Nasz felieton. Już nie jedna maseczka, ale dwie!

Narracja polskich władz w kwestii walki z pandemią i zasłaniania nosa i ust zmienia się jak w kalejdoskopie. Nakazy i zakazy niejednokrotnie godzą w zdrowy rozsądek, a wpływ restrykcji na gospodarkę jest iście dramatyczny. Państwo walczy z wirusem przy pomocy represji wobec własnych obywateli, wyciągając restrykcje z kapelusza według własnego widzimisię.

 

Polacy jeszcze przed pojawieniem się wirusa zaczęli gromadzić zapasy maseczek. Mimo to, Ministerstwo Zdrowia wielokrotnie zapewniało, że ich noszenie nie uchroni nas przed zakażeniem, a minister Szumowski pod koniec lutego 2020 r. drwił z osób, które je nosiły. Wielokrotnie twierdzono też, że niewłaściwe noszenie maseczek może być groźne dla zdrowia.

 

Powszechny nakaz zasłaniania nosa i ust zaczął obowiązywać w Polsce 16 kwietnia 2020 roku. Jak tłumaczyło wówczas Ministerstwo Zdrowia, decyzja ta miała umożliwić otwarcie gospodarki. Dziś wiemy już, że przepisy te wprowadzono rozporządzeniem z naruszeniem Konstytucji i jako takie były nielegalne, a sądy masowo umarzały postępowania w sprawie mandatów.

 

30 maja 2020 obowiązek zasłaniania ust i nosa częściowo zniesiono, ograniczając go do sytuacji, kiedy niemożliwe było zachowanie dystansu społecznego. Nos i usta musieliśmy jednak zasłaniać w autobusach, sklepach, kościołach oraz kinach, ale na otwartej przestrzeni obowiązek ten został zniesiony.

 

 

Bezprawne obostrzenia

Sytuacja po raz kolejny uległa zmianie 10 października, kiedy rząd wprowadził (nadal bezprawny) nakaz noszenia masek w strefach żółtej i czerwonej, który obowiązywał nie tylko w przestrzeniach zamkniętych, lecz także na wolnym powietrzu.

 

7 listopada całą Polskę ogłoszono strefą czerwoną i wprowadzono restrykcyjne zasady zasłaniania nosa i ust wszędzie poza własnym domem. Przy okazji zawieszono prowadzenie działalności gastronomicznej z możliwością sprzedaży żywności tylko na wynos, zamknięto obiekty kultury, siłownie i kluby fitness. Zakaz prowadzenia działalności w tych branżach miał obowiązywać 2 tygodnie, ale jest z nami ponad 4 miesiące i w większości obowiązuje do dziś.

 

29 listopada (po 9 miesiącach epidemii) w Dzienniku Ustaw pojawiła się ustawa, regulująca nakaz noszenia masek, czyniąc go z grubsza legalnym, ale są pierwsze korzystne dla niepokornych wyroki uniewinniające od kary mandatu, świadczące o tym, że nowe przepisy dalej są wadliwe. Nie zmienia to faktu, że  zdecydowana większość rodaków karnie paraduje ze szmatką na twarzy.

 

W tej sytuacji warto postawić pytanie: skoro maseczka chroni przed zakażeniem, z jakiej przyczyny ograniczono prowadzenie działalności gospodarczych? Dla przykładu – od wielu miesięcy ćwiczenia na siłowni rząd uznaje za skrajnie niebezpieczne. Skoro maska chroni przed wirusem w markecie, kościele, w urzędzie czy na lodowisku (w Przasnyszu już działa), dlaczego nie chroni w klubie fitness czy na siłowni?

 

Absurd goni absurd

 Skoro od miesięcy trwa drugi lockdown, utrzymujemy dystans i nosimy chroniące nas maski, skąd wziął się nagły wzrost zakażeń odnotowany w październiku i listopadzie? Ostatnio warunkowo otwarto galerie handlowe, bez przeszkód działają fryzjerzy, kosmetyczki oraz dentyści, ale już ćwiczenia fitness czy spożycie posiłku na mieście powodują zagrożenie? Siłownie muszą pozostać zamknięte, ale swobodnie działają szkoły tańca, gdzie twarzą w twarz tańczy wiele par. Czy ktoś dostrzega w tym jakąkolwiek logikę?

