3,5 kilometra grozy. Pozbawione opieki dzieci wracały pieszo ze szkoły w Jednorożcu.

Na początku roku szkolnego w gminie Jednorożec doszło do bardzo niebezpiecznej sytuacji. Mama jednego z uczniów dojeżdżających do Szkoły Podstawowej im. Adama Chętnika w Jednorożcu zgłosiła, że grupa dzieci część trasy powrotnej pomiędzy szkołą a domem musiała pokonać pieszo.  Uczniowie bez opieki dorosłych przemierzyli kilka kilometrów ruchliwą, pozbawioną chodników drogą. O komentarz do potencjalnie groźnej sytuacji poprosiliśmy wójta gminy Jednorożec Krzysztofa Iwulskiego.

Znaczna odległość pomiędzy miejscem zamieszkania a szkołą często stanowi poważne utrudnienie dla uczniów i ich rodziców, a problem jest szczególnie dotkliwy na terenach wiejskich. Organizacja transportu do szkół z odległych miejscowości należy do zadań gminy. Zwykle początek września każdego roku powoduje na tym tle pewne napięcia, ponieważ konieczne jest dostosowanie transportu do siatki zajęć lekcyjnych i oczekiwań rodziców.

Bezpłatny transport zapewnia gmina

W teorii wygląda to tak, że odległość pomiędzy domem a szkołą nie powinna przekraczać trzech kilometrów – w przypadku uczniów klas I-IV szkół podstawowych oraz czterech kilometrów w przypadku uczniów nieco starszych. Jednak w praktyce nie zawsze tak się dzieje. W takich sytuacjach gmina ma obowiązek zapewnić uczniom bezpłatny transport do i ze szkoły podstawowej oraz zapewnić im w tym czasie opiekę.

4 września jedna z mam ucznia jednorożeckiej podstawówki poprzez profil wójta Krzysztofa Iwulskiego na jednym z portali społecznościowych zgłosiła, że dzieci mieszkające w Połoni kierowca odwiózł tylko do Małowidza, a dalej kazał iść im pieszo. Sytuacja miała dotyczyć uczniów klas VI, VII i VIII szkoły podstawowej. Jak napisała kobieta: „Nauczyciele poinformowali i była informacja na tablicy, że odjazd 14.30. Dzieci prosiły o podwiezienie, lecz kierowca odmówił.”

Skutkiem tego uczniowie szli pieszo kawał drogi, dźwigając plecaki pełne książek, ponieważ tego dnia były wydawane podręczniki. „Miejmy nadzieję, że sytuacja z autobusami rozwiąże się do końca tego tygodnia. Nie może być tak, żeby nasze dzieci szły bez opieki kilka kilometrów, w dodatku ruchliwą drogą.” – apelowała zaniepokojona matka.

3,5 kilometra grozy

Jak sprawdziliśmy na mapach Google, Małowidz i Połoń dzieli 3,5 kilometra, a piesze przebycie tej trasy zajmuje około 45 minut. Na szczęście przymusowa eskapada uczniów zakończyła się szczęśliwie, a każdy z nich wrócił do domu cały i zdrowy. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że podróże poboczem w przypadku pozbawionych opieki dzieci, nie powinny mieć miejsca.

Sytuacja ta niosła za sobą potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia uczniów. W związku z naszymi wątpliwościami zwróciliśmy się do wójta Krzysztofa Iwulskiego z pytaniem, co gminie udało się w tej sprawie ustalić, oraz czy problem rzeczywiście zaistniał.

W imieniu wójta odpowiedzi niezwłocznie udzielił Wojciech Łukaszewski, dyrektor gminnego zespołu oświaty w Jednorożcu. Jak udało nam się dowiedzieć, zdarzenie dotyczyło kursu powrotnego z jednorożeckiej podstawówki do Połoni.

Uczniów miał podwieźć rodzic

Z informacji otrzymanych od przewoźnika oraz szkoły, 4 września kilku uczniów najstarszych klas szkoły podstawowej, zamiast czekać na swój docelowy kurs, wsiadło do autobusu, który tego dnia dojeżdżał tylko do Małowidza. Informacja od kierowcy autobusu, dotycząca trasy kursu nie wpłynęła na zmianę decyzji uczniów. Jednak nauczyciel świetlicy odpowiedzialny za opiekę podczas dowozów dzieci, otrzymał informację, że rodzic jednego z nich dojedzie do Małowidza, aby je odebrać. Tym samym uczniowie, mając pełną wiedzę, że autobus dojedzie tylko do Małowidza, postanowili do niego wsiąść – wyjaśnił Wojciech Łukaszewski.

Jak dodał, początek roku szkolnego jest zwykle okresem pewnych tarć i uzgodnień, które służą temu, aby gminny transport mógł pogodzić niekiedy sprzeczne interesy.

Sytuacja z dowozami jest na początku roku niestabilna, gdyż mnóstwo rodziców zgłasza swoje roszczenia i uwagi względem rozkładu jazdy. Chodzi głównie o ciągłe zwiększanie liczby przystanków autobusowych, dogodnych kursów (maksymalnie opóźniony wyjazd rano i wczesny powrót po południu). To powoduje, że każdego dnia sytuacja się zmienia, ale uczniowie są na bieżąco informowani o godzinach odjazdów autobusów – zaznaczył dyrektor.

Podobne incydenty nie mogą mieć miejsca

Chcieliśmy także wiedzieć, w jaki sposób gmina zamierza zapobiec tego typu zdarzeniom w przyszłości. Okazuje się, że rozwiązanie się znalazło:

– W celu uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości, organ prowadzący wydał całkowity i bezwzględny zakaz odwożenia uczniów innymi kursami, aniżeli tymi wskazanymi dla poszczególnych miejscowości. Nie będą także uwzględniane żadne telefoniczne prośby rodziców o wyrażenie zgody na przyjazd uczniów do poszczególnych miejscowości innym kursem niż docelowy – odpowiedział Wojciech Łukaszewski.

M. Jabłońska


16
Skomentuj artykuł

avatar
9 Liczba wątków
7 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najgorętsze tematy
13 Comment authors
AnielaMARIAAnetaEmmaDziadek Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Xyz
Gość
Xyz

Chwile grozy? Dzieci? Ludzie opanujcie się, czy to taka dramatyczna sytuacja, że dzieci z klas VI-VIII pieszo wracały ze szkoły? Ja chodziłem do szkoły w czasach kiedy autobusy nie woziły uczniów i jakoś przeżyłem te lata grozy. A tak na marginesie, nikt się nie przejmuje jak „dzieci” w tym wieku przesiadują nocami na przystankach, palą fajki i piją browary… A tu raz musiały iść pieszo autostradą relacji Połoń – Małowidz, naprawdę cud, że odcisków nie dostały bo Wójt by się nie wypłacił 🙂

Mama
Gość
Mama

(.)..dzieci to są dzieci dla każdego rodzica. Kiedyś każdy miał szkołę w swojej wsi… Niebyło samochodów…co najwyżej jeden we wsi.. tylko gdyby doszło do tragedii to rodzic traci dziecko….szkoła wójt kierowca ..nic

Fiona
Gość
Fiona

Dawniej nie było tyłu samochodów na drogach, Ru h był znacznie mniejszy. Poza tym, nie nosiło się tyle książek. Jak napisano, w tym dniu były wydawane książki, czyli z 15 kg te dzieci musiały dźwigać.

Xyz
Gość
Xyz

Te nastoletnie „dzieci” więcej piwa przeniosą niż te książki ważyły więc o czym mowa? Robi się z nastolatków totalne sieroty, które nawet ze szkoły same wrócić nie mogą… Bo coś może się stać… Zawsze i wszędzie może się coś stać więc najlepiej z domu nie wychodzić 😉

Emma
Gość
Emma

Informacja o tym ze autobus nie dojeżdża do danej miejscowości też była, a może jednak rodzice zawinił a nie kierowca. Jeśli dobrze rozumiem to rodzice mieli odebrać dzieci ze wskazanego miejsca…

Mila
Gość
Mila

DOkladnie jaka groza ludzie …. jak w wakacje to wszyscy musza uważać Aby tylko nie potrącić żadnego dzieciaka bo mało które patrzy jak wpada na jezdnie !! A tym bardziej ze autobus jak jest opisane wyżej dojeżdżał tylko do bliższej miejscowości. Też byłam w podstawówce i wszyscy robią wszystko aby tylko nie siedzieć na świetlicy. A spacer dobrze zrobił chociaż w mózgu dotleniony.

Inka
Gość
Inka

Rodzice przez trzymanie całe życie nad dzieciaczkiem parasola ochronnego produkują pokolenie, które w przyszłościnie poradzi w sobie w banalnej sytuacji. Przez ulicę też pewnie mama przeprowadza bo 12 latek sam sobie nie poradzi. I mamy chłopców w rurkach pijących mleczko sojowe i jedzących chlebek bez glutenu którzy zwykłej śrubki nie potrafią przykręcić. A wracając do artykułu to ta trasa to faktycznie autostrada😂😂😂. Obudź się Narodzie!!!

Urszula
Gość
Urszula

Tym razem nic się nie stało, ale gdyby któryś z tych dzieciaków stracił życie, byłby wrzask, kto do tego dopuścił. Po to jest transport gminny, aby uczniowie nie musieli wędrować poboczem. Nie tak dawno z powodu braku ścieżki rowerowej na drodze Przasnysz- Leszno zginął 11-latek. Pół powiatu było w szoku. Kiedy się nic nie stało, ludziska mówią, że rodzice są przewrażliwieni. Uważam, że lepsza nadwrażliwość, niż kolejna śmierć dziecka na naszych drogach.

Mama
Gość
Mama

Zgadzam się…..lepiej zapobiegać. A rok szkolny zaskoczył co niektórych jak śnieg w grudniu drogowców

Rodzic
Gość
Rodzic

W latach 90 kiedy chodziłem do szkoły nie było dmuchania i chuchania na ucznia. Jak ktoś wspomniał, chodziło się pieszo przed lekcjami i po lekcjach, szkoła prowadziła lekcje, na których było omawiane bezpieczeństwo na drodze, a teraz? Potrącenie dziecka pod Lesznem było oczywiście tragedią, ale niestety bierze się to stąd, że dzieci w obecnych czasach nie mają o niczym pojęcia (zasady ruchu drogowego w tym wypadku) – z wyjątkiem obsługi smartfona i komputera. Ja w wieku 10lat miałem obowiązki chociażby takie jak koszenie trawy, i co? Żyje, nic nie obcialem sobie, a teraz od sąsiada słyszałem że jego 16letni syn… Czytaj więcej »

Artur
Gość
Artur

Dołączyliśmy do tzw. zachodu, gdzie ciężkie roboty robią tylko ludzie ze wschodu.. Powoli dożywamy czasów w których dziecko samodzielnie nie będzie mogło użyć grzebienia żeby nie zadrapać sobie skóry..

Fiona
Gość
Fiona

Co wy wypisujecie, czytajcie że zrozumieniem. W tym dniu były wydawane książki, czyli dzieci dzwigały z 15 kg. Poza tym teraz jest duży ruch na drogach, dawniej było pusto. To nie zabawa, trochę wyobraźni.

Dziadek
Gość
Dziadek

Na szczęście nie wydarzyło się nic złego. Rozumiem, że ci uczniowie chcieli wcześniej wrócić do domu, bo jeszcze żyją wakacjami. Dlaczego nikt z rodziców po nich nie wyjechał? Przecież któreś z dzieci, a może nawet każde, miało przy sobie komórkę. A pan kierowca też by nie zgrzeszył, gdyby je podwiózł te parę km! Więcej empatii na przyszłość ze strony dorosłych!

Aneta
Gość
Aneta

Pan kierowca ma wyznaczoną trasę, której wydłużyć nie może, bo grupa dzieciaków tak sobie życzy. Rodzice powinni byli dzieci odebrać, a jeśli nie mieli możliwości to dzieci powinny czekać na swój kurs, tyle w temacie

MARIA
Gość
MARIA

DZIECKO DO 18 LAT JEST JAKO NIELETNIE ZA TO GROZI KARA GRZYWNY DO 500ZŁ ZA ZŁĄ OPIEKIE NAD DZIECKIEM
DZIWIE SIĘ RODZICOM ŻE SPOKOJNIE CZEKALI W DOMU ,W CZASIE DROGI JEŚLI BY SIĘ COŚ STAŁO RODZIC ODPOWIADA SĄDOWNIE .ALERT JEST NA WILKI TEŻ.W TYM MOMĘCIE SPRAWĄ POWINIEN ZAJĄĆ SĄD DLA NIELETNICH RODZICAMI KTÓRZY DO TEGO DOPROWADZILI ,NAUCZYCIELEM KTÓRY WYPUŚCIŁ DZIECI Z SZKOŁY BEZ ZGODY RODZICÓW-NIE DZWONIĄC DO NICH .-TEŻ POWINIEN ODPOWIEDZIEĆ ZA TO.

Aniela
Gość
Aniela

Z tego co wiem to kierowca poinformował dzieci że jedzie tylko do Malowidza a młodsze dzieci z miejscowości Połoń wsiadły świadomie na własne ryzyko nie informując o tym swoich rodziców… A część dzieci poinformowała Panią ze świetlicy że z Malowidza odbierze ich jeden z rodziców więc nie było problemu. Więc ja nie widzę winy Wójta , kierowcy czy te Pani że świetlicy bo dzieciaki zrobiły to ukradkiem alby tylko szybko wrócić do domu.