Felieton: Hajs się zgadza

To zaskakujące o czym może człowiek pomyśleć oglądając swoje zdjęcie z przedszkola na facebookowej tablicy znajomego. Widząc siebie sprzed prawie 20 lat starałem się zastanowić jaka sentencja, motto, fraza spaja obecnie ówczesnych 35, 25 i 15-latków. Pod którym powszechnie znanym stwierdzeniem mogliby podpisać się wszyscy przedstawiciele wspomnianych grup wiekowych. Nie znalazłem. Dopiero później przypomniałem sobie o pewnym haśle, które pojawiło się całkiem niedawno za sprawą kultury hip-hopowej w świadomości młodzieży – „HAJS SIĘ ZGADZA”.

Te trzy proste słowa doskonale odwzorowują sytuację jaka panuje od wielu dekad w społeczeństwie. Trzydziestolatkowie w sentencji „Hajs się zgadza” odnajdą stabilizację życiową i być może samospełnienie, jakieś poczucie wewnętrznego spokoju. Dwudziestopięciolatkowie szukać w tym haśle będą pogoni, próbowania różnych sposobów na odnalezienie się w zastanej rzeczywistości i gdy ów „hajs się zacznie zgadzać” potwierdzenia samemu sobie, że obrali odpowiednią drogę w życiu. Piętnastolatkowie zaś, którzy też doskonale wiedzą już, że „hajs musi się zgadzać” wpatrując się w być może błędy i sukcesy za pomocą internetu swoich starszych kolegów i koleżanek, będą kombinować co mają zrobić ze sobą za chwilę.

Polskie społeczeństwo dosyć silnie zhierarchizowane i ustratyfikowane społecznie daje młodym obywatelom jasny i prosty wybór na samym starcie wejścia w poważne, dorosłe życie. Podjęcie pracy związanej ze swoimi zainteresowaniami i wybranym kierunkiem studiów, czy szukanie czegoś innego, co zapewni stałe utrzymanie. Jest jeszcze trzecia droga, z której korzysta spora ilość osób, a mianowicie wyjazd do Niemiec, Anglii, Norwegii.

Obecny gimnazjalista, który ma już porównanie i kontakt ze swoim zagranicznym kolegą dzięki Facebookowi, wie jak wygląda życie po szkole średniej. Zdaje sobie też sprawę, że studia w Polsce to nie jest jedyna pożądana droga, która w ogromnej większości przypadków bywa spełnieniem ambicji swoich rodziców. Nastolatek z małego miasta kombinuje już w tak młodym wieku, że może zamiast iść na studia, z których i tak niewiele będzie miał, warto złapać jakieś znajomości poza naszym krajem i jechać na 2,3 lata zarabiać w Euro, $, czy Funtach. Potem wrócić do Polski i na kapitale, który udało mu się zaoszczędzić, założyć jakąś małą firmę. Im więcej sobie odłoży tym częściej będzie mógł się sparzyć i otwierać coraz to nowe formy działalności gospodarczej, aż wreszcie trafi. Studia zrobi sobie zaocznie w jakimś oddziale kolejnej szkoły prywatnej, która na takich ludzi tylko czeka, żeby po paru latach płacenia czesnego wręczyć dyplom ukończenia szkoły wyższej. Do końca życia i tak nikt go nigdy nie zapyta, co kończył i gdzie. Ważne, że ma licencjat. Pewnie i tak przyda mu się on tylko, żeby nie czuć się gorszym przy stole świątecznym z rodziną.

To zdecydowana zmiana w myśleniu nastolatków, na przełomie ostatniej dekady. Pamiętam jeszcze jak my, ale też dużo starsi od nas wówczas młodzi ludzie, nie mieli takich pomysłów. Tak zwana ścieżka kariery była bardzo prosta. Dobrze zdana matura – prestiżowa szkoła wyższa – im trudniej dostać się na dany kierunek tym lepiej – dyplom magistra. Później już tylko sielskie życie w stolicy, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu.

Schemat być może nadal funkcjonuje w głowach nastolatków, ale coraz bardziej w świadomości ich rodziców, niż ich samych. Tak zwany „Gimbus” rozróżnia już Etiopię od „utopii” i wie, że akurat jemu, pewnie tak i wielu jego znajomym po prostu się nie uda. My, jak i obecni 30-latkowie, chyba do końca ślepo wierzyliśmy, że komu jak komu, ale akurat nam się uda i „hajs się będzie zgadzał”.

Uważam, że wbrew ogólnej opinii iż obecni gimnazjaliści to intelektualnie dużo gorsze pokolenie od nastolatków lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, to właśnie ci młodzi ludzie zdecydowanie mądrzej postrzegają rzeczywistość na swoim etapie rozwoju. Kiedyś po prostu nie było takich programów jak „Matura to bzdura”, które wyławiałyby kompromitujące odpowiedzi, które rzutują później na postrzeganie całych roczników.

W życiu nie chodzi o to, żeby mieć same piątki i szóstki w dzienniku, a później same piątki i stypendia na studiach. Chodzi o zaradność, przedsiębiorczość i poszukiwaniu własnej niszy. W tym jestem absolutnie pewien, że obecni nastolatkowie odnajdą się lepiej niż my.

Będą mieli trudniej, bo będą musieli wymyślać coraz to nowe sposoby przebicia się przez zabetonowany rynek, który MY załatamy już tam gdzie się tylko da. Trudniej jednak, nie oznacza, że się nie da.

Trzymam za Was kciuki i oby zawsze „WASZ HAJS SIĘ ZGADZAŁ” !


Łukasz Chrostowski

MwR


Sprawdź również

Warsztaty świąteczne w Filii nr 2 MBP w Przasnyszu

Przez dwa dni MBP gościła najmłodszych czytelników w Filii nr 2 w ramach warsztatów Bożonarodzeniowych. …

error: ZAKAZ KOPIOWANIA!!!!