Nasza interwencja. Trzęsienie ziemi o 3 ary gruntu w Golanach.

W Golanach, nieopodal gminnego stawu, mieści się posesja państwa Jabłonowskich. Rodzina twierdzi, że wójt gminy Przasnysz dopuszcza się wobec nich szykan, zabraniając im przechodu i przejazdu przez mały pas gminnego gruntu. Wojna na linii urząd – rodzina trwa już kilka lat, zmieniając się w mroczną sagę w kafkowskim klimacie. Wójt Grażyna Wróblewska zauważa, że broni gminnego mienia, ponieważ pragnie zagospodarować ten teren dla dobra całej społeczności.

 

Paweł Jabłonowski prowadzi gospodarstwo rolne, specjalizujące się w hodowli trzody chlewnej, jego żona pracuje w administracji publicznej. Rodzina na należącej do nich łące chciała postawić duży magazyn pasz, służący również przechowywaniu gospodarskich sprzętów. Jak relacjonują mieszkańcy, wójt gminy Przasnysz Grażyna Wróblewska była ich zamiarom przeciwna. Najpierw chciała wzruszyć ostateczne pozwolenie na budowę, co jej się nie udało. Następną, wykorzystaną instytucją funkcjonującą w Kodeksie Postępowania Administracyjnego, z której pani wójt skorzystała, była próba unieważnienia ostatecznej decyzji. Pani Wójt zaskarżyła do WSA w Warszawie jedno z rozstrzygnięć drugiej instancji, ale jej skarga została oddalona. Żaden z organów odwoławczych nie dopatrzył się nieprawidłowości w wydanych decyzjach, a wiata powstała.

 

Kolejnym i chyba największym problemem jest niewielka (licząca 315 metrów kwadratowych) gminna działka, dzieląca staw i posesję państwa Jabłonowskich, stanowiąca dojazd do ich domu oraz do magazynu, co – jak zapewniają – jest im niezbędne w codziennym funkcjonowaniu. O korzystanie z tego terenu trwa właśnie sądowy bój, który miał już kilka odsłon.

 

„Zaniechania naruszeń prawa własności”

W 2017 roku wójt wezwała pana Jabłonowskiego do „zaniechania naruszeń prawa własności” poprzez zaniechanie przechodu i przejazdu przez tę nieruchomość, przewożenia przedmiotów, stawiania pojazdów i innych rzeczy oraz niszczenia powierzchni, wzywając do niezwłocznego zaprzestania bezprawnego korzystania z nieruchomości gminnej w sposób opisany wyżej i przywrócenia jej do stanu poprzedniego.

Wobec braku możliwości porozumienia z gminą, mieszkańcy złożyli wniosek o tzw. drogę konieczną, ale ich postulaty dotychczas nie zostały uwzględnione przez sąd, choć sprawa nadal jest w toku. Jedną z przyczyn niejednoznaczności jest fakt, że do posesji rodziny prowadzą dwa inne wjazdy. Szkopuł w tym, że prowadzą wyłącznie do części gospodarskiej, która ze względu na przepisy sanitarne związane z ASF, jest oddzielona ogrodzeniem od mieszkalnej części posesji, oferując jedynie przejście piesze, nie zaś możliwość dojazdu.

Jedyną i najkrótszą drogą, z której mieszkańcy przez dziesięciolecia bez przeszkód korzystali, jest działka gminna. Jak zauważają państwo Jabłonowscy, gmina czyni intensywne starania, aby pozbawić ich możliwości dojazdu do domu i magazynu. Gmina widzi to inaczej, twierdząc, że mogą poruszać się po własnej łące. To jednak jest problematyczne z kilku przyczyn.

Po pierwsze dojazd ma około 150 metrów (działka gminna służąca jako obecny dojazd jest znacznie krótsza – liczy około 50 metrów). Ponadto łąka jest sukcesywnie zalewana przez nadmiar wody wypływającej z gminnego stawu. Dzieje się tak, ponieważ jak dowodzą Państwo Jabłonowscy, woda z ulic trafia właśnie do gminnego zbiornika i, nie mając możliwości ujścia, wylewa się na należącą do nich łąkę, czyniąc z niej nieużytkowe bagno. Choć trawa z tego terenu powinna być zebrana jeszcze jesienią, aż do maja będzie to niemożliwe, ponieważ wjazd na łąkę, niechybnie skończy się zalgnięciem ciągnika.

 

Głazy narzutowe

Na problemie dojazdu do domu się jednak nie kończy, ponieważ gmina postanowiła na fragmencie spornej działki ułożyć ogromne głazy narzutowe, które utrudnią przejazd pomiędzy posesją państwa Jabłonowskich a wolnostojącą wiatą. Jeden z głazów stanął niedawno naprzeciw bramy wjazdowej do posesji; jak tłumaczą państwo Jabłonowscy, docelowo ma ich być w tym miejscu kilkanaście. Choć teren wokół stawu oferuje rozliczne możliwości zorganizowania tam skalniaka, pani wójt zdecydowała o ulokowaniu go w najodleglejszym od utwardzonych dróg skraju gminnej działki, na drobnym fragmencie stanowiącym dojazd do wiaty, w której stoją rolnicze sprzęty, wykorzystywane na co dzień w gospodarstwie.

– Nie rozumiem, dlaczego nie możemy korzystać z dojazdu do naszej posesji, który był tam od zawsze? – pyta Renata Jabłonowska. Wtóruje jej mąż, tłumacząc, że przejazd w tym miejscu był jeszcze przed jego urodzeniem, kiedy gospodarowali tu jego dziadkowie. – Pani wójt zeznała przed sądem, że drogę zobaczyła dopiero w 2017 r., choć kilkadziesiąt lat temu odwiedzała mój dom, chodząc właśnie po tej drodze – tłumaczy pan Paweł. Na potwierdzenie swoich słów, rodzina pokazuje zdjęcia domu przed przebudową, datowane na rok 2001, na których droga jest doskonale widoczna.

– Nigdy nie chcieliśmy przejąć na własność części działki, będącej własnością Gminy Przasnysz, ponieważ taki stan na gruncie istnieje od dziesiątek lat. Do skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego zostaliśmy zmuszeni, gdyż to właśnie pani wójt jest inicjatorem zakazania nam korzystania w dotychczasowy sposób z tego dojazdu. Sprawa została zainicjowana pismem pani wójt, skierowanym do nas w maju 2017 r., kiedy to rozpoczęliśmy inwestycję, polegająca na budowie budynku magazynu. Z dnia na dzień zakazano nam korzystania z dojazdu do naszej posesji. Ponowną korespondencją w lipcu 2017 r. wezwano nas do zaprzestania korzystania z przejazdu, doprowadzenia działki do stanu poprzedniego, ale jaki on był nie wiemy, gdyż taki stan rzeczy był „od zawsze”. W piśmie wskazano również, że zostanie wszczęte przeciwko nam postępowanie egzekucyjne, co narazi nas na dodatkowe koszty – mówi Renata Jabłonowska, podkreślając, że działania pani wójt utrudniają rozwój i rozbudowę ich gospodarstwa.

Jak tłumaczy rodzina, rozmaite boje z gminą trwają od kilku lat, a oni chcieliby po prostu spokojnie w Golanach żyć, jak udawało się przez dziesięciolecia, zanim nie rozgorzał spór. Zapytani o przyczynę takiego stanu rzeczy, nie są w stanie wskazać logicznych przesłanek dla nagłej zmiany postawy urzędników.

Państwo Jabłonowscy dowodzą, że nie chcą niczego więcej jak swobodnie korzystać z dojazdu. Są w stanie wykupić lub wydzierżawić sporny teren o powierzchni około 3 arów, gwarantując w umowach, że nie dokonają na nim żadnych zmian, a działka – tak jak do tej pory – pozostanie ogólnodostępna i niezagrodzona.

 

Nowela w kafkowskim klimacie

Nie pokusimy się o szczegółowe relacjonowanie perypetii rodziny z Golan, ponieważ ich opisanie mogłoby stać się tematem na nowelę utrzymaną w kafkowskim klimacie, przyprawioną szczyptą absurdalnego, mrocznego humoru.

W związku z rozterkami rodziny Jabłonowskich, na ich prośbę, zwróciliśmy do pani wójt z prośbą o odpowiedź na kilka pytań. Sam fakt ich zadania, bez poznania treści artykułu, zdaniem pani wójt, oznacza „duże zaangażowanie” dziennikarza po jednej ze stron. Jakie to pytania? Publikujemy je w całości:

Szanowna Pani Wójt, w imieniu mieszkańców Golan, p. Jabłonowskich chcę zadać kilka pytań w kwestii sporu, który toczy na styku samorząd – mieszkańcy. Proszę, aby Gmina rzeczowo i zwięźle odniosła się do  niżej wymienionych zagadnień. Proszę o konkretne i niedługie wypowiedzi, przedstawiające perspektywę samorządu. Przede wszystkim zależy mi, aby wybrzmiała odpowiedź na proste pytanie:

– Czy konieczne są liczne postępowania administracyjne i kosztowne spory sądowe? Dlaczego nie ma możliwości porozumienia się, wypośrodkowania interesu samorządu i mieszkańców, który zadowoliłby obie strony? Czy nie istniała/nie istnieje możliwość mediacji, rozwiązań polubownych? Zawarcia stosownych umów?

– Państwo Jabłonowscy są zdania, że gmina reprezentowana przez Panią Wójt, dopuszcza się względem nich szykan. W związku z artykułem prasowym, który właśnie piszę, chcąc wysłuchać obu stron sporu, proszę o zwięzłą odpowiedź na kilka pytań i odniesienie się do następujących zagadnień.

– Dlaczego gmina była przeciwna wybudowaniu wiaty (magazynu) przez p. Jabłonowskich? Czy istnienie budowli zagraża gminnej własności, w czymś przeszkadza?

– Z jakich przyczyn spór dotyczący 3-arowej gminnej działki, wykorzystywanej przez państwa Jabłonowskich jako najkrótszy dojazd do domu (jak twierdzą – przejazd istnieje co najmniej od dziesięcioleci) nie mógł zakończyć się polubownie? Rodzina proponuje wykupienie lub dzierżawę tego terenu i jest gotowa w umowie, bądź w akcie notarialnym zawrzeć pozostawienie tego terenu ogólnodostępnym i niezagrodzonym. Chcą jedynie swobodnie korzystać z możliwości przejazdu. Czy jest to niemożliwe i dlaczego?

– Rodzina jest zdania, że planowane ustawienie kilkunastu głazów ma na celu utrudnienie im życia i dojazdu do magazynu. Jakie jest Państwa stanowisko w tej sprawie? Czy głazów nie można ustawić w innym miejscu, którego w sąsiedztwie stawu nie brakuje?

– Jak zauważają państwo Jabłonowscy, gmina czyni intensywne starania, aby pozbawić ich możliwości dojazdu do domu i magazynu. Choć istnieje wjazd z innej drogi, poruszanie się po nim jest problematyczne z kilku przyczyn. Po pierwsze dojazd ma około 150 metrów (działka gminna służąca jako obecny dojazd jest znacznie krótsza – liczy około 50 metrów). Ponadto łąka jest sukcesywnie zalewana przez nadmiar wody, wypływającej z gminnego stawu, co niekiedy czyni przejazd niemożliwym.

– Podsumowując i mówiąc najkrócej: Czy spory pomiędzy mieszkańcami a gminą nie mogłyby być rozwiązywane w sposób polubowny, na zasadzie mediacji?

 

Paniczna reakcja pani wójt

W odpowiedzi pani wójt przesłała nam niezwykle obszerne stanowisko, które swoim rozmiarem zapełniłoby całą rozkładówkę gazety. Choć prosiliśmy o krótkie odpowiedzi, stanowisko liczy kilka stron A4, a pani wójt wyraża zgodę „na jego publikację tylko w całości, nie wyrażając zgody na publikację wyrwanych z kontekstu fragmentów, ani na jakąkolwiek modyfikację”.

Niestety stanowisko pani wójt poza odniesieniami do zadanych pytań, zawierało także ocenę pracy dziennikarza, któremu Grażyna Wróblewska (jeszcze przed poznaniem treści artykułu) zarzuciła stronniczość.  Udzielone odpowiedzi w części nie odnoszą się bowiem do istoty zagadnienia, będącego tematem publikacji, ale insynuują rzekome zaangażowanie redakcji po jednej ze stron.

Podkreślmy to raz jeszcze – zostało to ocenione przez panią wójt wyłącznie na podstawie treści zadanych i zacytowanych wyżej pytań. Pani wójt nie zechciała dokonać modyfikacji odpowiedzi z pominięciem osobistych wycieczek, dlatego jesteśmy zmuszeni zrelacjonować punkt widzenia gminy z użyciem mowy zależnej:

Gmina, reprezentowana przez panią wójt, stoi na stanowisku, że to p. Jabłonowscy podejmowali działania, aby „zagarnąć” dla siebie część działki gminnej, co miało uniemożliwić jej zagospodarowanie z pożytkiem dla wszystkich mieszkańców. Wójt Grażyna Wróblewska zaznacza ponadto, że nie mogła być przeciwna budowie magazynu, ponieważ gmina nie była stroną w tej sprawie, zaznaczając jednocześnie, że popiera działania inwestycyjne mieszkańców pod warunkiem, że nie naruszają obowiązującego prawa.

Pani wójt odniosła się także do części gminnej działki, wykorzystywanej przez mieszkańców jako dojazd, tłumacząc, że nie ma powodu, żeby państwo Jabłonowscy mieli korzystać z gminnej nieruchomości, ponieważ mogą korzystać z istniejących zjazdów, bądź ustanowić nowe. Jednocześnie zapewnia, że Wojewoda Mazowiecki, jak i Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego informowali wielokrotnie gminę Przasnysz, że p. Jabłonowski zapewnił do każdego budowanego obiektu dostęp do drogi publicznej po swoich działkach, a właściwe organy nadzoru budowlanego potwierdziły, że nieruchomość gminy Przasnysz nie była i nie jest dojazdem do magazynu, ani ich domu.

To rodzina pozwała gminę, nie na odwrót

Wójt podkreśla jednocześnie, że to nie gmina wytoczyła przeciw mieszkańcom sądowe działa, gdyż uczyniła to druga strona. Spory sądowe toczą się z powództwa rodziny, a jedna z tych spraw – o zasiedzenie – już się zakończyła prawomocną przegraną p. Jabłonowskich. Druga sprawa sądowa o drogę konieczną, która nadal jest w toku – w ocenie pani wójt – została wytoczona, pomimo że działka siedliskowa (z domem) ma dostęp nie tylko do jednej, ale do dwóch dróg publicznych.

Zdaniem samorządu, urządzenie dodatkowego dojazdu przez działkę gminną byłoby niegospodarnością i działaniem sprzecznym z interesem publicznym, a rodzina mogła tak zaplanować lokalizację obiektów na należących na nich gruntach, aby nie naruszać prawa własności sąsiada. Gmina stoi na stanowisku, że jest to sytuacja bez precedensu i musi zostać wyjaśniona przez właściwe organy.

Zdaniem pani wójt, koncepcja zagospodarowania gminnej działki, która ma służyć wszystkim mieszkańcom, nie przewiduje tworzenia drogi dojazdowej dedykowanej jednej rodzinie. Podkreśla jednocześnie, że usytuowanie głazów zostało zaprojektowane w sposób najkorzystniejszy pod względem funkcjonalnym i estetycznym, do czego gmina jest uprawniona jako właściciel, a celem wszystkich działań jest uatrakcyjnienia działki, aby każdy mieszkaniec gminy i Golan znalazł tam miejsce do spędzenia wolnego czasu.

Pani wójt nie widzi także możliwości mediacji, ponieważ zawarcie porozumienia przez gminę na tym etapie sprawy, byłoby – jej zdaniem – sankcjonowaniem bezprawia.

Tymczasem sądowy spór o konieczną drogę dojazdową do posesji wciąż jest w toku, 10 listopada sędzia zarządził wizję w terenie, podczas której starał się ustalić stan faktyczny, a sprawa jeszcze trochę potrwa.

Sytuacja jest bez wątpienia trudna i złożona, dlatego niełatwo formułować jakiekolwiek oceny czy komentarze. Bez wątpienia spór osiągnął ogromne rozmiary, a jego temperatura po obu stronach jest bardzo gorąca.

Jako komentarz niech posłuży z jednej strony reakcja pani wójt na zadane jej pytania, która zapowiada upublicznienie treści naszej korespondencji na gminnej stronie oraz Facebooku (do czego gorąco zachęcamy), a z drugiej strony, niech o temperaturze sporu świadczy postawa rodziny Jabłonowskich, która przed czterema laty uzyskała od starosty tytuł Rolnika Roku Powiatu Przasnyskiego.

– Bezdyskusyjnym jest fakt, że to właśnie pani wójt musiała nas do tej nagrody typować. W obecnej sytuacji bardzo chętnie byśmy to wyróżnienie zwrócili i podziękowali za fałszywe uznanie – kwitują.

 

 

M. Jabłońska


 

 

guest
10 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jakob
Jakob
1 miesiąc temu

nie bardzo rozumiem dlaczego Pani Wójt jest w artykule przedstawiona jako złośliwy tyran. Moim zdaniem jeśli państwo J. mają inne możliwości dojazdu do swojej nieruchomości (a mają) to sprawa jest jednoznaczna. Osobiście na miejscu gminy ogrodziłbym teren stawu kamieniami/słupkami dookoła. A państwo J. zamiast żerować na publicznej własności niech pomyślą o dodatkowym wjeździe od strony drogi bezpośrednio na ich podwórko, jeśli uważają że pozostałe wjazdy które posiadają nie spełniają norm.

MARTA
MARTA
1 miesiąc temu

Tyle lat istniejecie i sie nie nauczyliście jeszcze, że Pani wójt nie wolno zadawać niewygodnych pytań. Jeśli już pisać o gminie to tylko dobre rzeczy.

sandal
sandal
1 miesiąc temu

Chyba najwyższy czas, żeby nasi samorządowcy zrozumieli od czego są media. Nie zawsze jest kolorowo, ale wypada odpowiedzieć bez emocji. Stanowisko zobowiązuje. To samo sie tyczy powiatu.

WPZ
WPZ
1 miesiąc temu
odpowiada  sandal

Emocje i ekscytacja zazwyczaj są w komentarzach, bo w odpowiedziach samorządowców to takie emocje jak na grzybach.

WPZ
WPZ
1 miesiąc temu

Reasumujac: rodzinka chciała zgarnąć cudzą działkę przez zasiedzenie. Sami skierowali sprawę do sądu, a teraz lament w mediach? I co ma do tego tytuł rolnika roku? Pani Wójt zgłosiła ROLNIKÓW do tytułu rolników roku, a nie Januszy Biznesu, którzy przytulają cudzy majątek przez zasiedzenie.

Tomasz
Tomasz
1 miesiąc temu

W pełni popieram stanowisko Gminy, Jeśli jest to działka gminna to powinni ją ogrodzić i problem rozwiązany a Szanowni Państwo znajdą sobie jakiś legalny dojazd do domu.

Janusz Zaganiacz
Janusz Zaganiacz
1 miesiąc temu

W zupełności zgadzam sie z przedmówcami, jeżeli działka należy do gminy, to powinna być ogrodzona i zakaz wjazdu, a nie robienie sobie przejazdu bo bliżej. A jak by chcieli zrobić sobie przejazd przez wasze działki bo bliżej na pole , też byście się zgodzili???

Ola
Ola
1 miesiąc temu

Sprawa zaczęła się od tego, że wójt zabroniła ludziom przechodzenia i przejazdu przez działkę gminną. To trochę tak, jakby burmistrz zabronił komuś przechodzić przez rynek. Na razie jeszcze kamaryla pani wójt szczeka w jej imieniu, ale za chwilę skończy się władza, fałszywi przyjaciele i klakierzy odejdą, a zacznie się samotność i smutek. A wystarczyło być człowiekiem.

WPZ
WPZ
1 miesiąc temu
odpowiada  Ola

Dobrze jesteś poinformowana, Olu. A może Olku.

Kredycik
Kredycik
1 miesiąc temu

W artykule nie dodano że pani wójt też mieszka w Golanach, można to rozwiązać na 100 sposobów bez szkody dla gminy. Wystarczy tylko dobra wola samorządu. Wójt to służba a nie władza, powinien łagodzić spory- a co na to Rada gminy, przecież to w większości rolnicy… Przecież tacy rolnicy przynoszą gminie dochód, więc po co utrudniać im rozwój.