Rodzina z Leszna ufundowała krzyż, upamiętniający ofiary I wojny światowej na naszych ziemiach.

Joanna i Piotr Modelscy są rolnikami, mieszkańcami Leszna, którzy ufundowali krzyż, upamiętniający ofiary ciężkich walk, które toczyły się na naszych ziemiach. Na jednym z pól, należących do gospodarzy przy drodze z Sierakowa do Leszna, rósł dziki krzew bzu, który według przekazów przodków zasadzono na terenie cmentarza wojennego, dziś niemal całkowicie zapomnianego. Marzeniem rodziny było upamiętnienie tego miejsca.

 

Droga z Sierakowa do Leszna, ze względu na toczące się tu walki, zwana jest przez mieszkańców Wojenną Drogą lub Drogą Śmierci. Przekazywana ustnie historia głosiła, że krzew dzikiego bzu rosnący na jednym z pól należącym do rodziny Modelskich, stanowi miejsce pochówku ofiar I wojny światowej. Z relacji wynika, że niegdyś stał tutaj drewniany krzyż, a okoliczni mieszkańcy do czasów obecnych traktowali przydrożny krzew jako świadka tragicznej historii. Tak było przez dziesięciolecia, ale marzeniem ojca pana Piotra było wystawienie krzyża z prawdziwego zdarzenia. Chodziło o to, aby przywrócić pamięć o zapomnianym cmentarzu i żołnierzach poległych na naszych ziemiach oraz zainspirować żyjących do chwili zadumy i modlitwy. Zamiar udało się zrealizować w końcówce wakacji 2020 r.

Długo zastanawialiśmy się jak ma wyglądać to miejsce; na początku planowaliśmy ustawić tu klinkierową kapliczkę, ale inspiracja obecnego kształtu przyszła do nas niejako przypadkiem i nasunęła się sama. Podczas jednej z podróży do szpitala w Międzylesiu z naszym synem natknęliśmy się na podobny krzyż z postacią Chrystusa, który nas zafascynował i stał się naszą inspiracją. Kiedy go ujrzeliśmy, od razu wiedzieliśmy, że zależy nam na czymś w podobnym kształcie – mówi Joanna Modelska.

 

W tegoroczne wakacje przystąpiono do prac. Pan Piotr własnoręcznie wykonał krzyż, zakupiono również figurę Jezusa, a krzew wycięto i usunięto wierzchnią warstwę ziemi, aby wybudować wyłożony dekoracyjną kostką postument. W prace budowlane zaangażowali się również bracia gospodarza. Pod bryłą korzeniową dzikiego bzu natknięto się na kilkunastocentymetrowy fragment porcelanowej figurki Matki Boskiej, która świadczyła, że miejsce to otaczano kultem religijnym od dawien dawna.

 

Wykopany artefakt został z powrotem zakopany pod postumentem, ponieważ uznaliśmy, że pochodzi z tej ziemi i w niej powinien pozostać. Podczas prac nie natknęliśmy się na ludzkie szczątki, ale i też nie mieliśmy takiego zamiaru. Zależało nam jedynie na tym, aby nadać temu miejscu godny wygląd i byliśmy zdeterminowani, aby zrobić to w miarę szybko, ponieważ było to marzenie mojego ojca. Całość prac postanowiliśmy sfinansować z własnych funduszy, nawet nie pomyśleliśmy o tym, aby poszukiwać sponsorów, pozyskiwać dofinansowania lub organizować zbiórki – mówi pan Piotr.

 

Chodziło również o to, aby figura Chrystusa oraz krzyż były odporne na czynniki atmosferyczne i nie uległy niszczącej sile czasu, jak stojący dawniej w tym miejscu drewniany krucyfiks. Pan Piotr, chcąc, aby kapliczka mogła stać tu przez wieki, zawiózł krzyż do Ciechanowa do zakładu galwanizacyjnego, aby pokryto go trwałą, nierdzewną powłoką. Niestety proces ten trwał około miesiąca; w międzyczasie zmarł tata gospodarza i nie miał szansy zobaczyć ukończonego dzieła, co zresztą sam przepowiedział.

 

Choć wystawienie w tym miejscu kapliczki było marzeniem mojego ojca, nie udało mu się doczekać końca inwestycji, co zresztą sam wielokrotnie podkreślał. Widział natomiast postument i uporządkowany teren, dlatego odchodził ze świadomością, że jego życzeniu stanie się zadość. Ukończenie kapliczki to nie tylko wypełnienie danego tacie słowa; krzyż ma przede wszystkim służyć pamięci o tragicznych losach naszej ojczyzny i tych ziem. To także lekcja historii i szacunku do zmarłych udzielona moim dzieciom (Joanna i Piotr Modelscy mają trójkę dzieci: Pawła, Gabrysię oraz Dawida – przyp. red). Ma także skłaniać do zadumy i modlitwy. Ten cel z powodzeniem udało się nam osiągnąć, ponieważ wiele osób mijających figurę kreśli znak krzyża, a ten piękny zwyczaj w obecnych czasach odchodzi w zapomnienie – dodaje pan Piotr.

 

Choć prace budowlane dobiegły już końca, państwo Modelscy planują zadbać o najbliższą okolicę: wysypać żyzną ziemią, posiać trawę i posadzić krzewy; niewykluczone, że powstanie również ogrodzenie. We współpracy z Gminą Przasnysz, Przasnyską Radą Dziedzictwa Regionalnego oraz Towarzystwem Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej planowane jest ufundowanie tablicy pamiątkowej, która przybliży odwiedzającym historię tego miejsca. W prace pozwalające na opracowanie treści tablicy zaangażowali się m.in. Waldemar Krzyżewski i Mariusz Maciaszczyk, który opisał kilkadziesiąt cmentarzy z okresu I wojny światowej i odkrył kilka nieznanych nekropolii.

 

Kiedy wszystko uda się dopiąć na ostatni guzik, gospodarze pragną, aby poświęcenia figury dokonał ksiądz z parafii św. Stanisława Kostki w Przasnyszu (ojcowie pasjoniści), pod którą podlegają wierni z Leszna. Na uroczystości z pewnością obecna będzie wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska, która jako pierwsza przekazała nam informację o godnej pochwały postawie mieszkańców jej gminy. Jak udało nam się dowiedzieć, samorząd gminny, doceniając wkład rodziny Modelskich w upamiętnianie historii, planuje nagrodzić ich za najciekawszą inicjatywę społeczną.

 

M. Jabłońska


 

guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
ate
ate
20 dni temu

Piękny gest , no cóż rodzina Państwa Modelskich to poczciwi ludzie.

Ja znajoma
Ja znajoma
odpowiada  ate
20 dni temu

Wspaniale ludzie godni nasladowania

Kot Behemot
Kot Behemot
19 dni temu

Gdzieś tam wysoko w niebie, ktoś westchnął z ulgą. Pamięć o tragicznej śmierci i przerwanych marzeniach żołnierzy została przywrócona.

„W szczerym polu biały krzyż, nie pamięta już kto pod nim śpi…”