Kłopoty w przasnyskiej branży gastronomicznej. Zapytaliśmy przedsiębiorców.

W poniedziałkowy wieczór w Dzienniku Ustaw opublikowano kolejne rozporządzenie, dotyczące ograniczeń w gastronomii. Początkowo sprzedaż posiłków wyłącznie na wynos miała trwać dwa tygodnie, teraz restrykcje przedłużono na czas nieokreślony. To kolejny cios w branżę, po którym część barów i restauracji może się nie podnieść. Sprawdziliśmy, jak decyzje rządu wpływają na sytuację przasnyskiej gastronomii.

 

Poprzedni raz z poważnymi ograniczeniami w funkcjonowaniu gastronomii mieliśmy do czynienia podczas wiosennych obostrzeń. Choć lokalne punkty gastronomiczne przetrwały ten trudny czas, większość z nich poniosła dotkliwe straty. Nie było im jednak dane długo funkcjonować bez przeszkód. Najpierw ograniczono możliwość sprzedaży stacjonarnej do godziny 22.00, potem skrócono ją do 21.00, ale i to okazało się zbyt mało.

23 października, podczas konferencji prasowej, premier Mateusz Morawiecki poinformował, że jedzenie i picie będziemy mogli zamawiać wyłącznie na wynos. Ograniczenie miało trwać dwa tygodnie z możliwością przedłużenia. Niedawno z dziennika ustaw dowiedzieliśmy się (już bez konferencji prasowych, wyjaśnień, uprzejmych zapowiedzi i deklaracji pomocy), że restrykcje potrwają dłużej.

Jednak, jak informuje „Rzeczpospolita”, dla restauracji działalność wyłącznie na wynos oznacza spadki obrotów na poziomie 80-90 proc. Zdecydowanie największy cios otrzymały punkty gastronomiczne, które nie miały rozpropagowanej sprzedaży na wynos, opierające się w głównej mierze na sprzedaży stacjonarnej i niewielkich marżach handlowych.

Mocno ucierpiały dochody barów z kebabem. Jak wynika z relacji sprzedawców, w niektórych z nich liczba zamówień spadła o niemal połowę, a koszty pozostały takie same. To, biorąc pod uwagę wysokie koszty stałe (choćby czynsz i opłaty za lokal), czyni biznes nieopłacalnym. Jeśli ograniczenia potrwają dłużej, liczba tego typu punktów w Przasnyszu ulegnie zmniejszeniu.

Już wiosenny lockdown sprawił, że swoją działalność musiał przemodelować Zajazd Staropolski, promując dostawę dań obiadowych na wynos oraz organizując tematyczne weekendy, które miały przyciągnąć klientów, pragnących zamówić restauracyjne dania z dostawą do domu lub z odbiorem osobistym. To sprawiło, że wielotygodniowe ograniczenia Zajazdowi Staropolskiemu udało się przetrwać, choć przy niemałych stratach. Mimo wdrożenia modelu biznesu, który sprawdził się wiosną, obecne ograniczenia restauracja odczuwa dotkliwie. Zajazd przestał zarabiać na codziennych gościach, nie ma rezerwacji stolików, odpadły również liczne imprezy rodzinie lub spotkania klasowe. Lokal dużo traci na braku możliwości sprzedaży napojów i alkoholu, których na wynos prawie nikt nie kupuje, a były częstymi pozycjami wybieranymi z karty. Choć trudno oszacować skalę strat, nie ma mowy o osiągnięciu normalnego poziomu dochodów. Jak szacuje menedżer restauracji Lucjan Krynicki, restauracja uzyskuje obecnie może 1/2 dochodów, jakie były jej udziałem w normalnym czasie. Sytuację nieco ratuje sprzedaż kateringowa.

 

Mimo strat, starają się przetrwać

Solidny cios spadł także na przasnyskie pizzerie. – Zdecydowanie odczuwamy zamknięcie sprzedaży stacjonarnej. Mogę powiedzieć, że straty z tego tytułu wynoszą mniej więcej połowę. Przez cały czas działamy, dostarczamy pizzę na wynos i staramy się przetrwać. Liczymy, że ograniczenia szybko się skończą – komentuje Anastazja Niemiałtowska, właścicielka pizzerii Da Grasso w Przasnyszu.

Po całkowitym zamknięciu szkół podstawowych, na niekorzyść zmieniła się sytuacja baru restauracyjnego „Na Szlaku Smaku”. Drastyczny spadek zamówień na wynos i usług kateringowych wymusił odesłanie części pracowników na urlopy. Lokal był zmuszony ograniczyć również godziny pracy. Dotychczas był czynny do godziny 22.00, teraz godziny otwarcia uległy skróceniu. Wszystko po to, aby ograniczyć koszty i przetrwać.

W pierwszy weekend po wprowadzeniu jesiennych obostrzeń odwiedziliśmy popularny w Przasnyszu lokal, oferujący dania fast food. Choć w niedzielę trudno tu było o wolny stolik, bar przez cały dzień zyskał jedynie kilka zamówień na wynos. Pracujące tam osoby stwierdziły, że sytuacja jest bardzo ciężka, a właściciel zapowiedział im, że jeśli ograniczenia potrwają dłużej, będzie zmuszony myśleć o zwolnieniach.

Branża gastronomiczna potrzebuje rządowego wsparcia. Potrzebuje także naszych zamówień, gdyż m.in. od tego zależy kondycja, w jakiej lokalna gospodarka przetrwa ten trudny czas, ilu mieszkańców straci pracę, a ile rodzin źródło utrzymania. Wspierajmy lokalnych przedsiębiorców, kupujmy w małych sklepach, zaopatrujmy się u ulicznych sprzedawców, na targu i bazarku, zamawiajmy jedzenie na wynos. Pomóżmy przasnyskim firmom przetrwać.

Urząd Miasta rozpoczął akcję: #ZamowNaWynoswPrzasnyszu, zachęcamy wszystkich mieszkańców do przyłączenia się. Teraz bardziej niż kiedykolwiek indziej potrzebujemy siebie nawzajem.

 

M. Jabłońska


 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments