Rozmawiamy ze Stanisławem Grabowskim. Najstarszym sołtysem gminy Przasnysz.

Stanisław Grabowski ma 87 lat i od 42 pełni funkcję sołtysa we wsi Osówiec Kmiecy. Śmiało można powiedzieć, że jest najstarszym urzędującym sołtysem gminy Przasnysz. Niedawno, wraz z żoną Lucyną, obchodził 60-lecie małżeństwa.

 

Jak został Pan sołtysem?

42 lata temu, w świetlicy wiejskiej odbyło się zebranie. To właśnie wtedy, 29 osób mnie wybrało na sołtysa i tak zostało do dnia dzisiejszego.

 

Kim był kiedyś sołtys?

Teraz być sołtysem to nic takiego. Kiedyś sołtys był bardzo potrzebny. Był ważną personą. Jak rolnik chciał ulgę w podatku, to musiałem mu poświadczyć. Było dużo pracy. Wypisywałem świadectwa na każdą sztukę zwierząt. Ludzie odbierali u nas kartki na żywność. Musiałem pilnować, aby ktoś nie dostał ich podwójnie. Sołtys musiał wiedzieć, czy jakaś kobieta we wsi była w błogosławionym stanie. W trzecim miesiącu ciąży należało się jej na przykład 1,5 kg mięsa. Jak ktoś oddał ziemię dla państwa, to też dostawał 1,5 kg. Organizowałem zebrania wiejskie, a także przygotowywałem wraz z mieszkańcami, tak zwane czyny społeczne, czyli fundusz wiejski. Gmina przelewała pieniądze na konto, a sołtys był upoważniony do pobierania tych środków. Jak było potrzeba, to wspólnie szykowaliśmy drogę. Teraz żona mówi, że jestem poborca. Zbieram od wszystkich podatek. Nie jest jego dużo, bo u nas słaba klasa ziemi.

 

Był Pan radnym?

Tak, byłem kilka razy radnym Rady Gminy Przasnysz. Reprezentowałem gminę na wielu uroczystościach jako delegat. Czy to była rada krajowa, czy odsłonięcie pomnika, a żona zajmowała się domem i dziećmi.

 

Jak poznał Pan żonę?

Miałem 27 lat, jak poznałem żonę, miała 19 lat. Była dużo młodsza ode mnie. Znałem ją dużo wcześniej, gdyż jeździłem przez dwa lata do jej koleżanki, ale nie byliśmy dla siebie. Wygrałem w rywalizacji o względy Lucyny. Był jeszcze jeden kandydat, który o nią zabiegał.

 

Jaka jest recepta na długi związek?

Przede wszystkim słuchać się żony.

 

Ile lat jesteście Państwo razem?

Minęło nam 60 lat małżeństwa. W lipcu tego roku dzieci zorganizowały nam drugie wesele. Jak młoda para, jechaliśmy do kościoła bryczką, w odświętnych strojach. Mogę powiedzieć, że teraz było większe wesele, po 60 latach, niż za pierwszym razem. Wtedy przyjęcie odbywało się w domu.

 

Czym się Pan zajmował?

Nie mieliśmy dużej gospodarki. Urodziło się siedmioro dzieci, pięciu synów i dwie córki. Trzeba było poszukać dodatkowych pieniędzy. Poszedłem do pracy, na tak zwaną posadę państwową. Pobory nie były wysokie, ale doszło rodzinne. Potem się przyzwyczaiłem, dzieci poszły do pracy, ale szkoda było się zwolnić. Przez 11 lat pracowałem w Spółdzielni Mieszkaniowej w Przasnyszu. W okresie zimowym paliliśmy w piecach, a latem robiliśmy remonty. Z czasem przeszedłem na cieplarnię, jeszcze w stanie wojennym tam pracowałem. Stróżowałem i także paliłem w piecu. Lubiło mnie kierownictwo. Wszyscy mówili, że mam talent do zapamiętywania adresów. Jeśli ktoś przyszedł do nas, i zapytał, czy wiemy gdzie mieszka ten i ten, to zawsze wiedziałem.

 

Co jest największym dla Pana szczęściem?

Mamy pięciu synów i dwie córki. Wszyscy szczęśliwi, bo są wszyscy zdrowi i wszyscy mają pracę. To też jest szczęście. Każde z nich skończyło szkołę. Mamy 13 wnucząt i jednego prawnuczka.

 

Jaka jest Pana pasja?

Uwielbiam zwiedzać. Nie ma takiego, ważniejszego miejsca w Polsce, gdzie mnie nie było. Na Śnieżkę wchodziłem razem z synem. Z grupy byłem na niej pierwszy. Brałem udział w 52 wycieczkach po kraju i 3 zagranicznych.

 

Pana znakiem rozpoznawczym jest rower.

Rowerem zacząłem jeździć mając 11 lat. Dostałem go od kuzyna, policjanta.

Nie mam prawa jazdy na samochód. Jakoś nie miałem zamiłowania. Wszędzie dojechałem rowerem. Dzieci jeździły ze mną na wycieczki rowerowe. Ostatnio byłem na Sołtysiadzie w Bogatem, tam także dojechałem swoim rowerem.

 

w.b


 

guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kot Behemot
Kot Behemot
2 miesięcy temu

Fajnie się czyta o takich ludziach, którzy mają prostą receptę na dobre życie. Rodzina, szacunek, praca. Jestem pewien, że jeszcze świat zatęskni za tym co naprawdę ważne