O pracy w czasie epidemii koronawirusa rozmawiamy z Marią Śliwińską, dyrektorem przasnyskiego Sanepidu.

Epidemia wirusa COWID-19 zmieniła życie Polaków. Musieliśmy się nauczyć życia w zamknięciu, zakładania maseczek, zetknąć się ze zdalnym nauczaniem i zweryfikować swoją wiedzę na temat higieny. Pomagały nam w tym stacje sanitarno-epidemiologiczne. Dyrektorzy tych placówek również musieli zmienić swoje działania. Jak wygląda ich obecna praca? Z czym muszą się mierzyć prawie każdego dnia? To pytania, na które odpowiedziała naszej redakcji Maria Śliwińska, dyrektor przasnyskiego Sanepidu.

 

Jak ocenia Pani dotychczasową działalność przasnyskiego Sanepidu?

Przasnyski sanepid jest instytucją z 70-letnim stażem. W tym czasie zmieniał się zarówno sposób działania inspekcji, jak i wyzwania, z jakimi przychodziło się mierzyć. Inspekcja realizuje zadania z zakresu szeroko pojętego zdrowia publicznego. Sprawujemy nadzór nad warunkami higienicznymi i zdrowotnymi pracy, wypoczynku i rekreacji, procesów nauczania i wychowania, żywności i żywienia, udzielania świadczeń zdrowotnych, środowiska oraz nadzorem nad chorobami zakaźnymi.

 

Jak jesteście postrzegani?

Z uwagi na czynności kontrolne, nasza praca nie zawsze jest dobrze postrzegana, jednak niezbędna dla bezpieczeństwa sanitarnego powiatu.

Jakie są obecnie największe wyzwania dla Sanepidu?

Największym wyzwaniem dla inspekcji sanitarnej w tej chwili jest oczywiście walka z epidemią. Dla nas wszystkich jest to sytuacja dotąd nie spotykana. Musieliśmy przeorganizować zupełnie naszą pracę oraz życie osobiste. Proszę mi wierzyć, że trudno jest wytłumaczyć rodzinie, że kolejny dzień nie wiemy o której wrócimy do domu. Zdarzało się, że opuszczaliśmy biuro po północy.

 

Jakie zmiany zostały wprowadzone w związku z epidemią koronawirusa?

Konieczne było wprowadzenie pracy na dwie zmiany, do tego dyżur pod telefonem alarmowym, 24 – godziny na dobę i pomoc w obsłudze infolinii warszawskiej. Nasza stacja liczy zaledwie 17 pracowników, z czego 11 to pracownicy merytoryczni. Nasze zadania podczas epidemii również ewoluowały. Najcięższy był początek, kiedy to ze wszystkim, co dotyczyło COVID-19 dzwoniono do inspekcji.

 

Z czym związane były związane te telefony?

Dzwonili pacjenci opisując swoje objawy, dzwonili lekarze z prośbą o pomoc, dzwoniły osoby z zagranicy dopytując o zasady kwarantanny, dzwonili chorzy, aby przysłać im karetkę, personel medyczny z zapytaniem co zrobić, bo mieli kontakt z pacjentem z objawami zakażenia dróg o oddechowych. Wszyscy dzwonili pytać o wprowadzane zakazy i nakazy. Telefon alarmowy, który mam zawsze przy sobie dzwonił kilka razy, każdej nocy. Nie było czasu, żeby to odespać.

 

Jakie jeszcze zadania do was należą w czasie epidemii koronawirusa?

Prowadzimy nadzór nad kwarantannowanymi i izolowanymi, tworzymy dziesiątki sprawozdań i informacji dla różnych instytucji. Przeprowadzenie dochodzenia epidemiologicznego, zebranie informacji o wszystkich osobach, które miały kontakt z chorym i objęcie ich oraz ich rodzin kwarantanną. To praca wymagająca skupienia, dokładności, wiedzy oraz cierpliwości. Każdy rozmówca jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Nie każdemu podoba się, że ktoś chce go „uwięzić” w domu. Przyzwyczailiśmy się przez te kilka miesięcy do pracy w ciągłym chaosie, zdarza się nawet, że telefon przez kilka minut milczy. Nadal mamy mnóstwo pracy, pomagamy PSSE w Warszawie, prowadzimy w ich imieniu dochodzenia, opracowujemy przypadki zachorowań na naszym terenie, nadzorujemy kwarantannę i realizujemy nasze zadania statutowe pomimo, że walka z epidemią jest nadal zadaniem nadrzędnym.

 

Co w Pani pracy jest najtrudniejsze?

Najgorsza w naszej pracy jest niemoc. Sytuacja kiedy wiemy, że ktoś potrzebuje pomocy, a my nie jesteśmy w stanie mu jej udzielić, jak na przykład ktoś potrzebuje karetki lub pomocy medycznej, a wszyscy odsyłają go do urzędnika w sanepidzie. Marzyłam w tych momentach żeby mieć karetkę i dyplom lekarza. Dziś już każdy z nas zna swoją rolę w tym mechanizmie i takie kryzysowe sytuacje zdarzają się rzadko.

 

Jak sprawdzili się Pani współpracownicy?

Jestem pełna podziwu dla swoich współpracowników za to, że znieśli dzielnie ten czas, że nadal mają ochotę pracować w inspekcji, że zostawili swoją dotychczasową pracę np. księgowość i stanęli do walki z Covidem.  Dzięki epidemii jestem pewna, że mogę liczyć na swoich współpracowników w stu procentach, że podejmą każde wyzwanie, nie stchórzą.

 

Czy boi się Pani zbliżającej jesieni? Co ona może przynieść?

Wszyscy boimy się tego, co przyniesie jesień. COVID to, wbrew niektórym opiniom, groźny przeciwnik. Wiemy to z rozmów z osobami chorymi, które pozostawały pod naszą opieką. Nasze przasnyskie przypadki jak dotąd przebiegały zazwyczaj łagodnie, ale mieliśmy również pod nadzorem osoby hospitalizowane przez wiele dni, które nie wrócą już do dawnej kondycji. Jesteśmy bogatsi o zebrane dotychczas doświadczenia, przećwiczyliśmy wiele sytuacji i mamy nadzieję, że wystarczy nam sił.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Justyna Ben Abdallah


 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments