Cudze chwalicie… – wywiad z Panią Ewą Łukasiak

Przedstawiamy wywiad z panią Ewą Łukasiak, zapaloną miłośniczką fotografii i jednocześnie wielką zwolenniczką wypraw turystycznych w rejon gminy Przasnysz.

Od jak dawna zajmuje się Pani fotografowaniem?

W zasadzie tak na dobre to dopiero od kilku lat. Nie kończyłam żadnych kursów, jestem amatorem. Wiedzę o robieniu zdjęć czerpię z książek, rozmów z ludźmi, którzy zajmują się fotografią profesjonalnie.

Co najbardziej pociąga Panią w fotografowaniu?

Robię zdjęcia intuicyjnie, ale to nie jest tak, że wszystko jest dziełem przypadku. Staram się wybierać elementy. które znajdą się w kadrze. I to jest wybór chwili. Najbardziej zajmuje mnie fotografia krajobrazowa. Może ktoś powie, że to tylko ładne zdjęcia banalnych widoków, ale zupełnie się z tym nie zgodzę. Wbrew pozorom, ta dziedzina fotografii wymaga więcej wysiłku i cierpliwości niż inne. Wcale nie jest łatwe pokazanie na zdjęciu tego, co nas urzekło w danym miejscu.

Jakie więc określenie będzie do Pani pasować najbardziej? Pasjonatka, miłośniczka, profesjonalny fotograf?

Powiedziałabym, że fotografia to moje hobby a nie pasja. W moim wyobrażeniu pasja jest czymś, czemu poświęcamy się w zupełności. Dla mnie to więc raczej hobby. Zajmujące, ale hobby. Dzięki temu w dowolnym momencie mogę np. znaleźć się w innym świecie, wręcz – w innym wymiarze. Świat widziany przez obiektyw wydaje się zupełnie odmienny, czasem niezwykły. Kiedy skupiam się na fragmencie pejzażu czy na obiekcie, który chcę sfotografować – dostrzegam o wiele więcej. Więcej właśnie o ten szczegół, który przykuł moją uwagę. Wtedy też fotografowany krajobraz urasta do rangi dzieła mistrzów malarstwa impresjonistycznego, kropla rosy staje się krzywym zwierciadłem, a owady – tytanami walczącymi o życie…

Czyli czuje się Pani artystką?

Hmmm. Może powiem tak: staram się zatrzymać w kadrze to, co mnie zachwyciło; to, czym chciałabym się podzielić. Takim małym skrawkiem rzeczywistości, która momentalnie się zmienia. Często pokazuję swoje zdjęcia w Internecie. I cieszy mnie, gdy ktoś mówi, że nie przypuszczał, by u nas były takie plenery. Albo że skoro jest tu tak pięknie, to się tam wybierze. Dla mnie to oznacza, że udało mi się jednak przekazać coś, co mnie samą zaciekawiło, urzekło…

Skąd takie zainteresowanie gminą Przasnysz? Jest Pani wszak mieszkanką samego miasta, a nie jego obrzeży.

Temat o tytule: gmina Przasnysz chyba… sam mnie wybrał. Kiedyś stwierdziłam, że tak naprawdę nie znam okolic Przasnysza. Wymyśliłam więc sobie, że poznam je, jeżdżąc na rowerze. Oczywiście nie omieszkałam zabrać ze sobą aparatu fotograficznego. Najpierw więc szukałam wiadomości o danej wsi, a potem wyznaczałam sobie trasę na mapach w internecie. Zaczęłam od miejscowości Obrąb. Ciągle słyszałam o tamtejszym dworku i chciałam go zobaczyć. Potem było Mchowo, Bartniki, Święte Miejsce, Bogate, Leszno… I tak już zostało.

Może więc lepiej zapytać, czego Pani jeszcze nie widziała w naszych stronach?

Gdy patrzę na mapę, muszę przyznać, że odwiedziłam już naprawdę sporo miejsc. Ale myślę też, że do wielu z nich wrócę jeszcze po zdjęcia. Bardzo polecam taki sposób zwiedzania okolicy, jest tu sporo dróg, po których można bezpiecznie jeździć. W swoich wędrówkach szukałam tras dogodnych dla rowerów lub dróg najmniej uczęszczanych przez samochody. Zdarzały się też przeprawy przez polne trakty. Czasem trzeba było przebijać się przez nie na piechotę, bo grzęzłam w piachu. Ale teraz wiem, którędy wiedzie droga w najlepsze plenery.

Co Panią urzekło najbardziej w naszej gminie?

Trudno tak jednoznacznie określić, co najbardziej. Może to szczególny klimat miejsc, może ludzie, którzy chętnie opowiadają o swojej ziemi – mało zniszczonej przez przemysł. Może w ogóle wieś, która szybko się zmienia, a jej piękno zapisane w trudzie pracy i prostocie gdzieś umyka. Po prostu my mijamy się z nim lub go nie dostrzegamy… Myślę, że warto rejestrować takie miejsca, w których czas pozornie się zatrzymał, gdzie można jeszcze doświadczyć dotyku żywej historii i zobaczyć, jak łączy się ze współczesnością albo gdzieś tam woła o pamięć. Mam tu na myśli chociażby podprzasnyskie dworki.

Są jakieś ulubione miejsca?

To w zależności od pory roku. Np. jesienią jest to mała alejka grabowa w Lesznie, zimą – Przejmy ze stadkami saren, wiosna i lato to piękne pola zawilców w lasach karwackich czy pola rzepaku w okolicach Golan. Wszędzie można znaleźć coś wyjątkowego, a z określonymi miejscami wiążą się różne legendy, czasem owiane tajemnicą. Warto się z nimi zapoznać – to też sprawi, że nasze spojrzenie na okolice Przasnysza się zmienią. O wielu historiach można dowiedzieć się m.in. z książki Alfreda Borkowskiego „Opowieści z rodzinnych stron”.

Co warto pokazywać mieszkańcom gminy, by ci uwierzyli w swój region?

Ludzie często wyrabiają sobie własne zdanie przez porównywanie się z innymi. Ale takie porównywanie czasem nie przebiega właściwie. Może więc należy pokazać to, co udało im się zrobić na tle sąsiednich gmin? Trzeba uświadamiać naszym mieszkańcom, że żyją w naprawdę wyjątkowym miejscu – bo to jest ich miejsce, ich dom, ich samych i ich przodków. Trzeba pokazywać to, czego już dokonali i co mogą jeszcze zrobić. W gminie powstało wiele obiektów, a niektóre przy współudziale mieszkańców wsi. I przecież to wszystko zostanie. Warto też pokazywać piękno natury, piękno wsi naszej gminy, bo ta wieś jest piękna. Kiedyś trafiłam na wiersz ks. Jana Twardowskiego i myślę, że zawarte w nim to, co najistotniejsze:

Na wsi

Tu Pan Bóg jest na serio pewny i prawdziwy

bo tutaj wiedzą kiedy kury karmić

jak krowę doić żeby nie kopnęła

jak starannie ustawić drabinkę do siana

jak odróżnić liść klonu od liścia jaworu

tak podobne do siebie lecz różne od spodu

a liści nie zrozumiesz ani nie odmienisz

tu wiedzą że konie stają głowami do środka

że kos boi się bardziej w ogrodzie niż w lesie

że skowronek spłoszony raz jeszcze zaśpiewa

kukułka tutaj żywa a nie nakręcona

pszczoła wciąż się uwija raz w prawo raz w lewo

a mirt rozkwita tylko w zimnym oknie

ptaki też nie od razu wszystkie zasypiają

zresztą mogą się czasem serdecznie pomylić

jak ktoś kto bije żonę by zranić teściową

i wiadomo że sosny niebieskozielone a dziurawiec to żółte świętojańskie ziele

Tu Pan Bóg jest jak Pan Bóg pewny i prawdziwy

tylko dla filozofów garbaty i krzywy

Dziękujemy za rozmowę.


Może ci się spodobać również
Komentarze
Loading...