Serce Matyldy – prośba o pomoc

Dziecko ma ciężką, złożoną wadę serca, wymaga natychmiastowego przewiezienia do specjalistycznego szpitala” – rodzice Matyldy usłyszeli, gdy ich córeczka miała 5 dni. Żadne badanie podczas ciąży nie wykryło choroby serduszka.

Nie da się opisać tego, co wtedy czuliśmy, jak byliśmy zrozpaczeni, przestraszeni i bezradni... – wspominają rodzice. Matyldę przewieziono karetką do Łodzi, był 21 grudzień – 3 dni przed Świętami Bożego Narodzenia.

Te Święta, pierwsze wspólne Święta z córeczką, los wymazał rodzicom z kalendarza. Chcieli, żeby stał się cud, żeby badania się myliły, żeby diagnoza była błędna…Jednak kolejne badania tylko potwierdzały diagnozę: wrodzona, złożona, siniczna wada serca pod postacią dwuujściowej prawej komory z ubytkiem międzykomorowym, zwężeniem zastawki pnia tętnicy płucnej, hipoplazją tętnic płucnych, licznymi połączeniami systemowo – płucnymi (DORV, VSD, PS z hipoplazją t. płucnej, MAPCAS).

 

 

U Matyldy tętnica płucna i aorta odchodzą z prawej komory serca. Nie ma połączenia serca z płucami, a dziewczynka żyje dzięki drobnym żyłkom, systemowi, który utworzył się w życiu płodowym, ale nie dostarcza organizmowi odpowiedniej ilości tlenu.

 

Matylda pięknie jadła, przybierała na wadze, ale jej żyłki i tętnice nie rosły. Nie można było wykonać cewnikowania serduszka, tomografia komputerowa dała wynik: wada nieoperacyjna, gałęzie płucne są jak nitki. Żaden kardiochirurg nie chciał podjąć się operacji. – Nie mogliśmy uwierzyć w to, co się dzieje. Odłączono małej tlen oraz lek Prostin i po 1,5- miesięcznym pobycie w szpitalu zostaliśmy wypisani do domu.

 

Matylda wspaniale się rozwijała, przybierała na wadze, tylko nasycenie krwi tlenem było bardzo niskie 70-75% (u zdrowego człowieka jest to 98-100%). Na wizytach kontrolnych lekarze mówili w kółko to samo: “Gałęzie płucne nie rosną, a jeśli nie urosną, dziecko umrze, nie ma możliwości operacji. Trzeba czekać, może Matylda sama nam coś pokaże”.

 

Tylko co takie maleństwo mogło pokazać? Rodzice postanowili działać na własną rękę. – Wcześniej już słyszeliśmy o profesorze Malcu, polskim kardiochirurgu leczącym w Niemczech, ale do tej pory mieliśmy nadzieję, że uda nam się uratować nasze dziecko bez konieczności wyjazdu za granicę.- mówią rodzice. – Wybraliśmy się na konsultację do Krakowa, na której profesor powiedział nam, że wada Matyldy jest rzadka, ale podejmie się jej korekty, bo robił już takie zabiegi z powodzeniem i żeby się nie martwić, córka będzie żyła!

 

Od tego czasu rodzice 7-miesięcznej Matyldy żyją tylko nadzieją, którą dał im profesor. W czerwcu w Łodzi wykonano dziewczynce cewnikowanie serca, jednak w dalszym ciągu nie ustalono planu leczenia operacyjnego, który zapewni jej życie. W obawie przed brakiem możliwości leczenia operacyjnego w kraju rodzice dziewczynki przesłali profesorowi Malcowi dokumentację historii choroby córeczki. Odpowiedź nadeszła szybko – kwalifikacja do operacji jeszcze w 2013 roku.  I kosztorys na 36,5 tys.euro.

 

Nie chcemy stracić naszej córeczki, dlatego prosimy, pomóżcie nam zdobyć środki na operację ratującą Matyldzie życie w najlepszym do tego momencie, a nie wtedy, kiedy jej serduszko stanie się zbyt słabe, żeby podjąć jakiekolwiek działania. – Rodzice i braciszek


KLIKNIJ ABY POMÓC – strona siepomaga.pl



Sprawdź również

XI PRZASNYSKA SPARTAKIADA INTEGRACYJNA

Zawodników była ponad setka, kibiców drugie tyle, było też sporo osób zaangażowanych w organizowanie i …