 

Jednak zgłaszanie wątpliwości kończy się represjami wobec niepokornych. Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie w sprawie osób popierających m.in. „List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz i mediów”. Postępowanie takie nie ma podstaw prawnych, do czego władza od wielu miesięcy stara nas się przyzwyczaić. Niezgadzającą się z pandemiczną narracją szefową kliniki dr Annę Marynowską czasowo pozbawiono prawa wykonywania zawodu, a dr. Włodzimierza Bondara, który pomógł tysiącom chorych na COVID-19 lecząc ich amantadyną, odsądził od czci i wiary współpracujący z rządem prof. Horban, który kilka lat wcześniej dopuszczał stosowanie amantadyny w przypadku zakażeń w ostrym przebiegu grypy.

 

Lipne infografiki

W odpowiedzi na zarzuty, że zarządzanie epidemią odbywa się za pomocą wyciąganych z kapelusza restrykcji, rząd zaprezentował infografikę, dotyczącą obostrzeń w zależności od liczby zakażeń, co miało nadać represjom wiarygodności i przewidywalności. W czasie, kiedy padł rekord zakażeń i należałoby wprowadzić „narodową kwarantannę” zgubiono gdzieś 11 tysięcy przypadków, a kiedy ich liczba spadła na tyle, że należałoby zacząć luzować gospodarkę, wprowadzono drugi lockodown, który w części utrzymano do dziś.

 

Kilka tygodni temu rząd, chcąc potwierdzić swoje decyzje dotyczące lockdownu, opublikował infografikę, przedstawiającą ryzyko zakażenia w określonych miejscach, rzekomo  zaczerpnięte z prestiżowego magazynu naukowego „Nature”. Prędko okazało się, że informacja ta jest manipulacją, bowiem symulacja z USA, opublikowana w popularnym czasopiśmie naukowym, dotyczy zgoła innego zagadnienia, do tego badania przeprowadzono w największych amerykańskich aglomeracjach. To właśnie m.in. na tej podstawie ekipa Morawieckiego podejmuje decyzje o obostrzeniach w Polskich powiatach i gminach, wprowadzając – godzące w konstytucję – ograniczenie naszych swobód obywatelskich i restrykcje, związane z funkcjonowaniem działalności gospodarczych.

 

Na szczycie rządowej infografiki, jako najbardziej ryzykowne miejsca, oznaczono restauracje z obsługą kelnerską. Przeczą temu brytyjskie badania opublikowane przez Public Health England, z których wynika, że do najczęstszych zakażeń dochodzi w supermarketach, które w Polsce działają bez przeszkód, a przestrzeganie limitów klientów w większości sieci handlowych jest fikcją.

 

Coraz większa liczba Polaków sprzeciwia się restrykcjom

Trudno się dziwić, że coraz więcej osób ma z kapelusza wzięte obostrzenia tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Ostatnio rząd z pełną premedytacją podjął decyzję, że kasyna od 12 lutego mogą działać bez przeszkód, przy jednoczesnym zamknięciu restauracji. Czy ktoś jest w stanie podać choć jedną logiczną przesłankę przemawiającą za tym, że człowiek siedzący przez wiele godzin w kasynie jest mniej narażony na zakażenie niż klient goszczący w restauracji?

 

W obliczu narastających wątpliwości, dotyczących pandemicznych decyzji rządu, coraz więcej barów i restauracji otwiera się na klientów. Wiatru w żagle dodał im wyrok WSA z Opola, który w uzasadnieniu orzekł, że ograniczanie praw i wolności konstytucyjnych nie może nastąpić poprzez rozporządzenie, ale przez wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. Podobne zdanie sądy wyraziły w kilkudziesięciu innych orzeczeniach, ukazując nielegalność rządowych ograniczeń. Nie przeszkadza to służbom represjonować przedsiębiorców, a przed jednym z polskich klubów walkę z wirusem prowadziły uzbrojone po zęby oddziały policji.

 

Niespójnych i sprzecznych z elementarną logiką działań jest więcej. Wspomnijmy choćby zakaz wstępu na place zabaw, do parków i lasów, nagłe odwołanie Święta Zmarłych czy bezprawną godzinę policyjną wprowadzoną w Sylwestra.

 

Zdaniem rządu wirus nie jeździ koleją i nie atakuje przedstawicieli władz. Bez przeszkód zjemy posiłek w wagonach Warsu, stołówce w wielkim zakładzie produkcyjnym oraz w sejmowej kantynie. Oficjalnie nie można tego zrobić m.in. w galerii handlowej, gdzie stoliki i krzesła są ogrodzone taśmą. Przedsiębiorczy Polacy i na to znaleźli sposób – kupują jedzenie na wynos i całymi rodzinami spożywają je na podłodze.

 

Szmatka na twarzy daje wątpliwą ochronę

Wróćmy jednak do kwestii maseczek i powoli płyńmy do brzegu. Ostatnio władze dwóch państw doszły do wniosku, że zwykła szmatka nie chroni przed zakażeniem. Niemcy i Austria wprowadziły obowiązek noszenia maseczek typu FFP2 podczas zakupów w sklepach detalicznych i poruszania się środkami komunikacji publicznej. Noszenie maseczek o standardzie FFP2 obowiązuje również w niemieckich samolotach pasażerskich i portach lotniczych.

 

WHO póki co stoi na stanowisku, że maski z tkaniny są wystarczająco skuteczne, ale dobrze byłoby, aby składały się z trzech warstw. W Polsce dalej dopuszcza się zakrywanie nosa i ust częścią garderoby (np. szalikiem), a także używanie przyłbic. Co ciekawe, krajowe przepisy nie regulują materiału, z którego wykonana ma być maseczka. Możemy zakryć twarz siatką z oczkami wielkości 10-groszowej monety, a policja będzie bezradna.

 

Nieco innym tropem poszło amerykańskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (CDC), które 11 lutego opublikowało raport z badań, które przekonują, że aż o 95 proc. można obniżyć ryzyko przeniesienia koronawirusa między dwiema osobami, jeśli każda z nich ma na twarzy dwie maski. Strach pomyśleć co wykażą badania dotyczące trzech maseczek.

 

Teorie spiskowe stają się faktem

Polityka władz budzi coraz większe wątpliwości nie tylko w naszym kraju. Przez wiele europejskich państw przetoczyły się wielotysięczne manifestacje z żądaniem przywrócenia obywatelom ich praw. Media głównego nurtu nawet się o tym nie zająknęły, ale bunt narasta. W ostatnich dniach wyszło na jaw, że niemieccy naukowcy tworzyli na zlecenie rządu zmanipulowane ekspertyzy, aby legitymizować utrzymanie restrykcji oraz ograniczania wolności obywateli. Skandal o gigantycznych rozmiarach opisał niemiecki dziennik „Welt am Sonntag”. Plan sekretarza stanu Markusa Kerbera polegał na zgromadzeniu uznanych naukowców z instytutów badawczych oraz uniwersytetów, których zadaniem miało być opracowanie dokumentu, służącego jako podstawa do dalszych restrykcji, przedstawiającego – w możliwie najbardziej dramatyczny sposób – zagrożenie, jakie stwarza koronawirus. Narrację tę powieliły wszystkie media głównego nurtu, a naukowcy wpisali się w określony przez polityków cel, jakim było straszenie Niemców i zmuszanie ich do podporządkowania się nowym regułom życia społecznego i gospodarczego.

 

Powrotu do normalności nie będzie

 Biorąc pod uwagę przedstawione w naszym felietonie fakty, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że podobne instrukcje powstały w innych krajach, w tym w Polsce. Tym samym tresura, straszenie i dręczenie ludzi trwać będzie nadal, przecząc elementarnej logice.

 

Mimo rujnujących gospodarkę restrykcji, pandemia jest z nami już blisko rok i wcale nie zapowiada się, aby coś w tej kwestii miało się zmienić. Widzialnym efektem działań polskiego rządu jest niemające precedensu zadłużenie naszego kraju, upadek wielu branż, osobiste tragedie wielu ludzi oraz nienotowany od czasu II wojny światowej wzrost liczby zgonów, z których tylko część można wyjaśnić COVID-19.

 

Strach pomyśleć co naprawdę kryje się pod pojęciem „Nowy Ład”.

 

 

M. Jabłońska


 

guest
3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Czytelniczka
Czytelniczka
3 dni temu

Wreszcie bardzo dobry artykuł przedstawiający rzetelną informację o działaniach ròżnych rządòw aby trzymać ludzi w ryzach.

Jatola
Jatola
2 dni temu

wspaniały artykuł! czy temat szczepionek został specjalnie pominięty? 🙂

Marek_lelis
Marek_lelis
2 dni temu

Dziekuję za porządny artykuł. Niestety w mass mediach ogólnopolskich jedyne info o covid19 i obostrzeniach to irracjonalny „kwik”. W mediach o mniejszym zasięgu jak InfoPrzasnysz góruje merytoryczna zawartość a nie nastawienie na pudelkowe klikanie. Dzięki