miejskich

Jako przedstawiciel młodych ludzi, do głosu poczuł się wywołany Łukasz Chrostowski. – Z uszanowaniem wsłuchuję się w państwa sugestie – zarówno w głosy za, jak i przeciw. Mam wrażenie, że rozmawiamy przede wszystkim o bezpieczeństwie, kwestia alkoholu to sprawa drugorzędna. Ważna, bo poruszana przez państwa, ale w Przasnyszu mamy problem z bezpieczeństwem. Są w Przasnyszu osiedla, gdzie starsi ludzie boją się przejść o 22.00 lub 23.00. Podchodzę z uznaniem do państwa obaw, ale uważam, że kluczem jest zwiększenie bezpieczeństwa, co leży po stronie policji. Trzeba zwiększać patrole. Ze strony miasta jest to jak najszerszy monitoring, trzeba się nie bać w niego inwestować. To są te dwa kroki, które trzeba podjąć, abyśmy my, jako mieszkańcy, czuli się bezpiecznie – mówił Łukasz Chrostowski. Na koniec dodał, że dziękuje dwojgu radnym przybyłym na to spotkanie (prócz radnej Elżbiety Lompert uczestniczył w nim Adam Wasiak). – Ważny temat dla naszego  miasta, a na 15 radnych przyszło dwoje. Duży szacunek, żeście się państwo pojawili i wsłuchujecie się w te głosy. Szkoda, że nie ma pozostałych 13 radnych, którzy powinni tę kwestię konsultować ze swoimi mieszkańcami. Moim zdaniem radni taką  właśnie rolę powinni spełniać. O obecności radnych na spotkaniach z mieszkańcami mówię cały czas – podkreślał Łukasz Chrostowski.

Podsumowanie należało do Waldemara Trochimiuka, który podziękował mieszkańcom za udział w spotkaniu i zaprosił ich na debatę o bezpieczeństwie, która odbędzie się jesienią. Już dziś burmistrz podejmie decyzję, czy nocną prohibicję należy poddać pod głosowanie radnych. Ostateczną decyzję w tej sprawie poznamy podczas nadchodzących obrad Rady Miasta.

Małgorzata Jabłońska

Infoprzasnysz

Może ci się spodobać również
Komentarze
Loading...