Awantura o dworzec autobusowy w Przasnyszu.

Samorząd miasta Przasnysz pochylił się nad kwestią przebudowy dworca PKS. Wydanie pozwolenia na budowę miało spocząć w rękach Jarosława Włodarczyka, dyrektora jednego z wydziałów starostwa, będącego jednocześnie radnym miejskim. Nikt nie spodziewał się, co radny zaprezentuje podczas ostatnich obrad. A chodzi o kwestię dla miasta kluczową – plan zagospodarowania centrum. Starosta podjął decyzję, że dyrektor Włodarczyk zostanie wyłączony z procesu wydawania decyzji administracyjnej.

14 lutego Rada Miejska pracowała nad uchwaleniem nowego planu zagospodarowania centrum Przasnysza. Wprowadzenie zmian było podyktowane koniecznością przebudowy dworca PKS, który prócz funkcji komunikacyjnej ma odgrywać rolę galerii handlowej.

Radny Jarosław Włodarczyk złożył dwa formalne wnioski dotyczące zamian w zapisach, które uzyskały 100% poparcia radnych. Pierwszy z nich dotyczył uściślenia przeznaczenia obiektu pod usługi handlu łącznie z funkcją dworca, drugi dotyczył ulokowania na jego terenie  minimum dwóch przystanków autobusowych.

Niestety, niejako przy okazji, Jarosław Włodarczyk nie omieszkał podważyć kompetencji planisty. Adresatem jego uwag stał się tym razem Lucjan Chojnowski – architekt posiadający uprawnienia do projektowania architektonicznego oraz planowania przestrzennego, któremu radny Włodarczyk zarzucił nieznajomość przepisów. Istotne znaczenie w tej sprawie ma fakt, że radny Włodarczyk jest jednocześnie dyrektorem wydziału Komunikacji i Budownictwa Starostwa Powiatowego w Przasnyszu, które, co do zasady, wydaje rozstrzygnięcia w sprawach dotyczących pozwoleń na budowę.

Starostwo wyłączone z wydania decyzji administracyjnej?

Podczas dyskusji nad drugą z poprawek do planu radny Jarosław Włodarczyk nieoczekiwanie zasugerował, że uzyskanie pozwolenia na budowę może napotkać na utrudnienia, bądź w ogóle nie dojść do skutku. To wydłużyłoby czas oczekiwania na rozbudowę  lub wręcz mogło postawić inwestycję pod znakiem zapytania.

Uwaga radnego wywołała zdecydowaną reakcję radcy prawnego urzędu miasta Łukasza Machałowskiego. – Bez względu na to, jak państwo radni zagłosujecie, chciałem zwrócić uwagę, że dzisiejsza sesja jest na wizji – zauważył mecenas, mając na myśli fakt, że dzięki internetowej transmisji przebieg obrad można śledzić z każdego miejsca na świecie. – Usłyszałem, że pan radny powiedział, że zablokuje pozwolenie na budowę. Chciałem zwrócić uwagę, panie radny, że takie sformułowanie może poskutkować tym, że inwestor wyłączy pana z postępowania administracyjnego – ostrzegł prawnik.

– Chodziło mi tylko o to, że przepisy prawa nie pozwolą na ustanowienie jednego przystanku za drugim. Ze względów bezpieczeństwa przeciwpożarowego uznamy, że jeden przystanek za drugim nie wchodzi w rachubę. Dlatego nie wnoszę o uszczegółowienie tego zapisu, ponieważ i tak sobie z tym zapisem poradzę – mówił zdenerwowany radny.

– Właśnie o tym mówimy – skwitował mecenas Machałowski, przebijając się przez donośne głosy poruszenia na sali obrad.

Obniżyć poziom emocji

Do słów Jarosława Włodarczyka odniósł się także radny Sławomir Czaplicki. – Choć to nie moja rola, mam uwagę do kolegi, abyśmy obniżyli poziom emocji, bo wszyscy działamy na rzecz mieszkańców i powinniśmy kierować się ich dobrem. Część postulatów radnego Włodarczyka była dobra i głosowaliśmy za nimi – mówił Sławomir Czaplicki, podzielając słuszność zgłoszonych przezeń wniosków formalnych. – Z tymi wnioskami się zgadzamy, natomiast druga część wypowiedzi, dotycząca pozwoleń na budowę, była niepotrzebna – argumentował Sławomir Czaplicki.

– Ja odnośnie pozwolenia na budowę nie wypowiadałem się, była to cicha uwaga do kolegi, to nie była moja wypowiedź – komentował radny Włodarczyk. – Pan mi wkłada w usta coś, czego nie wypowiadałem. To była luźna uwaga, skrót myślowy, który mecenas Machałowski pochwycił. To nie ja zacząłem podniesienie emocji – bronił się radny.

Radca prawny urzędu miasta jest zdania, że wypowiedzi radnego, sugerujące rozstrzygnięcie pozwolenia na budowę inwestycji po dworcu PKS, mogą naruszać zasadę zaufania oraz godzić w zasadę obiektywizmu. Co więcej, mogą zostać odczytane jako wydanie rozstrzygnięcia przed analizą dokumentów złożonych przez inwestora.

W związku z tymi obawami zwróciliśmy się do starosty, będącego przełożonym dyrektora Włodarczyka, z prośbą o ocenę sytuacji. – Dyrektor Jarosław Włodarczyk nie powiedział nic na temat pozwolenia na budowę w publicznej debacie. Jednak po uwagach zgłoszonych mi osobiście przez mecenasa Machałowskiego, rozmawiałem z dyrektorem i radnym Jarosławem Włodarczykiem. Nie mogę oczywiście ograniczać mandatu radnego i swobody jego wypowiedzi, ale uzgodniliśmy w czasie rozmowy, że dyrektor zostanie wyłączony z procesu wydawania pozwolenia na budowę nowego dworca autobusowego w Przasnyszu. Jest to moim zdaniem rozsądne rozwiązanie, które powinno załagodzić nieporozumienia – słusznie ocenił starosta Krzysztof Bieńkowski.

Atak na radcę prawnego urzędu miasta

Animozje pomiędzy radnym a mecenasem znalazły swój finał pod koniec sesji, kiedy Jarosław Włodarczyk przypuścił atak na prawnika. – Mam prośbę do radcy prawnego Łukasza Machałowskiego, aby pilniej czytał obowiązujące przepisy – zaczął radny, wspominając kwestie odpowiedzialności samorządu za budowę przystanków autobusowych. – Przepisy prawa mówią co innego, pan radca prawny mówi co innego – dowodził radny Włodarczyk.

Do jego słów odniósł się burmistrz. – Panie radny, zapraszałem pana, aby przyszedł pan porozmawiać o wiatach, później zapraszaliśmy pana na robocze spotkanie radnych, abyśmy o tym porozmawiali. Nie przyszedł pan ani na jedno, ani na drugie spotkanie, więc nie rozumiem problemu – dziwił się Łukasz Chrostowski.

Niestosowność uwag radnego Włodarczyka dostrzegł także Sławomir Czaplicki. – Nie jest naszą rolą, abyśmy zwracali uwagę radcom prawnym tutejszego urzędu. Możemy rozmawiać i dyskutować, ale tego rodzaju wycieczki są niepotrzebne – podkreślał, studząc emocje.

Kolejnym powodem uwag radnego Włodarczyka stała się kwestia rozwiązania problemu walącej się chałupy na Świerczewie.

Zdaniem radnego, miasto Przasnysz powinno wystąpić z wnioskiem do sądu, aby burmistrza ustanowić kuratorem spadku. Radny już podczas styczniowych obrad zasugerował Radzie Miejskiej, burmistrzowi oraz mecenasowi Machałowskiemu konieczność udania się na korepetycje do burmistrza gminy i miasta Chorzele – Beaty Szczepankowskiej, która identyczny problem rozwiązała w bardzo prosty sposób.

Stanowisko w tej sprawie zajął radny Sławomir Czaplicki, będący jednocześnie kierownikiem referatu promocji urzędu miasta i gminy Chorzele. – Radny Włodarczyk mówił, że rada i burmistrz nie potrafią sobie poradzić z walącą się chałupą, powołując się na przykład Chorzel, twierdząc, że jest to sytuacja analogiczna. Zupełnie nie, ponieważ w Chorzelach była to własność urzędu gminy. Nie porównujmy tego rodzaju sytuacji, tylko po to, aby umniejszyć czyjeś kompetencje – apelował radny Czaplicki.

Działania radnego Włodarczyka spowodowały wyłączenie go z procesu wydawania pozwolenia na budowę nowego dworca. Mogą też nieść za sobą konsekwencje prawne, ponieważ personalne ataki spotkały się ze zdecydowaną reakcją radcy urzędu. – Nie wypada mi komentować tej sprawy. Niemniej, w odpowiedzi na moje słuszne spostrzeżenie, co do dosyć niezręcznej wypowiedzi radnego, pan radny zaczął podważać moje kompetencje w trakcie wykonywania przeze mnie zawodu zaufania publicznego. W związku z powyższym rozważam podjęcie przewidzianych prawem kroków – skomentował mecenas Łukasz Machałowski.

Odpowiedź na pytanie, czy ataki i deklaracje radnego Jarosława Włodarczyka służą interesowi miasta i jego mieszkańców, pozostawiamy naszym Czytelnikom.

M. Jabłońska


Skomentuj artykuł

avatar