Nie cichną kontrowersje wokół przasnyskich „PKS-ów”.

W stan likwidacji postawiono już kilka PKS-owskich spółek firmy transportowej Mobilis Sp. z o.o. Kończą one działalność z dniem 30 czerwca br. W praktyce oznacza to, że od 1 lipca br. część mieszkańców powiatu przasnyskiego straci możliwość dojazdu do placówek służby zdrowia, szkół, zakładów pracy i sklepów.

Scenariusz likwidacji przewozów lokalnych na naszym terenie przewidziano już w 2008 r. Wizjonerem okazał się starosta przasnyski. Zawarto wówczas porozumienie samorządów z dwóch powiatów – przasnyskiego i makowskiego – i wystąpiono do ówczesnego ministra o komunalizację państwowych wtedy PKS-ów na rzecz powiatu przasnyskiego. Jednak Ministerstwo Skarbu Państwa odrzuciło wniosek 18 samorządów o przejęcie transportu publicznego, stawiając w 2010 r. na  spółkę Mobilis (należącą do izraelskiej grupy Egged).

– W 2008 r. chcieliśmy przejąć PKS-y, gdyż wówczas dostępne były środki unijne, za które mieliśmy zamiar przebudować dworce i przystanki oraz zakupić kilkadziesiąt nowych, mniejszych i większych, pojazdów dopasowanych do tzw. tras antenowych. Był to wówczas innowacyjny zamysł, który w sposób oszczędny i optymalny zapewniłby codzienny transport z każdej miejscowości zarówno dorosłym, jak i dzieciom. Ministerstwo wtedy nam nie uwierzyło – tłumaczy starosta Zenon Szczepankowski.

Nie uwierzyło, ponieważ nie leżało to w interesie dochodów Skarbu Państwa. Przekazanie PKS-ów we władanie samorządów miało odbyć się bezpłatnie, prywatna firma zapłaciła za to kilkadziesiąt milionów, które zasiliły niedomykający się krajowy budżet. Jednak już wtedy pojawiły się głosy, że majątek sprywatyzowanych PKS-ów, a więc tabor, dworce i grunty, były warte dużo więcej. Sprawę tę badała Najwyższa Izba Kontroli, która mimo uwag, finalnie uznała, że sprzedaż 6 mazowieckich spółek  przewozowych była zgodna z przepisami. W 2012 r. kontrolę dotyczącą realizacji umów sprzedaży akcji PKS prowadziło także CBA. Nieoficjalne informacje głosiły, że powodem kontroli było podejrzenie, iż mogło dojść do sprzedaży po zaniżonych cenach. Nie znalazły one oficjalnego potwierdzenia.

Tymczasem skutki ówczesnych prywatyzacyjnych decyzji odczujemy już niebawem, zaś niezmotoryzowani mieszkańcy powiatu przeżyją dramat.

W 2010 roku, kiedy ministerstwo skarbu poinformowało o podpisaniu ze spółką Mobilis umowy prywatyzacyjnej opiewającej na ponad 77 mln zł, sytuacja przewozów miała wyglądać zupełnie inaczej. Ówczesna sprzedaż dotyczyła spółek PKS w Płocku, Mławie, Ciechanowie, Ostrołęce, Mińsku Mazowieckim i Przasnyszu. Ministerstwo zapewniało, że do najważniejszych postanowień umowy należą zobowiązania inwestycyjne Mobilisu, sięgające prawie 100 mln zł. W ramach tej kwoty planowana była modernizacja infrastruktury i taboru, w tym dostosowanie floty do standardów ekologicznych UE. Odtrąbiono wielki prywatyzacyjny sukces, a po zawarciu umowy ministerstwo podkreślało, że transakcja sprzedaży sześciu mazowieckich spółek PKS oznacza znacząco większe bezpieczeństwo działalności oraz możliwości rozwoju na coraz bardziej konkurencyjnym rynku usług transportowych. Z szumnych zapowiedzi i planu ogromnych inwestycji pozostało niewiele. W 2011 r. majątek przasnyskich PKS-ów „wzbogaciły” 3 zdezelowane, kilkunastoletnie autobusy przywiezione statkiem z Izraela. Niedługo później spółka starała się o wprowadzenie zmian w studium zagospodarowania przestrzennego miasta, umożliwiające wybudowanie sklepu wielkopowierzchniowego na terenie zajezdni autobusowej przy ul. Szosa Ciechanowska. Plany te spaliły na panewce, ale już wówczas stało się jasne, że Moblis nie będzie dążył do pomnażania majątku związanego z działalnością przewozową na naszym terenie. Przez kilka ostatnich lat spółka nie inwestowała w tabor, ani nie uruchamiała nowych połączeń, a dworzec w Przasnyszu niszczał. Od lat szefowie Mobilsu ignorowali nie tylko pytania dziennikarzy, ale także pisma władz samorządowych. Regularnie dochodziło do ograniczeń siatki połączeń w naszym powiecie. Spory pogrom przypadł na marzec br. kiedy zlikwidowano wiele kursów do Leszna, Gostkowa, Krasnego, Fijałkowa i Karwacza.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że w Przasnyszu zrobiło się głośno o zwolnieniach pracowników i możliwego upadku naszego PKS-u. Spekulacje narosły w połowie lutego, kiedy Mobilis Group podjął decyzję o likwidacji oddziału w Ostrołęce. Przasnyski zarząd Mobilisu poinformował wówczas, że w związku z procesem wewnętrznej restrukturyzacji planowana jest fuzja operacyjna spółek PKS Przasnysz i PKS Ciechanów, która skutkować będzie zmianami zatrudnienia, jednak nie grozi upadłością, zaś zmiany miały mieć na celu jedynie optymalizację procesu zarządzania. Zarząd PKS Przasnysz zapewniał wówczas, że priorytetem firmy jest jak najszersze utrzymanie oferowanych usług, zaś restrukturyzacja przeprowadzana jest dla dobra pasażerów i pracowników. Mimo tych zapewnień, już w marcu br. zapadła decyzja o rozwiązaniu spółki i otwarciu jej likwidacji. W wydanym komunikacie zdawkowo poinformowano, że głównym powodem tej decyzji jest trudna sytuacja rynkowa oraz z roku na rok drastycznie malejąca liczba pasażerów. – Model biznesowy długoterminowo pozostawał nierentowny, pomimo wprowadzanych optymalizacji operacyjnych – informowali likwidatorzy PKS Ciechanów, dodając grzecznościową formułkę, że już po zakończeniu działalności spółki postarają się pomóc lokalnym władzom wypracować rozwiązania komunikacyjne dla poszczególnych gmin.

 

Pojawiło się światełko w tunelu. Miasto Przasnysz wieszczy sukces.

 

20 kwietnia br. w przasnyskim urzędzie miasta doszło do spotkania w sprawie przyszłości PKS-ów. Do rozmów usiedli: burmistrz Przasnysza Waldemar Trochimiuk, reprezentanci Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej „Polonus”: Maciej Acedański – prezes zarządu, Krzysztof Soin – członek zarządu, Michał Gileta – dyrektor ds. przewozów dalekobieżnych i Mirosław Odolecki – starszy specjalista ds. transportu, Krzysztof Bieńkowski – kierownik Delegatury Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Ciechanowie, Piotr Trzcinka – JP Development, przedstawiciele Starostwa Powiatowego w Przasnyszu: Jarosław Włodarczyk i Zbigniew Zagroba. Na spotkanie nie zaproszono mediów, jednak do lokalnej prasy i portali trafiła notka urzędu miasta głosząca, że przejęciem przewozów pasażerskich w powiecie przasnyskim zainteresowane jest Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej „Polonus”, zaś tematem przyświecającym spotkaniu było powstanie w Przasnyszu dworca autobusowego na miarę XXI wieku oraz możliwość bezproblemowego dojechania do każdego zakątka powiatu. Zweryfikowaliśmy te doniesienia, kontaktując się z dyrektorem zarządzającym „Polonus” S.A. – Piotrem Pogonowskim. Jak się okazuje, żadne decyzje w tym zakresie nie zapadły, a dyrektor uczulał nas, żeby zachować neutralny charakter publikacji, ponieważ w tej chwili trudno powiedzieć, w jakim kierunku pójdzie współpraca i czy w ogóle nastąpi. Podkreślił także, że biznes lubi ciszę, dlatego warto media informować o faktach, nie zaś o zamiarach. – Do spotkań na najwyższym szczeblu podchodzimy bardzo poważnie i profesjonalnie. Nie ukrywam, że tego typu rozmów mamy bardzo dużo. Są to zazwyczaj spotkania w kuluarach, poza opinią publiczną i mediami, gdyż dotyczą szczegółowego zapoznania się, przeanalizowania warunków i omówienia spraw biznesowych. Podczas spotkania z Panem Waldemarem Trochimiukiem – burmistrzem miasta Przasnysza nie podjęliśmy żadnych wiążących decyzji. Jeśli zostanie podjęta decyzja o ewentualnej współpracy, oczywiście oficjalnie powiadomimy o tym opinię publiczną. W tej chwili jest stanowczo za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje – zaznacza Piotr Pogonowski, Dyrektor Zarządzający Polonus.

Okazuje się jednak, że jest w Przasnyszu przedsiębiorstwo, które deklarowało chęć współpracy z samorządem w zakresie organizacji przewozów na naszym terenie. Jest nią istniejąca od 1990 r. firma transportowa Beaty i Krzysztofa Czaplickich, która wyrażała wolę uczestniczenia w podobnym spotkaniu, jednak nie doczekała się zaproszenia. – W spotkaniu nie uczestniczyliśmy, ponieważ nie zostaliśmy przez burmistrza zaproszeni. Niedobrze, że tak się stało, ponieważ leży nam na sercu transportowa przyszłość Przasnysza, z którym nasza firma związana jest od 28 lat – ubolewa współwłaściciel przedsiębiorstwa.

 

Centrum handlowe na miejscu dworca? Drobni kupcy pełni obaw.

 

Z notki urzędu miasta dowiedzieliśmy się ponadto, że właścicielem terenu, na którym znajduje się dworzec autobusowy w Przasnyszu, jest obecnie firma JP Development. Firma ta zwróciła się z wnioskiem do burmistrza Przasnysza o zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obszaru, na którym znajduje się dworzec. Architekt i urbanista mają już być po rozmowach. Z informacji uzyskanej od obecnego właściciela wynika, że planuje on wykorzystać nieruchomość do zabudowy handlowo-usługowej z towarzyszącymi jej terenami parkingów i dworca autobusowego. Wynika z tego, że kształt przyszłego dworca ma być podobny do obiektu, który niedawno został wybudowany w Ciechanowie. Stoi tam centrum handlowe, które dworcem jest tylko z nazwy, zaś kilka opustoszałych wiat przystankowych, trudno za dworzec uznać. Ponadto już słychać sygnały, że budowa nowej galerii handlowej może przesądzić o upadku lokalnego handlu. Właściciele sklepów w rynku oraz na Orlika są załamani i rozpatrują możliwość oprotestowania inwestycji.

Do sprawy odniósł się także rzecznik starostwa. – Wiemy, że w Polsce w najbliższych latach będą powstawać centra handlowe pod nazwą „Dworzec”, bo to pozwala ominąć ustawę o zakazie handlu w niedzielę. Ci, co przejmowali PKS-y w centrach miast mogli już wtedy wiedzieć o przyszłym zakazie handlu w niedzielę, dlatego powiat spotkał się z tak twardą odmową, kiedy chciał przejąć we władanie przasnyską komunikację PKS-ową – zauważa Sławomir Czaplicki.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że powstanie galerii handlowej w miejscu dworca, z pewnością uczyni to miejsce przyjaźniejszym wizualnie, ponieważ obwieszony reklamowymi płachtami zrujnowany dworzec, szpeci centrum miasta od wielu lat i nie jest najlepszą wizytówką Przasnysza.

 

Komunikacja ma być zadaniem powiatu?

 

Waldemar Trochimiuk podczas spotkania komentował: – Komunikacja publiczna co prawda leży w gestii powiatu, ale prawidłowe funkcjonowanie to także nasz problem, ponieważ do Przasnysza kierują się autobusy z wszystkich gmin naszego powiatu, a przez Przasnysz przejeżdża wiele linii dalekobieżnych, dlatego też jestem otwarty na wszelką pomoc jakiej tylko mogę udzielić – mówił burmistrz Przasnysza. Starostwo dementuje doniesienia Waldemara Trochimiuka, że komunikacja leżeć będzie w gestii powiatu. – Jeszcze nie wiadomo, kto będzie odpowiedzialny za transport publiczny, bo rząd projekt ustawy dopiero konsultuje w ministerstwach. Sejm powinien jak najszybciej uchwalić ustawę, ale z zapisem o źródłach finansowania – zaznacza rzecznik starostwa.

– Obecnie przygotowywana jest ustawa, która nakłada obowiązek zapewnienia transportu publicznego na gminy, powiaty i województwa. Ustawa jest obecnie w fazie konsultacji międzyresortowych, a jej wejście w życie zakłada się na 1 stycznia 2019 r. – precyzuje Zenon Szczepankowski i dodaje, że wadą tej ustawy jest to, że nie przewiduje ona jakichkolwiek dotacji dla samorządów na ten cel.

Wtóruje mu marszałek województwa. – Sytuacja jest skomplikowana. Potrzebne są regulacje na poziomie centralnym, potrzebne są zapisy ustawowe. Jeśli samorządy mają w pełni zajmować się tym problemem, to trzeba wskazać źródło finansowania dopłat do tych deficytowych przejazdów. A tymczasem strona rządowa zamiast pomagać, raz że dokłada nam zadań to jeszcze proponuje obniżanie CIT-u, co przełoży się na spadek dochodów i naszych, i innych samorządów – podkreśla marszałek Adam Struzik.

Nie dość, że sytuacja jest skomplikowana, to zmagamy się z nieprecyzyjnymi informacjami płynącymi z urzędu miasta. Oby nie okazało się, podobnie jak przed laty, kiedy to szumne zapowiedzi okazały się być niewartymi funta kłaków obietnicami.

PKS Ciechanów
PKS Ciechanów
PKS Przasnysz
PKS Przasnysz

Małgorzata Jabłońska red. Infoprzasnysz

Może ci się spodobać również
Komentarze
Loading...